poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział 9

Ashton

Otworzyłem oczy. Ujrzałem Rosie leżącą na moim torsie. Uśmiechnąłem się do siebie, gdyż to był najsłodszy widok jaki kiedykolwiek widziałem. Pogłaskałem delikatnie jej włosy i zdjąłem kilka kosmyków z jej twarzy. Przypomniałem sobie wczorajszą noc. Ten skurwysyn przeze mnie chciał jej coś zrobić. Chociaż to też trochę jej wina, bo otworzyła drzwi. Tak czy tak nadal ja jestem temu najbardziej winny. Po tym wszystkim Rosie nie mogła usnąć, bała się. Położyłem się obok niej aby czuła się bezpieczniejsza i wtedy chyba usnęliśmy. To miłe, że czuje się przy mnie bezpiecznie. Jednak gdyby znała mnie lepiej nie było by tak. Nagle moją uwagę zwrócił wibrujący telefon Ros. Wziąłem go do ręki i odblokowałem. Nie wiem czemu ta dziewczyna nie ma założonego hasła. Ale nie ważne… Dostała smsa od jakiegoś Louis’ego. Nie znam żadnego o tym imieniu, a w szkole jest tylko Lewis. Otworzyłem go.

„ Miłego dnia kochanie. Myśl tam czasem o mnie :)”

Co? Jakie kochanie? Jaki Louis? Rosie ma chłopaka?! Czemu nic mi nie powiedziała? Czemu nie powiedziała tego Luke’owi? Komukolwiek… Nie żeby coś. Wcale nie jestem w niej zakochany, czy jakoś tam, jak myśli Michael. To jest moja siostra. Cholera, nie oszukujmy się Irwin. Podoba ci się, tylko jesteś takim idiotą, że zamiast to zachować dla siebie, naskakujesz na nią i robisz jej mętlik w głowie.
- Co robisz z moim telefonem? – usłyszałem głos Rosie. Ojć, to masz problem Irwin.
- Yyy, ja tylko – zacząłem, ale ona wyrwała mi telefon i wstała.
- Czemu odczytujesz moje smsy? – zapytała zła. Czy ona musi się tak seksownie wściekać?
- Brzęczało więc chciałem zobaczyć o co chodzi. Nie chciałem odczytywać – skłamałem i również podniosłem się z łóżka.
- Z rana nie umiesz kłamać Ashton.
- A ty jesteś w tym dobra zawsze – odparłem lekko zirytowany – Nigdy nie wspominałaś o tym, że masz chłopaka.
- Bo go nie mam? – odpowiedziała serio wkurzona.
- A ten cały Louis? – zapytałem wywracając oczami.
- To mój przyjaciel, znamy się od dziecka. Przestań robić z siebie ofiarę, bo prawda jest taka, że nigdy nie spytałeś się mnie o moje życie przed trafieniem tutaj! Po za tym, ty też mi nic o sobie nie mówisz więc ogarnij się Ashton! – krzyknęła i wyszła szybkim krokiem do łazienki. Cholera, spieprzyłem to po całości. Zawiodłem jej zaufanie i do tego wszystkiego miała rację.
- Przepraszam – krzyknąłem, ale w odpowiedzi usłyszałem tylko „spadaj”. Widocznie naprawdę się wkurzyła. Zszedłem na dół do kuchni zrobić sobie śniadanie. Wyjąłem z szafki płatki i z lodówki mleko. Naszykowałem sobie jedzenie i usiadłem przy stole. Nie mogłem jeść. Byłem wkurzony. I na Rosie, i na siebie. Jestem idiotą. Pierwsza dziewczyna do której naprawdę coś czujesz, a ty to pieprzysz. Zdolna bestia z ciebie Irwin. Pomińmy to, że bujam się w swojej siostrze. Coraz bardziej mi się wydaje, że powinien mi ktoś przywalić w twarz. Nagle usłyszałem otwieranie się drzwi. Wrócili rodzice. Chwilę potem Rosie zbiegła po schodach, krótko pożegnała się z rodzicami i wyszła z domu.
- Dzień dobry Ashton. Coś się stało Rosie? – zapytała mama wchodząc do kuchni.
- Nie wiem – skłamałem i odłożyłem miskę do zmywarki. Widząc która godzina, szybko się ogarnąłem. Wychodząc z domu tata przypomniał mi o dzisiejszej kolacji. Zapowiada się naprawdę ciekawy dzień.

Rosie

- Co on sobie myśli? No cholera jasna! Najpierw ma gdzieś mnie i moje życie, a teraz nagle odczytuje moje smsy i wypytuje o wszystko. No jak? Myślał, że jak poczyta moje wiadomości to się czegoś o mnie dowie?
- Nie wiem Rosie. Może jest po prostu zazdrosny – odparła Lucy za co prawie ją zabiłam – No ale ostatnio mi powiedziałaś, że robi rzeczy, których nie powinien. Może on coś do ciebie i ten tego no…
- Brałaś coś? – zapytałam, gdyż nie wierzyłam w to co powiedziała przed chwilą. Dziewczyna spiorunowała mnie wzrokiem.
- Nie, nic nie brałam. Po prostu Ashton jest dziwny i dopóki nie wiem co się konkretnie między wami wydarzyło nie mogę postawić jednoznacznej diagnozy. Doktor Stevens nie jest przecież medium – zaśmiała się i trochę poprawił mi się humor. Nie chcę jej o tym wszystkim mówić, ale to jest jedyna osoba, z którą mogę na takie sprawy pogadać. Irwin robi mi większy bałagan w głowie niż pani od chemii.
Weszłyśmy do klasy i zajęłyśmy swoje miejsca. Kiedy wypakowywałam książki ktoś podszedł do mnie.
- Jak się czujesz Rosie? Nic ci nie jest? Słyszałem o wczorajszym wypadku – usłyszałam głos znajomego mi blondyna. Podniosłam głowę i ujrzałam zmartwioną twarz chłopaka.
- Nie, wszystko w porządku – odpowiedziałam i lekko się uśmiechnęłam aby Luke przestał się martwić. Był inny niż pozostała trójka. Miły, pogodny, uśmiechnięty, opiekuńczy. Totalne przeciwieństwo Calum’a. Chociaż dla większości był niekoniecznie przyjazny. Jego reputacja mu na to nie pozwala? Nie wiem. Cała czwórka jest dla mnie zagadką.

***

- To spotykamy się dzisiaj na tej całej kolacji, co nie? – zapytała Lucy wzdychając.
- Niestety. Nie wiem jak to przeżyję.
- Oj nie będzie może tak źle. Plus jest taki, że twoja mama świetnie gotuje oraz, że będę pierwszy raz u ciebie w domu. Pomińmy naszych rodziców i Ashton’a i będzie świetnie – odparła przyjaciółka, starając się poprawić mi humor.
- Przecież nasi rodzice znają się od dawna. Czemu nigdy u nich, nas, nie byłaś? – zapytałam zaciekawiona.
- Mama zawsze mówiła, że będzie mi się tam nudzić, a oni będą rozmawiać o sprawach dla dorosłych. A jak byłam mała i wiedziałam już, że mają syna, to mówiła, że go nie ma w domu lub jest chory. Tak jakby nie chciała abym tam przychodziła.
- Dziwne, no ale nie ważne. Ja muszę lecieć, bo pani mama pisała abym po lekcjach przyszła od razu trochę pomóc – odparłam – To do zobaczenia.
- Pa słońce – odpowiedziała Lucy przytulając mnie. Ruszyłyśmy w swoje strony. Postanowiłam zadzwonić do Lou. Nie wiem czemu jeszcze tak nie rozmawialiśmy. Wybrałam jego numer i po chwili go usłyszałam.
- Właśnie wybierałem twój numer piękna – zaśmiał się. Tak tęskniłam za tym głosem, śmiechem.
- No widzisz. Byłam pierwsza – odparłam . Oczywiście miałam banana na twarzy i każda widząca mnie osoba pewnie nawała mnie w myślach idiotką.
- Co tam u ciebie? – zapytał.
- Mamy dzisiaj kolację z rodzicami mojej koleżanki. To będzie straszne. W dodatku pokłóciłam się z moim bratem. Po prostu…
- Nie kończ – zaśmiał się – Współczuję, ale no wiesz. Gdybym ja tam był, ta kolacja byłaby jedną z najlepszych.
- Tęskniłam za tą twoją skromnością – odparłam śmiejąc się.
- Hah dzięki. A mówiłaś coś o tym bracie. Mam przyjechać i skopać mu tyłek? – zapytał znowu się śmiejąc. No tak, zapomniałam, że rozmowy z nim tak właśnie wyglądają.
- Przyjechać to byś mógł. Z bratem sobie może poradzę.
- Przyjadę, obiecuję. A gdyby brat fikał to masz mój numer – odpowiedział.
- To w takim razie nie mogę się doczekać – odparłam i zauważyłam, że jestem niedaleko domu. Serio, tak szybko doszłam? – Kończę bo jestem już na miejscu.
- Oh, to napiszę do ciebie potem – odpowiedział zawiedziony – To pa i powodzenia.
- Dzięki, pa.
Rozłączyłam się wchodząc do domu. Poczułam wspaniały zapach. Ruszyłam w stronę kuchni. Tam pani mama była w swoim żywiole. Widziałam indyka w piekarniku, jakąś zupę, a na blacie przygotowania do deseru. Gdy kobieta mnie zauważyła uśmiechnęła się i podeszła do mnie.
- Rosie! Dobrze, że jesteś. Nakryjesz stół - odparła i wskazała wyjęty obrus, serwetki i kilka innych rzeczy. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi i zabrałam do roboty. Całe szczęście moja mama zawsze mi wszystko tłumaczyła, jak, gdzie i co. Uwielbiała przygotowywać kolacje. Zazwyczaj były one z rodziną. Wyjątkiem byli rodzice Louis'ego. Bywali u nas nawet 3-5 razy w miesiącu na takich kolacjach.
Szybko uwinęłam się z tym i zaczęłam pomagać pani mamie w kuchni. Niedługo mi to zajęło, gdyż kazała mi iść się przebrać. Wyjęłam sukienkę i szpilki z szafy. Przygotowałam kosmetyki aby sie umalować. Kiedy zostało mi już tylko zrobić coś z włosami, do pokoju zapukała pani mama.
- Pięknie wyglądasz - powiedziała i podeszła do mnie.
- Dziękuję. Jeszcze muszę coś zrobić z włosami.
- Usiądź - odparła i wskazała krzesełko przed lustrem. Zrobiłam tak jak kazałam i kobieta zaczęła mnie czesać. Upięła moje włosy w lekkiego koka, zostawiając kosmyki po bokach.
- Nie zrobiłabym tego lepiej. Nie zrobiłabym nic pewnie z nimi - westchnęłam z uśmiechem - Dziękuję.
- Nie ma za co. Zejdźmy na dół - powiedziała i ruszyłyśmy w stronę drzwi. Uważałam na schodach, żeby nie zabić się przypadkiem w tych szpilkach. Na dole była już Lucy z jej rodzicami. Stali z panem tatą i Ashton'em. Kiedy usłyszeli stukanie butów spojrzeli w jednym momencie na nas. Lucy uśmiechnęła się szeroko, podeszła do mnie i przytuliła.
- Wyglądasz zajebiście - szepnęła mi do ucha, na co zaśmiałam się cicho. Zauważyłam jak Ashton lustruje mnie wzrokiem, więc wzięłam Lucy za rękę i zaczęłam ją oprowadzać. Chciałam uniknąć z nim jakiegokolwiek kontaktu dzisiaj. Moja rola przewodnika nie trwała długo gdyż pani mama zawołała nas do stołu. Zajęłyśmy miejsca obok siebie i nagle na przeciwko mnie usiadł Ashton. Świetnie. Po deserze, kiedy atmosfera rozluźniła się prawie całkowicie, siedziałyśmy z Lucy na kanapie. Gadałyśmy o pewnym typku, który do niej zarywa.
- Możemy pogadać? - usłyszałam. Odwróciłam się w stronę tej osoby.
- Nie - odpowiedziałam natychmiastowo i wróciłam do rozmowy z przyjaciółką. Stał obok mnie nadal i uparcie zapytał o to jeszcze raz. Znowu odpowiedziałam, że nie i starałam się go zignorować. Raczej nie stosuje zasady do trzech razy sztuka, gdyż wziął mnie za rękę i zaprowadził na korytarz.
- Czemu taka jesteś? Przecież przeprosiłem - odparł przybliżając się do mnie. Nasze twarze dzieliło niecałe 20 centymetrów.
- Po pierwsze, zawiodłeś moje zaufanie, więc zanim je odzyskasz to trochę czasu minie. Po drugie, dziwnie się zachowujesz w stosunku do mnie - odpowiedziała zdenerwowana.
- Co twoim zdaniem jest tym dziwnym zachowaniem? - zapytał z przebiegłym uśmiechem na twarzy. Kurwa, Irwin. Amnezje masz czy co? A co zrobiłeś przedwczoraj, kilka dni temu? Nic, to normalne zachowanie w stosunku do siostry.
- Mam pytanie. Gdybym była twoją biologiczną siostrą, też byś próbował mnie pocałować? Bo tego raczej nie robi brat siostrze.
- Nie próbowałem cię pocałować, ale jak chcesz to mogę - odparł z uśmiechem na twarzy. Momentalnie znalazłam się oparta o drzwi. Blondyn zbliżył się jeszcze bardziej do mnie, trzymając jedną rękę na mojej tali, a drugą na mojej twarzy. Patrzył mi prosto w oczy. Nie wiem czemu nic nie mogłam zrobić, byłam jak sparaliżowana. Miał piękne orzechowe oczy. Kiedy był już wystarczająco blisko, nasze usta dzieliły tylko milimetry, usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Momentalnie odsunął się ode mnie, więc korzystając z okazji szybko wróciłam do Lucy. Dziewczyna siedziała cały czas na kanapie.
- To było dziwne. Rosie, musisz mi wszystko opowiedzieć! Tak nie robi normalne rodzeństwo - odparła. Usiadłam obok niej i westchnęłam. Zaczęłam jej opowiadać wszystko. Mówiłam prawie szeptem, cały czas się rozglądając czy nikt nie słyszy. Dziewczyna siedziała z szeroko otwartymi oczami, a kiedy doszłam do momentu, który stał się przed chwilą, jej usta uformowały wielką literę O.
- Wow, to jest dziwne. To znaczy normalnie byłoby słodkie, ale to twój brat. Nie przypominasz lasek, z którymi on się umawiał, więc może on coś do ciebie serio czuję. A ty coś do niego, no ten...
- Pogięło cię?! - odpowiedziałam szybko, na co dziewczyna spojrzała się na mnie podejrzanym wzrokiem - Może coś tam, ale on jest moim bratem. Jakby to wyglądało? Po za tym on jest jedną wielką zagadką. Wiem, że ma złe strony i nie chcę ich poznawać.
- Może to być fajna przygoda - odparła z uśmiechem.
- Taak, od razu może wybiorę sobie trumnę - westchnęłam.

_______________________________________________________

Uważam, że rozdział jest średni. Mogłabym go napisać lepiej. Jednak mam promyczek nadziei, że wam się podoba ;)
Chciałabym wam polecić nowe ff o Luke'u. Dziewczyna dopiero zaczyna je pisać, ale zachęcam :)  http://www.wattpad.com/90191417-i-will-be-your-nightmare-l-h-prolog

Postanowiłam, że jeżeli chcecie to możecie pisać też swoje opinie, przemyślenia na temat tego ff na twitterze dodając hashtag #warningff

Życzę Wam, abyście miały świetnego Sylwestra (lepszego niż mój). Aby ten nowy rok był dla was o wiele lepszy, abyście spełniły chociaż jedno ze swoich marzeń. Zdrowia, szczęścia, wymarzonego chłopaka, miłości jak z ff :) 
Wasza kochana Angela <3

5 komentarzy:

  1. O jeju ♥♥♥
    Kocham tak bardzo *,*
    Oni muszą być razem nie wiem jak ale muszą xd
    Uwielbiam Ciebie i to ff. Jak to czytam to ciągle się uśmiecham :D czytałam i czytam bardzo dużo ff i twoje jest jednym z lepszych jakie kiedykolwiek czytałam ♥ oby tak dalej! Weny życzę i czekam na następne rozdziały ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojejku, dziękuję <3 To bardzo miłe i przede wszystkim ważne dla mnie, bo moja wiara w siebie i to ff znika... Jeszcze raz dziękuję słońce ;*

      Usuń
  2. Hej :* też ci życzę szczęśliwego nowego roku, spełnienia marzeń i oczywiście spotkania swoich idoli <3 Rozdział świetny hdvwhhsvdhg prawie się pocałowali. Kocham cię @His_Shawty_JB

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam to ff!!! Jest takie suuuuuper.
    Czekam na next <3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale super rozdział! Prawie się pocałowali! <3 <3 <3
    Czekam na next <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń