niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 6

*następny dzień*

Nikogo nie było w domu. Państwo rodzice niestety, albo na szczęście, pracują w soboty. Ashton'a też nie było. Zostałam sama. Szczerzę, to bałam się. Może mi się zakręcić w głowie, słabo zrobić i fiknę na podłogę, a kolejnego uderzenia nie przeżyję. I tak jestem zaskoczona tym, że nie wylądowałam w szpitalu. Na miejscu chłopaków od razu bym zadzwoniła po pogotowie czy coś. Kto normalny nie reaguję tak w takich sytuacjach?

Było mi zimno w krótkich spodenkach więc założyłam za dużą bluzę mojego taty. To jedna z niewielu rzeczy które udało mi się zabrać z mieszkania przed dostaniem się do domu dziecka. Pamiętam jak tata zakładał ją gdy wieczorami chodziliśmy na spacery po plaży. Robiliśmy to odkąd byłam bardzo mała. Zawsze biegaliśmy, śmialiśmy się. Potem kładliśmy się na piasku i oglądaliśmy gwiazdy. Tata pokazywał mi różne układy i opowiadał o nich. Nie ważne, że słyszałam to po raz setny. To w jaki sposób to mówił, z jaką pasją sprawiało, że nawet na chwilę nie przestawałeś słuchać. Pamiętam wszystko co mówił. Kiedy o tym myślę zawsze słyszę jego głos. Wtedy moje serce łamie się na tysiące małych kawałeczków, a łzy spływają po moich policzkach. Teraz nie było inaczej. Przez zaszklone oczy próbowałam odszukać chusteczki. Otarłam łzy i poszłam do łazienki. Przemyłam twarz zimną wodą i spojrzałam w lustro. Nie wiem co było gorsze. Czy to, że wyglądałam jak córka Frankensteina, czy to, że miałam wielkiego siniaka na czole. Cholera! Wiedziałam, że to nie możliwe abym obeszła się bez szkody, pomijając strasznie bolącego guza z tyłu mojej głowy. Fioletowy, siniak o średnicy, na oko, 4-5 centymetrów znajdował się w rogu po lewej stronie czoła. Wkurzona starałam się go zamaskować trochę fluidem ale nie wiele to dało. Postanowiłam przełożyć trochę włosów na lewą stronę, aby zasłonić nowego współlokatora. Niestety moje blond włosy nie zasłoniły zbyt dobrze ciemnego koloru. W takich momentach żałuję, że nie odziedziczyłam koloru włosów po tacie. Postanowiłam zejść na dół. Wzięłam z półki paczkę chipsów i usiadłam na sofie. Włączyłam telewizor i skakałam po kanałach, aż nie znalazłam na jednym mojego ulubionego serialu. Uwielbiam kryminały, a przy Castle można się jeszcze do tego od czasu do czasu pośmiać. Wciągnięta w akcję, nie usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu. Kiedy właśnie miałam się dowiedzieć kto jest mordercą, ktoś skoczył na kanapę. Momentalnie krzyknęłam odskakując na bok. Usłyszałam tylko głośny śmiech osoby, który dobrze pamiętam.
- Jesteś debilem Ashton! – krzyknęłam, rzucając w niego poduszką.
- Przepraszam, nie wiedziałem, że tak się wystraszysz – odpowiedział przez śmiech chłopak – Jeżeli chcesz uniknąć takich sytuacji w przyszłości, radziłbym nie oglądać takich seriali samej w domu. Tym bardziej jeżeli nie oznajmiłem czasu powrotu.
- Bardzo śmieszne – odburknęłam i poprawiłam włosy na lewą stronę.
- Zmieniasz fryzurę czy co, bo nie byłaś tak uczesana – zapytał blondyn.
- Nie tylko, ym, mam pamiątkę po wczorajszym incydencie. Po prostu chcę go ukryć.
-Oh, okey. Tak po za tym, to mam nadzieję, że się lepiej czujesz – odparł Ashton.
- Jest w miarę dobrze – odpowiedziałam – Mam pytanie.
- Tak?
- Czemu Calum tak na mnie reaguje? – zapytałam. Chłopak się trochę zmieszał, jakby szukał jakiejś sensownej odpowiedzi. Mogłam nie zadawać tego pytania. Ale do cholery, przecież nic Calumowi mu nie zrobiłam! Jeżeli on ma tak cały czas to współczuję Ash’owi kumpla.
- On yyy po prostu – zaczął, przeczesując dłonią włosy – Po prostu ma jakieś dziwne uprzedzenia do ciebie. Po za tym nie lubi Lucy, a ty się z nią kumplujesz. Nie przejmuj się nim. Okres mu się spóźnia.
- Oh, to polecam gorącą kąpiel. Może mu się w końcu puści – odparłam na co chłopak wybuchł śmiechem.
- Oczywiście, przekażę mu to – odpowiedział – Jak jesteśmy już w temacie Lucy, to zaczepiła mnie na mieście. Nie odbierasz jej telefonów.
O cholera! Mój telefon! Miałam go w torebce, a torebkę zostawiłam u Lucy w kuchni. Świetnie! Na pewno ktoś ją zwinął skoro ona jej nie znalazła.
- Komórkę musiałam zostawić u niej. Ale skoro nie znalazła, to pewnie nie mam już telefonu – westchnęłam.
- Nie miałaś jej w torebce?
- No właśnie miałam, ale torebkę zostawiłam w kuchni.
- Gratuluję. Masz mój telefon i zadzwoń do niej. Spytaj jej się o to – odparł i podał mi swojego iPhona. Uśmiechnęłam się do niego w ramach podziękowania i poszłam do ogrodu. Pamiętałam pierwsze 3 liczby, ale o dziwo Ashton miał Lucy zapisaną w kontaktach. Nie chciałam się zastanawiać nad tym skąd ma jej numer, bo Ash’a nie da się łatwo rozgryźć. Kliknęłam na zieloną słuchawkę i po kilku sygnałach dziewczyna odebrała.
- Halo?
- Hej Lucy, tu Rosie – powiedziałam.
- Boże, kochana! Martwiłam się! Czemu nie odbierasz? – zapytała dziewczyna.
- Zostawiłam torebkę u ciebie.
- Czyli to twoja? Cholera, jestem głupia. Czemu wyszłaś z imprezy bez pożegnania?
No i trafiła. Nie mogła przecież zapytać „Jak minął ci dzień?” lub „Co robisz?”. Bo o to nie pytają ludzie kiedy do siebie dzwonią. Zaczęłam się jąkać i w końcu wypaliłam coś za co prawie się zabiłam.
- Pani mama się źle poczuła i Ashton po mnie przyjechał.
W tym momencie zaczęłam w myślach odmawiać wszystkie litanie, psalmy i modlitwy aby ona mi uwierzyła. Przez tę ciszę, trwającą niecałe 2 sekundy, prawie usłyszałam jak Bóg, aniołowie, święci i ci pozostali w niebie robią facepalm’a z mojej głupoty. Miałam przed oczami rodziców i mojego chomika Stefana którzy z załamania kręcą tylko głowami.
- Ojej, to nie dobrze. Przekaż jej, że życzę powrotu do zdrowia.
Uwierzyła!! W tym momencie w moich myślach usłyszałam chór aniołów śpiewających „Alleluja!”. Odetchnęłam z ulgą.
- Jasne, przekażę. Muszę kończyć. Do zobaczenia – odparłam.
- Pa kochana – pożegnała się przyjaciółka. Opadłam na ławkę i oparłam głowę o dłonie. Jestem idiotką, ale nie większą od Lucy, która mi uwierzyła. Przecież jej mama pracuje obok mojej. Serio? Jeżeli ona to jej powie, to w poniedziałek mnie zabije, bo dowie się, że kłamałam.
- Kłamać to ty nie umiesz Rosie – powiedział Ashton przysiadając się do mnie.
- No nie mów. Ale nie mogłam nic wymyśleć. Jestem głupia – odparłam i nagle mnie coś olśniło – Czemu mnie podsłuchiwałeś?
- Chciałem sprawdzić czy dodzwoniłaś się do niej – odpowiedział blondyn błądząc wzrokiem po ogrodzie. No i kto tu kłamać nie umie Irwin?
- Skoro podsłuchiwanie uważasz za sprawdzanie to nie będę się kłócić – powiedziałam pod nosem i podałam mu jego telefon. Pewnie usłyszał to gdyż zaśmiał się cicho. Wziął komórkę i zaczął klikać.
- Nie mam twojego zdjęcia do kontaktów – zaczął i odwrócił się w moją stronę – Uśmiechnij się
- Nie! Wyglądam okropnie! Jestem nieumalowana. Innym razem.
- Wyglądasz ślicznie, tym bardziej bez makijażu – odparł i podniósł moją głowę z kolan. Poprawił mi włosy i włączył aparat w telefonie. Wymusiłam lekki uśmiech i zrobił zdjęcie.
- Wyszłaś pięknie – powiedział i podał mi telefon.
- Wyglądam okropnie. Weź to usuń!
- Nie ma mowy. Podoba mi się to zdjęcie – odparł blondyn.
- Jesteś uparty – odburknęłam.
- Ty również – odpowiedział z uśmiechem na ustach Ashton.

***

Leżałam patrząc się w sufit. Przesłuchiwałam najnowszą płytę mojego ulubionego zespołu. Jednak nie mogłam się skupić na słuchaniu. Cały czas przerywał mi ostry ból głowy. Pojawiał się nagle i znikał. Tak co chwilę. Nie mogłam już wytrzymać. Wyjęłam słuchawki z uszu, wstałam i otwarłam okno na całą szerokość. To było to czego potrzebowałam – nagła fala świeżego powietrza. Kiedy poczułam, że mogę bez obawy, że zasłabnę, pójść po wodę, przymknęłam okno. Otwarłam drzwi i ruszyłam w stronę schodów. Kiedy byłam już przy nich usłyszałam jak państwo rodzice rozmawiają w kuchni. Zaczęłam powoli i po cichu schodzić kiedy usłyszałam swoje imię.
- Rosie nie może się o tym dowiedzieć. Nie teraz – powiedziała pani mama. Co? O czym nie mogę się dowiedzieć. Stanęłam na schodku i zaczęłam się wsłuchiwać.
- A jeżeli sama coś znajdzie? Zacznie nas wypytywać? Co jeżeli sama dowie się o tym? – odparł pan tata. Z jego głosu można było wywnioskować, że jest zdenerwowany.
O czym do cholery nie mogę się dowiedzieć?!
- Nie wiem. Musimy zrobić wszystko aby do tego nie dopuścić – odpowiedziała pani mama. Co to ma znaczyć? O co im chodzi? Przez moją głowę przelatywało tysiące myśli. To wszystko było takie dziwne. Nie powinnam była podsłuchiwać. Nagle ktoś złapał mnie za biodra od tyłu.
- Czemu podsłuchujesz? – usłyszałam szept. Gwałtownie się odwróciłam i zobaczyłam Ashton’a. Gorzej już nie mogło być. Myślałam, że go nie ma. Przecież wychodził. Wkopałam się. Patrzył się na mnie, a ja na niego. Między nami panowała cisza, jednak na dole już nie koniecznie. Ashton wyglądał, jakby próbował wsłuchać się w ich rozmowę. Nagle, jakby go coś uderzyło, złapał mnie za rękę i zaciągnął do mojego pokoju. Przymknął drzwi i stanął naprzeciwko mnie.
- Nie wiem czemu to zrobiłaś. Nie wiem czy specjalnie, czy przypadkiem. Ale proszę cię, więcej tego nie rób – odparł blondyn patrząc mi się w oczy.
- Szłam po wodę, kiedy usłyszałam jak o mnie rozmawiają. Nie wiem czemu to zrobiłam – powiedziałam cicho. Błagam, nie mów im, albo powiedz mi o co chodzi.
- Teraz już nie ważne. Po prostu nie rób tego więcej. Obiecasz mi to? – zapytał nadal patrząc mi się w oczy. Widziałam, że był lekko wystraszony i zdenerwowany. On wie, o czym oni rozmawiają. Czemu mi nie powiesz tego Irwin?!
- Obiecuję – odpowiedziałam – Tylko chciałabym tę wodę.
- Zaraz ci przyniosę – szepnął z uśmiechem i wyszedł z pokoju. Odruchowo sama się uśmiechnęłam, poczułam jak rumieńce robią mi się na policzkach. Ale czemu? On tylko przecież seksownie się uśmiechnął. Jego głos kiedy szepcze jest tylko przecież seksowny. On jest tylko przecież… Stop! Co? Czy ja właśnie fantazjuje o moim bracie? Co? Nie… Rosie, chyba cię już do końca pojebało. Jednak przecież to jest prawda. Moje przemyślenia przerwał , nie kto inny jak Ashton.
- Proszę, woda – odparł i podał mi szklankę z napojem.
-Dzieki – odpowiedziałam i lekko się uśmiechnęłam. Puścił mi oko i wyszedł znowu z pokoju. Wróć! Zrób to jeszcze raz!
Kiedy w końcu ogarnęłam swoje myśli, wypiłam kilka łyków wody, uchyliłam znowu okno i usiadłam na parapecie. Przez moje myśli przepływały słowa wypowiedziane przez państwa rodziców. Co przede mną ukrywają? Czemu Ashton o tym wie? Czemu ja nie mogę o tym wiedzieć? To wszystko nie mogło mi wylecieć z głowy. Postanowiłam pójść się umyć. Lepiej abym szybciej poszła spać niż, żebym dłużej zaprzątała sobie głowę tą sprawą. Wzięłam moją pidżamę i wyszłam z pokoju. Udałam się do łazienki. Wzięłam długi prysznic. Nie lubię tego, jednak teraz było mi to potrzebne. Chwila relaksu. Przebrana wyszłam z łazienki. Ruszyłam w kierunku pokoju, kiedy gdy przechodziłam obok schodów usłyszałam głos zdenerwowanego Ashton’a dobiegający z dołu. Zatrzymałam się.
- Nie możecie o tym rozmawiać kiedy ona jest w domu! Rosie słyszała kawałek waszej rozmowy! Co jeżeli się dowie? Ja nie będę jej tego tłumaczył – krzyczał chłopak. Czyli on wie wszystko. Ale nie musiał im mówić, że podsłuchiwałam. Cholera. Nagle usłyszałam czyjeś kroki zbliżające się w stronę schodów. Pobiegłam szybko do pokoju i położyłam się do łóżka. Kroki zbliżały się do moich drzwi. Uchyliły się, na co momentalnie przymknęłam oczy. Jednym okiem zobaczyłam Ashton’a, który mi się przyglądał. Stał tak chwilę i wyszedł. Otworzyłam oczy i westchnęłam. Wiedziałam tylko jedno. To będzie ciężka noc.

_________________________________________

Kto potrafi się tak spóźnić? Ja! 
Przepraszam za tygodniowe opóźnienie. Wybaczycie?
Uważam, że średnio wyszedł rozdział. Nie jest tak długi jak chciałam. 

Mam nadzieję, że wam się podoba (chociaż trochę) i zostawicie komentarz :) 

piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 5

Lekko otworzyłam oczy. Poczułam pulsowanie głowy. Nie wiedziałam gdzie jestem ani co się stało. Próbowałam coś sobie przypomnieć. Nagle ból głowy zaczął narastać. Przyłożyłam jedną rękę do czoła i zamknęłam oczy. W jednej chwili wszystko mi się przypomniało. Impreza, Lucy, nieznajomy... Poczułam jak ktoś łapie moją ręke i głaszcze po czole. Jakby próbował mnie uspokoić. To było silniejsze. Znów poczułam ten strach, ten dotyk, oddech, spojrzenie. Nagle krzyknęłam i otwarłam oczy.
- Ciii Rosie, spokojnie. Jestem tutaj - usłyszałam znajomy mi głos i spojrzałam na ciemną postać nade mną - Nic ci nie jest. To tylko ja.
- Ashton? - zapytałam niepewnie.
- Przynajmniej nie masz amnezji - zaśmiał się cicho. Poczułam wielką ulgę i zaczęłam uspokajać swój oddech.
- Co się stało? Gdzie jestem?
- Jesteśmy u Caluma w domu. A co się stało? Nie pamiętasz? - odparł zapalając lampkę niedaleko łóżka na którym leżałam.
- Ostatnie co pamiętam to to, że ten psychol walnął mną o samochód - powiedziałam i zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Byliśmy zapewne w pokoju Caluma. Tak zgaduję, bo wątpię aby ktoś inny miał plakaty ACDC i Green Day'a w pokoju w tym domu.
- Och, powiedzmy, że gdyby nie Michael to byś pewnie skończyła inaczej.
- A tak dokładniej? - zapytałam. Miałam nadzieję, że rozwinie się jakoś bardziej, bo jak na razie opis wydarzeń idzie mu wprost zajebiście.
- Ehh, no dobrze...

*** kilka godzin wcześniej***

Ashton

- Nie wierzę, że dałem wam sie namówić na tę imprezę - odburknął Calum. Był wściekły. Chyba jak zawsze ostatnio. Serio może mu ten okres się spóźnia?
- Bez przesady stary. Większość tu wygląda jak idioci więc czworo w tę czy w tę nie robi różnicy – odpowiedział Luke poprawiając swoją maskę żółwia ninja. Nie wierzę, że znam tego kolesia…
- Popatrz na to z innej strony Batmanie – zaczął Michael patrząc na Calum’a – Może uda ci się przelecieć jakąś seksowną kobietę kot.
- Spierdalaj Clifford – prychnął kumpel i wszedł do środka. Chyba jednak przemyśli jego propozycje.
Zostałem z pozostałymi dwoma na dworze. Nie miałem za bardzo ochoty na imprezę. Tym bardziej, że Rosie tam jest, a nie chcę aby poznała mnie od tej strony. Mam do niej jakąś dziwną słabość, której nie potrafię wytłumaczyć. Jest piękna, nieśmiała, niewinna. Takich dziewczyn brakuje na świecie. Może dla tego są takie niezwykłe…
- Popatrzcie na tamtą dwójkę – powiedział Michael wskazując jakąś parę przy samochodzie – On ją chce zgwałcić.
- Stary, jesteś przewrażliwiony trochę – odparłem.
- Właśnie, może – zaczął Luke gdy usłyszeliśmy krzyk tej dziewczyny – Mo-mo-może masz racje
Dziewczyna szarpała się i krzyczała. Nagle dostała w twarz od chłopaka. Mój przyjaciel zerwał się z miejsca. Blondynka oddała mu cios w twarz. Niestety chyba pogorszyła sprawę. Chłopak walnął jej głowę o auto. Michael podbiegł do nich i walnął brunetowi w twarz. Facet leżał na ziemi. Kumpel ukucnął przy dziewczynie.
- Ashton!- krzyknął do mnie – To Rosie!
Zamurowało mnie. Jak to? Patrzyłem się jak jakiś debil chciał ją zgwałcić i nic z tym nie zrobiłem? Następnym razem posłucham Michael’a. Podbiegłem do nich i klękłem obok Rosie.
- Luke biegnij poszukać Calum’a – krzyknąłem do blondyna – Trzeba ją zabrać do szpitala.
- Taa stary, jeszcze pomyślą, że my jej to zrobiliśmy. Nie pamiętasz jak było ze mną i tą rudą? Mamy etykietkę tutaj i nie ważne czy będziemy pomagać staruszkom przechodzić przez ulicę czy opiekować się pieskami ze schroniska i tak go nie zmienią.
- Zabierzmy ją do Calum’a. Jak zaniosę ją do nas do domu to rodzice zawału dostaną – odparłem – Mam tylko nadzieją, że nic jej poważnego nie jest.
Po chwili przybiegli Batman i Żółw Ninja i pojechaliśmy do Calum’a. Ułożyłem Rosie na jego łóżku i przyłożyłem lód do tyłu jej głowy. Usiadłem przy niej i napisałem rodzicom, że jest ona ze mną i mają się nie martwić. Błagam , niech się obudzi…

* * *

Rosie



Ashton pomógł mi zejść na dół. Tam byli pozostali. Calum siedział na krześle i grał na komórce, Luke leżał na kanapie, a Michael jadł. Jest 4 nad ranem a oni nie śpią? Oni są wampirami czy co?
- Rosie!! - krzyknął Luke podchodząc do nas - W końcu się obudziłaś - dodał i mnie przytulił. Odwzajemniłam uścisk i uśmiechnęłam się lekko. Wczoraj miałam go dosyć, a dziś go przytulam. Jestem dziwna... 
- Mi ciebie też miło widzieć - odpowiedziałam i lekko odsunęłam się od chłopaka. Blondyn uśmiechnął się i przeczesał dłonią włosy. 
- Chcesz coś zjeść? - zapytał Ashton. 
- Chętnie - odparłam i poszliśmy do kuchni. Ash wyjął chleb, masło i jakąś szynkę, a potem wstawił wodę. Zaczęłam robić kanapkę kiedy do pomieszczenia wszedł Michael. Uśmiechnął się lekko do mnie, a ja jak głupia skupiłam się na jego zajebiście zielonych włosach. Jestem idiotką...
- Wzrok sobie popsujesz cały czas patrząc na takie jaskrawe kolory - powiedział chłopak, na co Ashton się zaśmiał, a ja oblałam rumieńcem. 
- Rosie, to jest Michael. To on uratował cie przed tym idiotą - odparł Ash. Mike podszedł do mnie i podał mi rękę. 
- Miło cię w końcu poznać. Słyszałem dużo o tobie od Luke'a i Ashton'a. Żałuję, że poznajemy się w takich okolicznościach - powiedział chłopak, a Ash zaczął się śmiać. Czy on się zawsze śmieje z tego co Mike powie? 
- Dzięki, za uratowanie mnie - uśmiechnęłam się lekko. 
- Nie ma sprawy. 
Odszedł i zaczęłam dalej przygotowywać kanapki. Oczywiście ubyło mi połowę dzięki magicznemu stworkowi Ashton'owi. Zjadłam swoją część i wróciliśmy do salonu. Był tam tylko Calum i śpiący Luke.
- Już jej lepiej? - zapytał brunet mojego brata. Halo? Ja tu jestem!
- Tak, zaraz wracamy do domu - odpowiedział Ashton zakładając kurtkę.
- To dobrze. Mam tylko nadzieję, że nie będziemy mieli przez nią kłopotów.
- Zamknij się stary. Ona tu jest. Po za tym nie będziemy mieli - odparł lekko zdenerwowany Ash. Nie wiem co jest Calum'owi ale powinien zjeść snickers'a. Chciałam coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili się powstrzymałam. W domu było strasznie duszno. Czułam jak kręci mi się w głowie. Złapałam się oparcia kanapy i zamknęłam oczy. 
- Ros, nic ci nie jest? - zapytał Ashton zbliżając się do mnie. 
- Nie, tylko jest tu duszno.
- Chodź, wyjdziemy na zewnątrz - odparł i lekko mnie podtrzymując ruszyliśmy w stronę drzwi - Nara Calum.
Na dworze było miło zimno. Oparłam się o samochód i zamknęłam oczy. Wsłuchałam się w ciszę.
- Na pewno już wszystko okey? - zapytał znowu blondyn stając na przeciwko mnie.
- Już teraz tak - odparłam. Stał bardzo blisko mnie. Za blisko... Popatrzył mi się w oczy i nagle jakby się ocknął. Odsunął się i otworzył drzwi pasażera. Lekko zbita z tropu wsiadłam. Po chwili to samo zrobił Ashton i ruszyliśmy do domu.



________________________________________________________

Rozdział miał pojawić sie wczoraj, ale nie byłam w stanie go dodać. Przepraszam :)

Mam nadzieję, że wam się podoba. Wiedzcie, że się starałam, bo trudno jest pisać kiedy źle się czujesz. 
Cały czas szukam osoby która zrobiłaby mi szablon na tego bloga. Będę bardzo wdzięczna za pomoc.

Jeżeli macie jakieś uwagi, pomysły to piszcie  :)
Jeżeli ktoś chce być informowanym o nowych rozdziałach, zapraszam do zakładki "Informowani"
Następny rozdział - 16.11

Czytasz = Komentujesz