*3 dni później*
Rosie
Usłyszałam dźwięk budzika. Znienawidzony przeze mnie sygnał słychać było pewnie piętro niżej. Odszukałam ręką telefon i wyłączyłam alarm. Powoli otwarłam oczy i przeciągnęłam się. W końcu był piątek. Chodzę do szkoły niecały tydzień, a czuje się jakbym spędziła lata jako niewolnik. Kolejna dobra wiadomość na dziś to : Halloween. Jedno z moich ukochanych świąt spędzę na imprezie u największej wariatki. Uśmiechnęłam się na samą myśl o niej. Niestety zaraz posmutniałam gdyż musiałam wstać. Pomimo wielkiego przyciągania mojego łóżka udało mi się wykonać to zadanie. Wzięłam ciuchy i ruszyłam do łazienki. Całe szczęście Ashton budzi się później ode mnie, a państwo rodzice o wiele wcześniej. Gotowa zeszłam na dół. Tam oczywiście przywitała mnie pani mama z pysznym śniadaniem. Wspominałam już, że ta kobieta świetnie gotuje?
Najedzona wróciłam się na górę po plecak i ruszyłam w strone szkoły. Włożyłam słuchawki i włączyłam Beyonce - Love On Top. Nie uszłam daleko kiedy dostałam sms'a.
Od Ashton :
"Tata kazał mi z tobą jechać po twój strój, bo on się nie wyrobi. Będę czekał na parkingu po lekcjach."
No świetnie. Mam tylko nadzieję, że obejdzie się bez spotkania z jego uroczymi kolegami. Wystarczy, że jednego spotykam na lekcjach.
Przy szkole czekała na mnie Lucy. Dziewczyna, kiedy mnie zobaczyła, podbiegła do mnie i przytuliła.
- Witaj słońce. Jak sie ma moja ukochana wampirzyca?- zapytała dziewczyna. Ehh, zapomniałam, że ona wie za co się przebieram.
- Dobrze. A ty droga Alicjo?
- Świetnie! - zapiszczała dziewczyna - Ta impreza będzie zajebista! Wszystko jest już prawie gotowe. A no właśnie, jedziesz dziś z tatą po ten strój po szkole czy później?
- Jadę z Ashton'em, to po pierwsze. Po drugie, od razu po szkole - odparłam.
- Wiedziałam, że tak będzie. Wy z Ashton'em pojedziecie po kostium, a ja będę musiała iść sama po jedzenie - westchnęła brunetka. Zaśmiałam się i po czym ona również i ruszyłyśmy do klasy. Tam o dziwo był już Luke. Wow, nie spóźnił się! Ogłośmy święto narodowe!
Udałam się w stronę ławki.
- Siema Rosie. Twoje miejsce już czeka - wyszczerzył się blondyn. Jak zwykle przewróciłam oczami i usiadłam na miejscu.
- Hej, gniewasz się za coś? Czy może przestałaś mówić? - zapytał chłopak.
- Za nic się nie gniewam, ani nie przestałam mówić. Uważam, że twoich głupich tekstów nie da się inaczej skomentować - odparłam wyjmując książki od historii.
- Staram sie być miły. Jesteś w końcu nową siostrą mojego kumpla - znowu się wyszczerzył. Siedząca przed nim Lucy dyskretnie przysłuchiwała się naszej rozmowie. A może nie zbyt dyskretnie, gdyż to zauważyłam?
- To miłe - lekko się uśmiechnęłam - Ale nie czuję potrzeby kumplowania się z kolegami Ashton'a.
- Ohh, a z kolegami z klasy? - zapytał chłopak.
- Ehh... Jesteś najbardziej natrętną osobą na Ziemi - przewróciłam oczami. Luke zaśmiał się.
-Jakbym słyszał twojego brata - odparł i usłyszeliśmy dzwonek. Do sali weszła pani i rozpoczęła się 45-minutowa męczarnia.
***
Po usłyszeniu ostatniego dzwonka w dniu dzisiejszym wyszłam z sali rozpromieniona. Nie mogłam doczekać sie imprezy Lucy. Wyszłam przed szkołę. Pożegnałam koleżankę na 5 godzin i ruszyłam na szkolny parking. Było tam strasznie dużo ludzi i nic nie widziałam. Nagle ktoś złapał mnie za rękę i pociągnął w lewo. Doszliśmy do jakiegoś auta i dopiero wtedy spojrzałam na tę osobę. Ashton wyjął kluczyki i otworzył drzwi pasażera.
- Nigdy nie byłem super bohaterem na Halloween. To dla mnie zaszczyt - uśmiechnął się i ręką wskazał abym wsiadła. Zaśmiałam się i zrobiłam tak jak kazał, po czym zamknął drzwi. Obszedł samochód i usiadł na miejscu kierowcy.
- To może najpierw pojedziemy na pizze? - zaproponował - Jestem strasznie głodny.
- Okey - odparłam i ruszyliśmy. Chłopak puścił piosenkę Coldplay, której tytułu nie pamiętam. Wyczekiwany przeze mnie moment nadszedł wyjątkowo szybko. Ashton zaczął śpiewać słowa piosenki. Odwróciłam się lekko i oparłam głowę o szybę aby mieć lepszą widoczność. To w jaki sposób wczuwał się w piosenkę i w jaki jego włosy poruszał wiatr sprawiły wielki uśmiech na mojej twarzy. Po chwili blondyn spojrzał się na mnie i widząc moją reakcje zaśmiał się. Przyciszył muzykę i spojrzał na mnie.
- Masz bardzo ładny uśmiech - odparł przyglądając mi się. Lekko się speszyłam i zaczęłam błądzić wzrokiem po aucie - A to akurat jest słodkie - znowu się zaśmiał.
- Możesz przestać. Będę zaraz czerwona.
- O to mi chodzi kochana - odpowiedział chłopak. Przewróciłam oczami i odwróciłam się przodem do drogi. Ash powiedział coś pod nosem i skupił się na drodze. W głębi duszy miałam nadzieję, że to nie koniec naszej rozmowy. To było słodkie, słysząc takie słowa pierwszy raz w życiu od chłopaka. Tylko dlaczego musiał być to mój brat. Nie mogę marzyć o związku ze swoim bratem. Chociaż taki związek kazirodztwem by nie był. Jednak nadal to mój brat i muszę odpędzać takie myśli.
Dojechaliśmy na miejsce i weszliśmy do środka. Usiedliśmy przy jednym ze stolików i po chwili podano nam pizze. Spojrzałam pytającym wzrokiem na Ashton'a.
- Zadzwoniłem wcześniej żeby przygotowali - odparł biorąc trójkątny kawałek. Nie mając więcej pytań ja też wzięłam jeden. Okazało się, że ja zjadłam niecałe 2, a Ash 6. Ciekawe ile oni zamawiają kiedy jest ich cała czwórka?
Najedzeni pojechaliśmy po strój i wróciliśmy do domu. Zostały mi niecałe 3 godziny więc wzięłam się za przygotowania. Zakręciłam lekko włosy, rozjaśniłam twarz i pomalowałam usta czerwoną szminką. Założyłam strój: koronkowy czarny top i spódnica oraz peleryna. Dodałam do tego botki na lekkim obcasie. Spakowałam do torebki telefon i zeszłam na dół. W oczekiwaniu na pana tatę włączyłam telewizor. Kiedy przyjechał, odwiózł mnie do Lucy. Jej dom wyglądał strasznie, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Z wnętrza dobiegała głośna muzyka. Weszłam do środka. Było już sporo ludzi. Odnalazłam koleżankę i przywitałam się z nią znowu. Przedstawiła mnie swojemu bratu i mamie, która zaraz potem wyszła bo jak to ona ujęła – nie chciała patrzeć na ten syf. A który rodzic by chciał patrzeć jak banda nastolatków rozwala ci chałupę?
Impreza rozkręciła się w szybkim tempie. Większość była już opita i nie dało się określić co dokładnie robią, a pozostali byli na parkiecie. Tańczyłam z Lucy kiedy po chwili znikła mi z oczu. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu i przyciągnął do siebie. Poczułam czyjś oddech na mojej szyi. Momentalnie przeszły mnie ciarki.
-Witaj piękna - szepnął do ucha - Zabawimy się?
Złapał mnie mocniej i pociągnął przez tłum do wyjścia. Starałam się odwrócić i zobaczyć kim on jest ale nie mogłam. Był o wiele wyższy, a po za tym silniejszy, przez co nie mogłam się wyrwać z jego uścisku. Otworzył drzwi i wyszliśmy na dwór. Co raz mocniej się szarpałam, co nie dawało żadnego efektu. Byłam przerażona. Nie wiedziałam kim on jest i co może mi zrobić. Doszliśmy do dużego, czarnego auta. Oparł mnie o niego i odwrócił przodem do jego twarzy. W końcu mogłam mu się przyjrzeć. Miał ciemne włosy i lekki zarost. Skanował moje ciało wzrokiem, cały czas mocno trzymając. Cholernie się bałam, przez co byłam jakby sparaliżowana. Nagle zbliżył swoją twarz do mojej szyi i zaczął robić malinkę. W jednym momencie obudziłam się i zebrałam w sobie aby wrzeszczeć. Zaczęłam krzyczeć i szarpać się. Chłopak próbował mnie powstrzymać i uderzył mnie w twarz. Poczułam jak policzek zaczyna piec. Łzy stanęły mi w oczach. Zebrałam resztki sił i uwolniłam rękę z jego uścisku i oddałam mu z całej siły cios w twarz. Nieznajomy wkurzył się jeszcze bardziej i z uderzył moją głową o drzwi auta. Upadłam na ziemię. Ostatnie co usłyszałam to czyjeś krzyki.
_________________________________________________
Mam nadzieję, że mi wyszedł. Starałam się :)
Jutro Halloween także życzę wam niezłej imprezy kochane xx Uważajcie na mochery i księży ;P
Jak myślicie co się stanie z Rosie?
następny rozdział - 6.11
CZYTASZ = KOMENTUJESZ