sobota, 14 marca 2015

Rozdział 13


Poczułam chłodny wiatr i ciarki na całym ciele. Otworzyłam oczy. Nadal leżałam w lesie, jednak było już ciemno. Światło księżyca ledwo przebijało się przez korony drzew. Praktycznie nic nie widziałam. Wzięłam leżącą obok mnie torbę i otrzepałam się z liści i igieł drzew. Zaczęłam szukać komórki w kieszeniach torebki. Nie było jej. Musiałam ją zgubić biegnąc. Przeklęłam pod nosem i ruszyłam szukać wyjścia z lasu. Ciągle potykałam się i zahaczałam o gałęzie. Z każdym kolejnym krokiem byłam coraz bardziej przerażona. Tak mam 17 lat i tak boję się ciemności. Panująca cisza sprawiała, że moje myśli wariowały. Znowu miałam przed oczami najgorsze wydarzenia. Czułam narastający ból głowy. Oparłam się o drzewo i starałam się unormować oddech.
- Rosie, przestań o tym myśleć – powtarzałam sobie cicho. Kiedy poczułam się odrobinę lepiej, ruszyłam dalej. Niedługo potem w oddali usłyszałam jadący samochód. Dwa. Trzy. Byłam blisko jezdni, blisko wyjścia. Zaczęłam biec. W końcu widziałam światło lamp. Wybiegłam z lasu. Szczęśliwa rozejrzałam się wkoło. Nie wiedziałam gdzie jestem, nigdy tu nie byłam. Zrezygnowana usiadłam metr od ulicy. Wyjęłam picie z torby i wypiłam połowę zawartości. Zaczęłam wyjmować igły z moich włosów, kiedy nagle jakiś samochód zjechał z drogi i zatrzymał się obok, oświetlając moją postać. Przestraszyłam się. Po tym co powiedział mi Ashton, teraz mogłam się wszystkiego spodziewać. Drzwi kierowcy się otworzyły.
- Rosie – usłyszałam znajomy głos.
- Louis? – odparłam, czując jak łzy napływają do moich oczu. Wstałam i chłopak ruszył w moją stronę. Mocno mnie przytulił i ucałował w głowę.
- Boże, jak się cieszę, że nic ci nie jest – powiedział, cały czas mocno trzymając mnie przy sobie.
- Czekaj, co ty tu robisz? – zapytałam zdziwiona.
- Lucy napisała do mnie na facebooku, że nikt nie wie, gdzie jesteś i wszyscy cię szukają. Więc wsiadłem w samochód i jestem – odparł odsuwając się ode mnie.
- Pewnie państwo rodzice odchodzą od zmysłów.
- No wiesz, jest po 24 i szczerzę im się nie dziwie – powiedział, a ja stałam z szeroko otwartymi oczami. 24? Czyli spałam ponad 10 godzin? Czemu ja tak w nocy czasami nie mam?
- Muszę jechać do domu – westchnęłam i zaczęłam myśleć znowu o Ashtonie.
- Ej, odwiozę cię – odparł chłopak, na co ja wymusiłam lekki uśmiech – No dobra Rosie, mnie nie oszukasz z tym swoim uśmieszkiem. O co chodzi? Czemu cię szukają i dlaczego nie chcesz wrócić do domu?
- Louis ja… Po prostu chyba znowu nie wyrabiam psychicznie – zaczęłam, czując jak łzy spływają mi po policzkach – Za dużo się dzieje. Ja…
- Ćsiii, spokojnie – powiedział chłopak, ocierając moje łzy – Odwiozę cię do domu, uspokoimy twoich nowych rodziców i z samego rana pojedziemy do Sydney. Odpoczniesz, będziesz mogła spokojnie przemyśleć niektóre sprawy, spotkasz się z Crystal i moimi rodzicami. W niedzielę wieczorem wrócisz do domu. Co ty na to?
- Naprawdę? – zapytałam nie mogąc uwierzyć, w jego słowa.
- Tak.
Uśmiechnął się i wyjął liść z moich włosów. Zaśmiałam się i ruszyliśmy do auta. Dziwne było, że Lou znał tę okolicę lepiej niż ja. Szybko znaleźliśmy się pod moim domem. W salonie świeciły się światła. Wysiedliśmy i ruszyliśmy do wejścia. Wyjęłam klucze z torebki, otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka. Na korytarz wbiegła pani mama.
- Rosie! W końcu się znalazłaś – krzyknęła kobieta, przytulając mnie. W mgnieniu oka wszyscy byli już w korytarzu. Pan tata, Ashton, Lucy, Luke, Michael i ku mojemu zdziwieniu Calum.
- Nic mi nie jest – odpowiedziałam próbując uspokoić kobietę. W odpowiedzi uśmiechnęła się do mnie i poszła do kuchni mówiąc, że zaparzy herbaty. Nagle Lucy rzuciła się na mnie.
- Boże, jak się martwiłam! Ty mnie chcesz do zawału doprowadzić! Jak tak możesz mnie biedną, o tak słabym sercu straszyć?! Całe szczęście, że nawet w takich trudnych sytuacjach zachowuję racjonalne myślenie. No wiedziałam, że Louis cię odnajdzie. Ja po prostu jestem genialna. Kocham cię Lou. Ciebie też Rosie. Świat jest piękny – mówiła brunetka. Wraz z Louis’m patrzyliśmy na siebie co chwile, próbując się nie śmiać. Kocham tę wariatkę. W pewnym momencie zatkałam jej usta dłonią.
- Ja ciebie też, ale proszę, uspokój się – odparłam z uśmiechem. Lucy odwzajemniła go i przytuliła mnie.
- Ashton się strasznie martwił. Luke ma jakieś straszne wyrzuty sumienia. Ogólnie, żebyś widziała co tu się działo – szepnęła mi do ucha i odsunęła się ode mnie. Postanowiła wrócić do domu, więc wzięła kurtkę, dała mi buziaka w policzek i wyszła. Zauważyłam jak chłopcy, stojący naprzeciw nas przy schodach, przyglądają się Lou, a Louis im. Co jeżeli on ich pozna? Wzięłam Lou za rękę i zaprowadziłam do kuchni. Przedstawiłam go rodzicom. Bardzo ciepło przyjęli mojego wybawcę. Chłopak usiadł przy stole. Ja też chciałam, kiedy poczułam jak ktoś od tyłu łapie mnie za rękę.
- Możemy pogadać? – usłyszałam szept Ashtona.
- Musimy teraz? – zapytałam odwracając się do niego. Dzieliło nas może 20 centymetrów. Patrzył na mnie zmartwionym wzrokiem.
- Tak – odpowiedział i ruszył w kierunku korytarza, ciągnąc mnie za rękę. Obróciłam głowę w kierunku Lou i powiedziałam nieme „jest okey”. Potaknął głową i zaraz pan tata zajął go rozmową. W korytarzu czekali pozostali muszkieterowie. Luke podszedł do mnie.
- Ja przepraszam, nie wiedziałem. On mnie prawie zabił – powiedział wskazując na Ash’a – Zrozum, my naprawdę nic jemu już nie zrobimy. Proszę, wybacz mi Rosie. Prooooooszę.
- Nie wiem Luke, ja muszę po prostu to wszystko przemyśleć. Dajcie mi czas.
- Pamiętaj, że my nie chcemy ci nic zrobić, nawet Calum – odparł Michael, spoglądając na przyjaciela – Rozumiem, że nie jest ci łatwo, sam pamiętam jak to było, ale ochronimy cię, jakby co.
- Dzięki – odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Możecie nas zostawić – powiedział Ashton do chłopców, a ci w mgnieniu oka zmyli się z domu. Blondyn stanął naprzeciw mnie. Oboje byliśmy spięci. Poprawił nerwowo włosy i spojrzał na mnie.
- Wszystko dobrze? – zapytał.
- Nic nie jest dobrze Ashton – odparłam, próbując na niego nie patrzeć.
- Rozumiem, że to wszystko moja wina. Przepraszam.
- Przeszłość nie zawsze da się zostawić za sobą – odparłam, na co chłopak spojrzał na mnie zdezorientowany – Nie wiesz jaka byłam zanim tu trafiłam. Nie wiesz z czym się borykałam, co mi było. To trudne, nie lubię o tym rozmawiać.
- Rozumiem, ale przez to że nie mówisz mi tych rzeczy, ja nie mogę cię poznać. Opowiedziałem ci moją historię
- Nie całą – przerwałam mu.
- Jednak, byłem w tym całkowicie szczery. Wiem, że możesz nie chcieć ze mną spędzać czasu po tym. Możesz się bać, nie ufać mi, rozumiem. Jednak chciałbym wiedzieć o tobie więcej.
- Najpierw muszę, to wszystko przemyśleć. Daj mi czas. Przynajmniej do poniedziałku. Tak czy tak wyjeżdżam – odparłam i poprawiłam włosy.
- Gdzie wyjeżdżasz? – zapytał głośniej Ashton.
- Louis zabiera mnie do Sydney. Dobrze mi to zrobi – powiedziałam i poszłam na górę, zostawiając zdezorientowanego Asha. Umyłam się i udałam do swojego pokoju. Na łóżku siedział Louis, przeglądający książkę od historii. Słysząc zamykające się drzwi, podniósł wzrok znad książki i spojrzał na mnie.
- No, przynajmniej nie będziesz miała już tych skarbów lasu we włosach – odparł z uśmiechem – Kładź się, bo rano wyjeżdżamy.
- Wiem , wiem. A ty gdzie będziesz spał? – zapytałam kładąc się pod kołdrę.
- Masz bardzo miękki dywan – odpowiedział, kładąc się na moim puchatym, fioletowym dywaniku. Zaczęłam się śmiać i poklepałam miejsce obok mnie.
- Nie żartuj, tylko chodź.
- Moja narzeczona w końcu zaprasza mnie do łóżka. Hmm, propozycja nie do odrzucenia – zaśmiał się i wstał z podłogi. Zdjął swoją białą koszulkę i ujrzałam dobrze wyrzeźbioną klatę chłopaka. Zaśmiał się jeszcze bardziej, widząc moją reakcję i wskoczył na miejsce od ściany. Objął mnie ręką w pasie i ucałował w czoło.
- Dobranoc mała – odparł.
- Dobranoc – odpowiedziałam lekko się śmiejąc i zgasiłam lampkę.

***

Wstaliśmy o 6, a pół godziny później byliśmy już gotowi. Spakowałam do torby najpotrzebniejsze rzeczy. Na dole pani mama pożegnała się z nami i odprowadziła nas do auta. Nagle pod dom podjechało czarne audi. Za kierownicą dostrzegłam Caluma. Po chwili z domu wyszedł Ashton i podszedł do mnie.
- Uważaj na siebie – odparł i ucałował mnie w policzek. Szybko pokierował się do Caluma i odjechali. Lekko zdezorientowana wsiadłam do samochodu i po chwili też odjechaliśmy. Lou puścił U2. Jak zwykle zaczął śpiewać i wygłupiać się.
- Rodzice będą mieli niespodziankę. Ciągle mnie o ciebie wypytują. A Crystal? Ona potrafi ze mną taki wywiad przeprowadzić, że załamać się można.
- Wiesz, widziałyśmy się ostatnio miesiąc przed moim wjazdem do państwa Irwin. I tak cud, że pozwalali jej się w ogóle ze mną spotykać – odparłam patrząc przez okno. Tyle czasu nie widziałam tych osób. Nie mogę uwierzyć, że niedługo ich spotkam.
Całą drogę rozmawialiśmy. Louis zaprosił mnie na jutrzejszy mecz. W końcu będę mogła zobaczyć jak gra. Lou specjalnie pojechał okrężną drogą abym mogła zobaczyć morze. Zapomniałam jak ono wygląda, przez ten czas. Nagle ujrzeliśmy duży znak z napisem „ Witamy w Sydney”.
- No to Rosie, witaj w domu – powiedział z uśmiechem Louis.

______________________________________________________________

Znowu czuję, że rozdział beznadziejny i krótki. Mam nadzieję, że przynajmniej jednej osobie będzie się podobał. Czekam również na szczere opinie i jeżeli macie jakieś zastrzeżenia, uwagi, cokolwiek to piszcie :) 
Dwie nowe postacie w zakładce "Bohaterowie", także zapraszam.
Czytasz = Komentujesz

niedziela, 8 marca 2015

Rozdział 12


Patrzyłam się na niego i czekałam aż zacznie coś mówić. Rozglądał się po pomieszczeniu. Był zestresowany. Cisza, jaka między nami panowała, sprawiała, że i ja zaczynałam się coraz bardziej stresować.
- Ashton – odparłam w końcu, a chłopak spojrzał na mnie z nadzieją w oczach.
- Muszę?
- Chcę to wiedzieć – odpowiedziałam.
- Ehh… Kiedyś, jakieś 3-4 lata temu, też byłem taki jak ty. To znaczy, też pytałem o podobne rzeczy pewną osobę. Nie chciała mi tego powiedzieć, dla mojego dobra. Jednak te wszystkie rzeczy, które wydarzyły się wtedy, to, że otarłem się kilka razy o śmierć przez moją niewiedzę, co do tej osoby, sprawiły, że musiałem w końcu wiedzieć bo się o siebie bałem. Tak samo jak ja teraz, ta osoba nie chciała mi tego powiedzieć, bo bała się, że nasze bardzo dobre relacje się popsują. W końcu, powiedział mi o wszystkim. O tym, że zabija, o tym, że oni chcą zabić jego, o tym, że on i jego kumpel, brat Caluma, siedzą w tym od kilku lat, o tym, że mają bossa, który nim steruje, mówi im kiedy, kogo i gdzie. Przeraziłem się, bałem się go przez ponad miesiąc. Potem przez Caluma sam w to wszedłem. Wiesz, dlaczego Cal jest taki zimny, niemiły? Jego brat został brutalnie zabity, a on chce zemsty. Jednak boss jemu tego zabrania. Przyjaciel jego brata, czyli ten który mi to powiedział, przejął „opiekę” nad nami, jednak on sam zginął 2 lata temu. Teraz my przejęliśmy wszystko po nich. Dołączyli potem do nas Luke i Michael, dlatego oni są najmniej oschli, niemili. Dzisiaj, ktoś się na mnie zaczaił i oberwałem. Ty teraz też możesz oberwać, bo wiesz.
Stałam jak sparaliżowana, słuchając tego co mówi. Nie mogłam po prostu uwierzyć. Wyobrażałam sobie różne rzeczy, ale takim czymś nie. Nie wiem czemu łzy zaczęły mi spływać po policzkach.
- I zapewne to nie jest wszystko na ten temat? – zapytałam i spojrzałam na niego swoimi szklanymi oczami. Widząc moją twarz, posmutniał. Podszedł do mnie i kiedy chciał otrzeć łzy z mojego policzka, odsunęłam się. Spuścił głowę i westchnął.
- Wiedziałem – szepnął – Wiedziałem, że tak będzie.
- Ashton, ja… – zaczęłam i jeszcze więcej łez zaczęło napływać mi do oczu – Ja muszę to przemyśleć. Ja… Ja przepraszam – odparłam i pobiegłam na górę. Skierowałam się do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi na zamek i opierając się o nie, zjechałam w dół. Zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Ta cała sytuacja mnie przytłoczyła, a to może nie jest nawet połowa prawdy. Otarłam dłońmi policzki i postanowiłam wziąć prysznic. Zdjęłam ubrania i weszłam do kabiny. Odkręciłam letnią wodę. Czułam się lepiej, tak jakby z każdą kroplą spływającą po mnie, spływała jakaś malutka część moich problemów, myśli. Nie wiem ile czasu spędziłam pod prysznicem, straciłam poczucie czasu. Wyszłam z kabiny i otuliłam się ręcznikiem. Wytarłam ciało i ubrałam piżamę. Rozczesałam moje mokre włosy i spojrzałam w lustro. Zobaczyłam ostatnie, malutkie plamki po siniaku. Uśmiechnęłam się, gdyż nie musiałam go już więcej ukrywać. Wzięłam rzeczy i wróciłam do pokoju. Położyłam się pod kołdrą i starając się nie myśleć o dzisiejszej rozmowie, usnęłam.

***

Obudził mnie, jak zwykle, mój niezawodny budzik. Rozejrzałam się po pokoju. Słońce oświetlało nawet najmniejszy kąt w pokoju. Pierwszy raz od dawna chciało mi się wstać. Potem przypomniałam sobie o wczorajszym dniu. Sorry słońce, ale przegrałeś. Zanurzyłam twarz w poduszce i jęknęłam. Niestety musiałam wstać. Wyglądało to mniej więcej tak, że spadłam otulona kołdrą na podłogę. Kiedy się pozbierałam, wzięłam ciuchy i poszłam do łazienki. Szybko się naszykowałam i zeszłam na dół. Rozejrzałam się czy nie ma Ashtona i weszłam do kuchni. Zrobiłam sobie na szybko kanapkę i wyszłam z domu. Miałam jeszcze sporo czasu, ale nie chciałam spotkać się z Ash’em. Cały czas nie wiem co o tym myśleć. Jednak sama się o to prosiłam. Doszłam do szkoły i usiadłam na murku, czekając na Lucy. Dziewczyna przyszła po 10 minutach i jak zawsze przywitała mnie z uśmiechem. Ja wymusiłam lekki w odpowiedzi.
- Rosie, co jest? – zapytała, wszystko widząca przyjaciółka.
- Nic, ja po prostu…
- Ashton?
- Tak – odpowiedziałam.
- Co się stało? Zrobił ci coś?
- Nie, po prostu powiedział mi prawdę – odparłam i przeczesałam dłonią włosy.
- Aż tak źle?
- Nie teraz Lucy, proszę – powiedziałam, a przyjaciółka mnie przytuliła. Ruszyłyśmy razem do klasy.

***

Usiadłam sama na murku. Lucy poszła kłócić się z nauczycielem od fizyki o ocenę. Wyjęłam telefon i zaczęłam przeglądać facebooka. Louis dodał zdjęcia z treningu. Wyglądał naprawdę świetnie. Kochałam oglądać jak gra. Pamiętam, jak każdego pierwszego gola, którego strzelił w meczu dedykował mi. To było naprawdę słodkie. Uśmiechnęłam się na myśl o tym i skomentowałam, że nie mogę doczekać się kiedy znowu zobaczę go w akcji. Nagle ktoś zasłonił mi słońce. Podniosłam głowę i ujrzałam Luke’a.
- Hej Rosie, mogę się przysiąść? – zapytał blondyn.
- Tak – odparłam cicho. Tak naprawdę nie chciałam tego, nie chciałam z żadnym z nich o tym gadać.
- Może przejdę do rzeczy… – zaczął.
- Luke, nie chcę o tym gadać.
- Rozumiem, że ta prawda boli. My ci nic nie zrobimy, on nic ci nie zrobi – powiedział blondyn i dłonią gładził moje ramię.
- Jednak ktoś inny może mi przez to coś zrobić – odparłam i spojrzałam na chłopaka.
- Nie dopuszczę do tego! Ashton również. Zrobimy wszystko, żebyś była bezpieczna. Bynajmniej ja i Ash, gdyż nie wiem, jak z pozostałymi idiotami.
- Luke, ja muszę to przemyśleć, to nie jest łatwe. Po za tym, nie tylko ja mogę oberwać, ale i moi przyjaciele – westchnęłam.
- Posłuchaj, nie wiedzieliśmy, że ten cały Louis jest twoim kumplem wtedy. Sam się pchał, aby bronić tego całego idiotę, Briana – mówił Luke. Otworzyłam szerzej oczy, a moje usta uformowały literkę o. To o nich mówił wtedy Louis. To oni… Ale Louis ich nie rozpoznał. O co tu do cholery chodzi?! Łzy zaczęły mi napływać do oczu. Oni mogli mu coś zrobić. Jedynej osobie, która przypomina mi dom. Jedynej osobie, która jest mi tak bliska.
- Rosie? Co jest? – zapytał Luke – O cholera. Ashton ci o tym nie wspominał. Rosie, ja naprawdę nie… - zaczął, ale nie usłyszałam więcej, gdyż wstałam i wybiegłam z terenu szkoły. Biegłam przed siebie, nie patrzyłam nawet na ludzi czy ich potrąciłam. Chciałam być jak najdalej od nich, od tego miejsca. Wbiegłam do lasu. Nagle zaczepiłam torebką o gałąź. Nic nie widziałam przez łzy, więc po prostu szarpałam do póki nie odczepiłam jej. Biegłam dalej. W końcu zmęczona oparłam się o drzewo i zapłakana zjechałam na dół. Ta prawda, to wszystko było dla mnie zbyt ciężkie. Ostatni raz tak się zachowywałam kiedy moi rodzice umarli. Potem miałam problemy, byłam pod stałą opieką psychologa, psychiatry. Przez długi czas brałam tabletki uspokajające. Potem wszystko było okey. Czy teraz znowu to wraca? Nie miałam już siły. Położyłam się na ziemi i nie pamiętam kiedy zamknęłam oczy.

________________________________________________________

Bardzo przepraszam, że tyle rozdziału nie dodawałam. Brak weny i motywacji. Mam nadzieję, że ktokolwiek jeszcze będzie chciał to czytać. 
Czytasz = Komentujesz