poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rozdział 8

Ashton

Siedziałem w garażu Michael’a i słuchałem jak chłopak prawi mi kazania.
- Czyś ty oszalał? Jak mogłeś w ogóle do tego dopuścić?! Stary, po pierwsze to twoja siostra, a nie jedna z tych lasek, które spotykamy na imprezach. Po drugie, jak mamy ją utrzymać w nieświadomości jak ty jej mówisz, że nie poznała jeszcze twoich złych stron. No kurwa, zachęcaj ją jeszcze bardziej! Po trzecie, jak Calum się o tym dowie to cię zabije, a potem ją. Stary, Rosie to naprawdę fajna dziewczyna. Polubiłem ją. Jednak nie możesz się w niej zadłużyć. To twoja siostra. Może nie jest to kazirodztwo, ale zgodne z prawem też nie.
- Wiem, staram się. Chcę być dobrym bratem, ale ona mi tego nie ułatwia – odparłem.
- Bo ci się podoba? – zapytał zielonowłosy z wielkim bananem na ryju, na co przewróciłem oczami – Aww to słodkie, że w końcu się zakochałeś, ale szkoda, że w nieodpowiedniej dziewczynie.
- Nie zakochałem się! – krzyknąłem oburzony – Tylko mi się podoba.
- Od kiedy takie ci się podobają? Mam ci przypomnieć z jakimi laskami byłeś czy może coś ci świta?
- Cholera, pamiętam! Nie musisz mi o nich przypominać. Po prostu uważam, że muszę się ogarnąć. Przestać o niej myśleć. A przede wszystkim przestać zachowywać się jak niewyżyte zwierzę – powiedziałem zdenerwowany.
- Cóż, przynajmniej się przyznałeś z tym niewyżytym zwierzęciem – zaśmiał się Michael za co walnąłem go w ramie – No dobrze, nie obrażaj się. Po prostu musisz się hamować. Chociaż już pewnie tak namąciłeś Rosie w głowie, że dziewczyna spać nie może.
- Będę musiał codziennie rano walnąć coś mocniejszego na uspokojenie.
- Meliskę z dwóch torebek? – zaśmiał się przyjaciel. Przez chwilę próbowałem go zamordować wzrokiem, ale skończyło się moim wielkim, niepohamowanym wybuchem śmiechu.
- Spadaj debilu – odparłem śmiejąc się.
- Ej, mam pomysł. Namówmy Luke’a aby pogadał z Rosie. Podobno dogaduje się z nią i może coś wyciągnie.
- Uważasz, że się mu zwierzy? – zapytałem – Ona jest dosyć nieśmiała. Jedyna osoba, której najprędzej takie rzeczy by powiedziała jest Lucy. Ale jak chcesz. Możemy spróbować.
- Zobaczysz, uda mu się. Tylko trzeba dać mu szansę się wykazać.

Rosie

Siedziałam na łóżku wpatrzona w telefon. Nie mogłam uwierzyć. Znalazł mnie. W końcu mu się udało. Myślałam, że zapomniał lub poddał się, a on cały czas się starał. Ten debil o mnie jednak nie zapomniał. Kliknęłam w „odpisz” i zaczęłam pisać. 




Dopiero gdy wysłałam wiadomość zdałam sobie sprawę, że uśmiechałam się cały czas do telefonu. Pewnie wyglądałam jak idiotka. Mój najlepszy przyjaciel, nazywany przez naszych rodziców moim narzeczonym, napisał do mnie. Ostatni raz widziałam go kiedy zabierali mnie do domu dziecka. Wtedy pierwszy raz widziałam jak płacze. Pamiętam jak staliśmy przytuleni, jak na niego krzyczeli kiedy nie chciał mnie puścić. Podobno próbował się jakoś ze mną skontaktować ale nie pozwalali nam się spotykać. Wiedzieli jaki on jest. Nie jest grzecznym, ułożonym chłopcem. To raczej typ niezależnego faceta, który dla przyjaciół i rodziny jest tylko miły. Nie raz był odbierany z komisariatu, jednak nigdy nie było to nic poważnego. Ludzie zawsze dostrzegali w nim tylko złe strony, bo nigdy go nie poznali. Nikt nie zna go tak dobrze jak ja. Spotkaliśmy się pierwszy raz pewnego lata, kiedy jego ojciec został partnerem biznesowym mojego. Zaprosili nas na kolacje. Ja miałam wtedy 5 lat, a on 7. Pamiętam jak miałam problem ze zrozumieniem go. Mieszkał od urodzenia w Wielkiej Brytanii, a w Australii dopiero od tygodnia. Pamiętam jak wkurzałam się na jego akcent, jednak w końcu jakoś się dogadaliśmy. Od tamtej pory jesteśmy nierozłączni. A czemu narzeczona? Wszędzie mnie ze sobą zabierał, opiekował się mną. Często przynosił mi kwiatki, nawet takie zerwane po drodze, bo wiedział, że się uśmiechnę. Był moim aniołem, nadal nim jest. Chciałabym się z nim zobaczyć, przytulić go, usłyszeć jego śmiech, głos.

***

Obudził mnie dźwięk smsa. Kto normalny pisze o tej godzinie? Kto normalny wtedy nie śpi? Zaczęłam szukać ręką telefonu. Kiedy go znalazłam, odczytałam wiadomość od nieznanego numeru.

„Miłego dnia mała :)
                         Louis x”

Od razu na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech. Ten dzień nie mógł zacząć się lepiej. Przypomniało mi się jak zawsze budził mnie rano takimi smsami. Codziennie miał o 6 treningi piłki nożnej. Widać cały czas jest w klubie. Odpisałam mu i postanowiłam pójść się ogarnąć do łazienki. Na dole było kogoś słychać, więc nie byłam sama nieśpiąca. Wzięłam szybki prysznic, zrobiłam lekki makijaż i związałam włosy w kucyk, zostawiając trochę krótszych włosów aby zasłoniły resztki mojego siniaka. Ubrałam krótkie spodenki i jasnoróżowy sweterek. Tak jak obiecałam wczoraj pani mamie, założyłam jedne z moich nowych kolczyków. Gotowa zeszłam na dół na śniadanie. To kogo tam zobaczyłam trochę mnie zdziwiło. O blat opierał się kolega mojego brata – Calum. Co on do cholery robi tutaj i to jeszcze o tej godzinie? Nie tylko ja byłam zaskoczona ale i on zdziwił się, gdy mnie zobaczył. Po naszym ostatnim spotkaniu, nie wiedziałam czy mam się nie odzywać czy po prostu uciec. Wydukałam tylko „cześć” i skierowałam się do lodówki.
- Nie sądziłem, że cię spotkam. Ashton mówił, że wstajesz później – powiedział chłopak. Szczerze, to miałam nadzieję, że unikniemy rozmowy, ale cóż…
- Po prostu obudziłam się wcześniej – odparłam nalewając mleko do miski z płatkami – Po za tym, też nie sądziłam, że cię spotkam tutaj o tej godzinie.
- Wpadłem po Ashton’a. Mamy coś do załatwienia.
- Okey – odpowiedziałam siadając przy stole. Kiedy zaczęłam jeść, usłyszałam jak ktoś schodzi po schodach.
- Cześć stary – usłyszałam głos Ash’a – Rosie? Co ty tutaj robisz?
- Mieszkam? – odparłam unosząc wzrok na niego. Widać było, że jest zdziwiony moją obecnością, ale to chyba tak dzisiaj każdy. Wymienili z Calumem kilka zdań po cichu i ruszyli w stronę wyjścia. Może tak chociażby jakieś „pa” czy cokolwiek? Usłyszałam tylko zamykające się drzwi. Niedługo potem przyszła pani mama. Zamieniłyśmy kilka zdań i postanowiłam ruszyć do szkoły. Przed budynkiem nie czekałam długo na moją koleżankę. Przywitała mnie jak zwykle pełna pozytywnej energii. Opowiedziałam jej o zakupach z mamą i o Louis’m. Była nim zachwycona.
- Jejku zazdroszczę ci takiego przyjaciela – mówiła – Powiedz mi, gdzie można takiego znaleźć?
- Haha nie wiem. Sam cię kiedyś może taki znajdzie – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do brunetki. Odprowadziła mnie do klasy chemicznej, a sama udała się do klasy obok. Chciałabym mieć z nią wszystkie lekcje. Chociaż i tak jest dobrze, gdyż mamy 6 wspólnych zajęć. Na chemii nie znałam nikogo. Może dlatego, że trafiłam do grupy z wrednymi sukami… Żeby jeszcze mnie dobić z jedną musiałam być zawsze w grupie.

***

Siedziałyśmy z Lucy na murku jedząc pokrojoną marchewkę. Mama mojej przyjaciółki często szykowała jej ich cały pojemniczek. Jak zwykle śmiałyśmy się i obgadywałyśmy innych. To znaczy ona obgadywała, a ja słuchałam. W pewnym momencie zauważyłam Luke’a siedzącego samotnie niedaleko nas. Pewnie nie zabrali go ze sobą załatwiać tę ważną sprawę. Zrobiło mi się go szkoda i postanowiłam do niego podejść. Lucy postanowiła pooglądać nas z daleka. Raczej chyba za nim nie przepada. Kiedy byłam już blisko, chłopak zwrócił na mnie uwagę.
- Rosie! Co cię do mnie sprowadza? – zapytał z uśmiechem.
- Cóż, siedzisz tak tu sam, więc chcę dotrzymać ci przez chwilę towarzystwa.
- To miłe z twojej strony – odparł – Moi przyjaciele uważają, że o niektórych sprawach powinienem nie wiedzieć. Także, dzisiaj jest jeden z tych dni kiedy mam się nie mieszać.
- Fajni kumple – powiedziałam pod nosem, jednak Luke to usłyszał i zaśmiał się.
- A jak ci się układają relacje z Ashton’em? – zapytał blondyn. Ta, no wiesz… Wcale nie zbliża się za blisko, wcale nie przypiera mnie do auta i mówi rzeczy, których brat nie powinien mówić siostrze, wcale nie lustruje jej wzrokiem w seksownej sukience. Niee…
- No wiesz… Niby jest spoko ale.. – zaczęłam szukając odpowiednich słów jak to wszystko ująć.
- Ale?
- Po prostu Ashton jest dla mnie pewną zagadką. Jego zachowanie czasami mnie dziwi. Dobra, nie ważne. Zmieńmy temat – odparłam.
Nagle zadzwonił dzwonek. Trochę się spóźniłeś. Nie mogłeś zadzwonić minutę wcześniej? Pożegnałam się z Luke’iem i ruszyłam w stronę budynku.

***

„ Musieliśmy pilnie pojechać do Sydney. Wrócimy jutro rano. Obiad jest naszykowany.

                                                   Rodzice”

Ej, nie no świetnie! Pojechali do Sydney beze mnie. W dodatku wrócą rano. Czyli prawdopodobnie będę sama w nocy, gdyż po Ashton’ie można się wszystkiego spodziewać. Zjadłam obiad i pouczyłam się. Postanowiłam pooglądać telewizję, ale jak na złość niczego nie było. Zostawiłam na jakiejś komedii i położyłam się na kanapie. Nie zauważyłam kiedy usnęłam.

Usłyszałam walenie do drzwi, bo pukaniem tego nazwać nie można było. Spojrzałam na zegarek, było po 22. Spałam aż tyle? Lekko zdenerwowana hałasem w końcu wstałam i podeszłam do drzwi. Stał tam wysoki facet ubrany na czarno. Nie wiedziałam czy mam otwierać czy siedzieć cicho. Po chwili usłyszałam jak krzyczy „ Wiem, że ktoś tam jest! Otwierać bo wyważę te drzwi!”. Zaczęłam się bać. Zrobiłam najgłupszą rzecz, otworzyłam drzwi. Do domu wszedł szybkim krokiem ciemnoskóry mężczyzna. Odsunął mnie na bok i zaczął rozglądać się po mieszkaniu.
- Gdzie jest ten cały Ashton! – krzyczał.
- N-n-nie w-w-wiem – odpowiedziałam przestraszona. Rosie, oficjalnie jesteś największą idiotką świata. Jak mogłaś otworzyć te drzwi?
- Kurwa! Gdzie on jest?! – krzyknął i popchnął mnie na ścianę. Zbliżył się do mnie i uniósł moją głowę tak abym mogła na niego patrzeć.
- Powtórzę jeszcze raz, gdzie on jest!
- Naprawdę nie wiem – odparłam. Czułam jak łzy napływają mi do oczu. Obawiałam się najgorszego. Mężczyzna wkurzył się jeszcze bardziej i uderzył mnie dłonią w twarz. Upadłam na ziemie. Czułam się jak kilka dni temu tylko, że teraz serio może mi się coś stać.
- Gadaj w tej chwili! Wiem, że wiesz gdzie jest ten skurwysyn.
Nagle usłyszałam strzał. Facet leżał na ziemi.
- Nic ci nie jest? – usłyszałam głos Ashton’a. Spojrzałam w górę i to był naprawdę on. Głaskał moje włosy i ocierał łzy z moich policzków.
- Nie, chyba... Tak się bałam. On.. – zaczęłam, ale blondyn przysunął mnie do siebie i mocno przytulił. Próbował mnie uspokoić.
- To ja go zabiorę z tej podłogi – usłyszałam głos Caluma – A wy posprzątajcie tę krew.
- Mogliśmy to załatwić w normalny sposób, bez takiej kałuży krwi – odparł Ash.
- Zastrzelenie jest normalnym sposobem – odpowiedział chłopak zamykając za sobą drzwi. Zostałam tylko ja i Ashton.
- Dziękuję – wyszeptałam powoli odsuwając się od chłopaka.
- Nie ma za co. To stało się przeze mnie. Przepraszam cię, że znowu musiałaś przez takie coś przechodzić – odparł pomagając mi wstać. W odpowiedzi tylko lekko się uśmiechnęłam. Postanowiłam przyłożyć lód do mojego policzka. Ruszyłam do kuchni, a Ashton zajął się kałużą krwi. Usiadłam na kanapie i zaczęłam przykładać woreczek z lodem. Nie mogłam uwierzyć w to co się wydarzyło. Nic nie rozumiałam. Czemu szukał Ashton’a? Co on mu zrobił? Skąd oni mają broń? Widocznie, Ash miał rację. Jeszcze nie poznałam wszystkich jego stron i chyba boję się je poznawać.

____________________________________________________  

Moim zdaniem średni rozdział. Mam nadzieję, że chociaż trochę wam się podoba :) A i polecam wejść w zakładkę "Bohaterowie" bo tam jest tajemniczy narzeczony ;D
Jak widać, mamy nowy wygląd bloga! Strasznie mi się on podoba i bardzo chcę podziękować @cliffordeffect za wykonanie go. 
Staram się zbierać nowych czytelników jednak nie jest to łatwe, tym bardziej jak spamuję i nic. Także będę wdzięczna za każdą pomoc w promowaniu tego ff <3

Chciałabym wam życzyć wesołych, szczęśliwych świąt. Abyście spędziły ten czas z rodziną, dostały wspaniałe prezenty

Czytasz = Komentujesz

5 komentarzy:

  1. Boski rozdział jak zawsze z resztą <33
    Postaram się pomóc z promowaniem ale nic nie obiecuje ;*
    Takie świetne ff każdy powinien przeczytać :D
    Czekam na następne rozdziały <3

    PS. Cudny wygląd *.*
    @LiamMyHusband

    WESOŁYCH ŚWIĄT!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział <3
    Fajnie że pojawił się tak szybko.
    Czekam na następny <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  3. To się tutaj dzieje?
    Rozdział jak zwykle super. Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej!! Rozdział świetny :* Życzę ci wesołych świąt i mam nadzieję, że szczęśliwego nowego roku będę ci życzyła pod kolejnym rozdziałem.
    :* shawty

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejcia genialny rozdzial *o*

    OdpowiedzUsuń