czwartek, 30 października 2014

Rozdział 4



*3 dni później*

Rosie

Usłyszałam dźwięk budzika. Znienawidzony przeze mnie sygnał słychać było pewnie piętro niżej. Odszukałam ręką telefon i wyłączyłam alarm. Powoli otwarłam oczy i przeciągnęłam się. W końcu był piątek. Chodzę do szkoły niecały tydzień, a czuje się jakbym spędziła lata jako niewolnik. Kolejna dobra wiadomość na dziś to : Halloween. Jedno z moich ukochanych świąt spędzę na imprezie u największej wariatki. Uśmiechnęłam się na samą myśl o niej. Niestety zaraz posmutniałam gdyż musiałam wstać. Pomimo wielkiego przyciągania mojego łóżka udało mi się wykonać to zadanie. Wzięłam ciuchy i ruszyłam do łazienki. Całe szczęście Ashton budzi się później ode mnie, a państwo rodzice o wiele wcześniej. Gotowa zeszłam na dół. Tam oczywiście przywitała mnie pani mama z pysznym śniadaniem. Wspominałam już, że ta kobieta świetnie gotuje?
Najedzona wróciłam się na górę po plecak i ruszyłam w strone szkoły. Włożyłam słuchawki i włączyłam Beyonce - Love On Top. Nie uszłam daleko kiedy dostałam sms'a.

Od Ashton :

"Tata kazał mi z tobą jechać po twój strój, bo on się nie wyrobi. Będę czekał na parkingu po lekcjach."

No świetnie. Mam tylko nadzieję, że obejdzie się bez spotkania z jego uroczymi kolegami. Wystarczy, że jednego spotykam na lekcjach.
Przy szkole czekała na mnie Lucy. Dziewczyna, kiedy mnie zobaczyła, podbiegła do mnie i przytuliła.
- Witaj słońce. Jak sie ma moja ukochana wampirzyca?- zapytała dziewczyna. Ehh, zapomniałam, że ona wie za co się przebieram.
- Dobrze. A ty droga Alicjo?
- Świetnie! - zapiszczała dziewczyna - Ta impreza będzie zajebista! Wszystko jest już prawie gotowe. A no właśnie, jedziesz dziś z tatą po ten strój po szkole czy później?
- Jadę z Ashton'em, to po pierwsze. Po drugie, od razu po szkole - odparłam.
- Wiedziałam, że tak będzie. Wy z Ashton'em pojedziecie po kostium, a ja będę musiała iść sama po jedzenie - westchnęła brunetka. Zaśmiałam się i po czym ona również i ruszyłyśmy do klasy. Tam o dziwo był już Luke. Wow, nie spóźnił się! Ogłośmy święto narodowe!
Udałam się w stronę ławki.
- Siema Rosie. Twoje miejsce już czeka - wyszczerzył się blondyn. Jak zwykle przewróciłam oczami i usiadłam na miejscu.
- Hej, gniewasz się za coś? Czy może przestałaś mówić? - zapytał chłopak.
- Za nic się nie gniewam, ani nie przestałam mówić. Uważam, że twoich głupich tekstów nie da się inaczej skomentować - odparłam wyjmując książki od historii.
- Staram sie być miły. Jesteś w końcu nową siostrą mojego kumpla - znowu się wyszczerzył. Siedząca przed nim Lucy dyskretnie przysłuchiwała się naszej rozmowie. A może nie zbyt dyskretnie, gdyż to zauważyłam?
- To miłe - lekko się uśmiechnęłam - Ale nie czuję potrzeby kumplowania się z kolegami Ashton'a.
- Ohh, a z kolegami z klasy? - zapytał chłopak.
- Ehh... Jesteś najbardziej natrętną osobą na Ziemi - przewróciłam oczami. Luke zaśmiał się.
-Jakbym słyszał twojego brata - odparł i usłyszeliśmy dzwonek. Do sali weszła pani i rozpoczęła się 45-minutowa męczarnia.

***

Po usłyszeniu ostatniego dzwonka w dniu dzisiejszym wyszłam z sali rozpromieniona. Nie mogłam doczekać sie imprezy Lucy. Wyszłam przed szkołę. Pożegnałam koleżankę na 5 godzin i ruszyłam na szkolny parking. Było tam strasznie dużo ludzi i nic nie widziałam. Nagle ktoś złapał mnie za rękę i pociągnął w lewo. Doszliśmy do jakiegoś auta i dopiero wtedy spojrzałam na tę osobę. Ashton wyjął kluczyki i otworzył drzwi pasażera.
- Nigdy nie byłem super bohaterem na Halloween. To dla mnie zaszczyt - uśmiechnął się i ręką wskazał abym wsiadła. Zaśmiałam się i zrobiłam tak jak kazał, po czym zamknął drzwi. Obszedł samochód i usiadł na miejscu kierowcy.
- To może najpierw pojedziemy na pizze? - zaproponował - Jestem strasznie głodny.
- Okey - odparłam i ruszyliśmy. Chłopak puścił piosenkę Coldplay, której tytułu nie pamiętam. Wyczekiwany przeze mnie moment nadszedł wyjątkowo szybko. Ashton zaczął śpiewać słowa piosenki. Odwróciłam się lekko i oparłam głowę o szybę aby mieć lepszą widoczność. To w jaki sposób wczuwał się w piosenkę i w jaki jego włosy poruszał wiatr sprawiły wielki uśmiech na mojej twarzy. Po chwili blondyn spojrzał się na mnie i widząc moją reakcje zaśmiał się. Przyciszył muzykę i spojrzał na mnie.
- Masz bardzo ładny uśmiech - odparł przyglądając mi się. Lekko się speszyłam i zaczęłam błądzić wzrokiem po aucie - A to akurat jest słodkie - znowu się zaśmiał.
- Możesz przestać. Będę zaraz czerwona.
- O to mi chodzi kochana - odpowiedział chłopak. Przewróciłam oczami i odwróciłam się przodem do drogi. Ash powiedział coś pod nosem i skupił się na drodze. W głębi duszy miałam nadzieję, że to nie koniec naszej rozmowy. To było słodkie, słysząc takie słowa pierwszy raz w życiu od chłopaka. Tylko dlaczego musiał być to mój brat. Nie mogę marzyć o związku ze swoim bratem. Chociaż taki związek kazirodztwem by nie był. Jednak nadal to mój brat i muszę odpędzać takie myśli.

Dojechaliśmy na miejsce i weszliśmy do środka. Usiedliśmy przy jednym ze stolików i po chwili podano nam pizze. Spojrzałam pytającym wzrokiem na Ashton'a.
- Zadzwoniłem wcześniej żeby przygotowali - odparł biorąc trójkątny kawałek. Nie mając więcej pytań ja też wzięłam jeden. Okazało się, że ja zjadłam niecałe 2, a Ash 6. Ciekawe ile oni zamawiają kiedy jest ich cała czwórka?

Najedzeni pojechaliśmy po strój i wróciliśmy do domu. Zostały mi niecałe 3 godziny więc wzięłam się za przygotowania. Zakręciłam lekko włosy, rozjaśniłam twarz i pomalowałam usta czerwoną szminką. Założyłam strój: koronkowy czarny top i spódnica oraz peleryna. Dodałam do tego botki na lekkim obcasie. Spakowałam do torebki telefon i zeszłam na dół. W oczekiwaniu na pana tatę włączyłam telewizor. Kiedy przyjechał, odwiózł mnie do Lucy. Jej dom wyglądał strasznie, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Z wnętrza dobiegała głośna muzyka. Weszłam do środka. Było już sporo ludzi. Odnalazłam koleżankę i przywitałam się z nią znowu. Przedstawiła mnie swojemu bratu i mamie, która zaraz potem wyszła bo jak to ona ujęła – nie chciała patrzeć na ten syf. A który rodzic by chciał patrzeć jak banda nastolatków rozwala ci chałupę?

Impreza rozkręciła się w szybkim tempie. Większość była już opita i nie dało się określić co dokładnie robią, a pozostali byli na parkiecie. Tańczyłam z Lucy kiedy po chwili znikła mi z oczu. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu i przyciągnął do siebie. Poczułam czyjś oddech na mojej szyi. Momentalnie przeszły mnie ciarki.
-Witaj piękna - szepnął do ucha - Zabawimy się?
Złapał mnie mocniej i pociągnął przez tłum do wyjścia. Starałam się odwrócić i zobaczyć kim on jest ale nie mogłam. Był o wiele wyższy, a po za tym silniejszy, przez co nie mogłam się wyrwać z jego uścisku. Otworzył drzwi i wyszliśmy na dwór. Co raz mocniej się szarpałam, co nie dawało żadnego efektu. Byłam przerażona. Nie wiedziałam kim on jest i co może mi zrobić. Doszliśmy do dużego, czarnego auta. Oparł mnie o niego i odwrócił przodem do jego twarzy. W końcu mogłam mu się przyjrzeć. Miał ciemne włosy i lekki zarost. Skanował moje ciało wzrokiem, cały czas mocno trzymając. Cholernie się bałam, przez co byłam jakby sparaliżowana. Nagle zbliżył swoją twarz do mojej szyi i zaczął robić malinkę. W jednym momencie obudziłam się i zebrałam w sobie aby wrzeszczeć. Zaczęłam krzyczeć i szarpać się. Chłopak próbował mnie powstrzymać i uderzył mnie w twarz. Poczułam jak policzek zaczyna piec. Łzy stanęły mi w oczach. Zebrałam resztki sił i uwolniłam rękę z jego uścisku i oddałam mu z całej siły cios w twarz. Nieznajomy wkurzył się jeszcze bardziej i z uderzył moją głową o drzwi auta. Upadłam na ziemię. Ostatnie co usłyszałam to czyjeś krzyki. 

_________________________________________________

Mam nadzieję, że mi wyszedł. Starałam się :)

Jutro Halloween także życzę wam niezłej imprezy kochane xx Uważajcie na mochery i księży ;P 

Jak myślicie co się stanie z Rosie?

następny rozdział - 6.11

CZYTASZ = KOMENTUJESZ




środa, 22 października 2014

Rozdział 3

W przerwie na lunch udałyśmy się z Lucy na dziedziniec szkoły. Usiadłyśmy na murku i wyciągnęłyśmy swoje jedzenie. Brunetka starała mi się opisać każdą osobę będącą na widoku. W ten sposób dowiedziałam kto z kim się przyjaźni, chodzi, był lub pieprzył. I niech mi jeszcze ona powie, że wcale nie interesuje ją życie innych. Rozgadana wariatka.
- Ohh, zobacz. Twój braciszek idzie - szepnęła Lucy i kiwnęła w kierunku czwórki chłopaków. Z przodu szedł Ashton z zielonowłosym kolegą, a za nimi Luke z ciemnowłosym ni to mulatem ni azjatą. Wszyscy się na nich gapili i usuwali z drogi. Szczerze? W domu Ash nie wygląda na takiego bad boy'a jak tutaj. On Hannah Montana czy co?! Usiedli na przeciwnym murku kilka metrów od nas.
- Lucy, który to Michael a który Calum? - zapytałam koleżanki.
- No tak, ten brunet to Calum, a ten co ma trawnik na głowie to Michael. Nie trudno ich rozróżnić - odparła dziewczyna, na co się zaśmiałam. Jej ironia, szczerość i sarkazm pobijały wszystko. Przyjrzałam się dokładniej kolegom mojego nowego brata i nie miałam już wątpliwości, ze to ich widziałam wczoraj. Nagle Michael spojrzał na mnie i powiedział coś na ucho do Ashton’a. Ten również zwrócił swoje oczy na mnie i kiedy obydwoje się na mnie zaczęli gapić odwróciłam wzrok. Wyjęłam komórkę i zaczęłam coś przeglądać.
- Nic nie pomogło kochana, teraz gapią się wszyscy. Do tego jeszcze cię chyba obgadują - szepnęła Lucy i w odpowiedzi spojrzałam się na nią morderczym wzrokiem. Dziewczyna zaśmiała się i wzięła mój telefon - Robimy sobie selfie! - krzyknęła i obie zrobiłyśmy typowe dzióbki. Patrząc na nasze zdjęcie zaczęłyśmy się śmiać. Spojrzałam kątem oka na Ashton'a. Nadal się na nas gapili. Uważają, że jak mają okulary to nie widać.
-Idziemy do sali? -zapytałam, na co Lucy wzięła swoją torbę i weszłyśmy do budynku.

Pozostałe lekcje minęły dosyć szybko. Na każdej oczywiście musiałam się przedstawiać nauczycielce i na każdej siedziałam niedaleko Luke'a. Zajebiście. Po ostatnim dzwonku wyszłyśmy szybko z klasy i udałyśmy się w kierunku mojego domu. Lucy zaproponowała, że mnie odprowadzi gdyż boi się, że się zgubię lub koledzy mojego brata mnie porwą. Cieszę się, że to na nią wpadłam. Czuję jakbym ją znała od bardzo dawna. Jest szalona, rozgadana, czasami nadpobudliwa. Taka odwrotność mnie. Dopełniamy się, czy to znaczy, że mogę za nią wyjść?
- Tak w ogóle to organizuje imprezę Halloween’ową w piątek. Mam nadzieję, że przyjdziesz.
- Jasne. Wątpię abym miała inny wybór - odparłam na co dziewczyna się zaśmiała - Mam się przebrać?
- No oczywiście! Co to za Halloween bez kostiumów. Bez nich nie wpuszczam. Ja będę Alicją z Krainy Czarów - powiedziała a ja wybuchłam śmiechem - No co? Tylko ta w miarę ciekawa postać Disney'a mi została. W zeszłym roku byłam Cruellą.
- Jesteś walnięta. Ja jeszcze nie wiem kim będę, ale na 100% cię nie pobiję.
- No to jest chyba oczywiste - odparła dumnie. Kiedy doszłyśmy na miejsce, pożegnałam się z nią i weszłam do środka. Tam po kuchni oczywiście krzątała się pani mama. Podała mi obiad, pogadała za mną o szkole i wyszła do pracy. Ja natomiast wzięłam swoje książki i poszłam do ogródka odrabiać lekcje. Usiadłam na białej ławeczce przy drzwiach tarasu skąd miałam widok na cały ogród. Był on na prawdę piękny. Widać, że państwo Irwin o niego bardzo dbają. Najpierw odrobiłam matmę, potem wzięłam się za historię i powtórzyłam chemię. Odmóżdżona oparłam głowę o oparcie ławki i zamknęłam oczy. Zaczęłam wsłuchiwać się w ciszę.
- Co tam Ros - usłyszałam męski głos. Otwarłam oczy i zobaczyłam siedzącego obok mnie Ashton'a. Spojrzał się na mnie i uśmiechnął. Miał bardzo piękny, biały uśmiech. Odwzajemniłam go i podniosłam głowę z oparcia.
- Nic ciekawego. Jestem zmęczona- powiedziałam.
- No tak. Tutaj zawsze się najlepiej relaksuje - odparł - Widziałem, że zadajesz się z tą Lucy.
- Coś z nią nie tak? -zapytałam i spojrzałam na niego.
- Nie, nic. Dziwi mnie tylko, że tak szybko kogoś poznałaś.
Oh dzięki. Czyli masz mnie za zamkniętą w sobie idiotkę, która nie umie nawiązywać nowych znajomości? Masz jakieś jeszcze złote myśli Irwin?
- Wpadłyśmy na siebie na korytarzu i tak potem jakoś się potoczyło - odpowiedziałam zgodnie z prawdą - Wiesz, ja chyba pójdę się położyć. Strasznie mi się spać chce.
- Spoko, to słodkich snów - odparł Ashton i puścił mi oko na co zaśmiałam się pod nosem. Wzięłam swoje rzeczy i poszłam na górę. Szybko się umyłam i położyłam. Byłam o dziwo strasznie śpiąca i usnęłam od razu.



Ashton

Odprowadziłem Rosie wzrokiem. Jest taką piękną dziewczyną. Tylko dlaczego musiała być adoptowana akurat przez moich rodziców? No tak, ich pieprzone sumienie. Poczułem wibracje w kieszeni i wyjąłem telefon. Odczytałem sms'a od Caluma. Chcieli się spotkać. Niechętnie wstałem i ruszyłem w kierunku mojego auta. Udałem się do domu kumpla. W środku cała trójka już na mnie czekała.
- O co chodzi? - spytałem.
- O twoją nową siostrzyczkę chodzi – odpowiedział głośno Calum - A jeżeli się dowie o naszych sprawach? O waszej tej rodzinnej tajemnicy?
- Nie dowie się o niczym. Dopilnuje tego - odparłem.
- Tak, już to widzę. Mamy wyrobioną niezłą opinię w tym mieście. Większość się nas boi i unika. W ogóle nie będzie się chciała czegoś dowiedzieć! Widziałeś jak nam się dzisiaj przyglądała? Jeszcze się zadaje z tą wszechwiedzącą Lucy! Nadal jesteś tak pewny siebie?! - wykrzyczał Cal.
- Ej, stary. Uspokój się. Ashton będzie ją miał na oku w domu, a ja w klasie. Po za tym wydaje się całkiem miłą i spokojną dziewczyną - powiedział Luke próbując uspokoić kolegę.
- Co nie zmienia faktu, że nadal jej nie ufam - odparł Calum i wyszedł na zewnątrz.
- Okres mu się spóźnia czy co? - szepnąłem do kumpli na co oni się zaśmiali.
- Może jest zazdrosny, że to ty masz taką ładną siostrę - zaśmiał się Michael. Lekko się spiąłem i żeby nie wzbudzać podejrzeń uśmiechnąłem się. Nie wiem czemu tak zareagowałem. Rosie jest bardzo ładna, ma piękne oczy i uśmiech. Ale do cholery! To moja siostra. Nie może mi się podobać! Chociaż spokrewnieni nie jesteśmy, wiec kazirodztwo by to nie było. Czyli niby moglibyśmy... Kurwa mać, ogarnij te swoje jebane myśli Ashton!
Pożegnałem się z kumplami i wróciłem do domu. Całą drogę rozmyślałem o tym co mówił Calum. Może ma on racje. Może ona udaje taką niewinną? Chyba musiałaby być oskarową aktorką. Muszę ją lepiej poznać, dowiedzieć się o niej więcej.

Wszedłem do domu. Wszyscy już spali. Po cichu skierowałem się do swojego pokoju. Przechodząc obok drzwi Rosie, zatrzymałem się i lekko je uchyliłem. Spała. Wyglądała na prawdę słodko. Uśmiechnąłem się do siebie i po chwili chciałem sobie przywalić z liścia w twarz. „To twoja siostra debilu!” krzyknąłem w myślach. Przymknąłem drzwi i ruszyłem do swojego pokoju. Zdjąłem ubrania i położyłem się spać.


_______________________________________________________


Moim zdaniem rozdział średni, za krótki... Następny będzie na pewno dłuższy gdyż będzie dużo się działo. Mam nadzieję, że wam się ogólnie podoba. 
Niedługo pewnie, będę chciała zmienić szablon. Jakby ktoś umiał je robić lub znał osobę, która umie to będę bardzo wdzięczna :)

Jeżeli chcesz być informowanym o nowych rozdziałach, napisz swój user w zakładce "Informowani" :)

Następny rozdział 30.10 <3
CZYTASZ = KOMENTUJESZ

sobota, 18 października 2014

Rozdział 2

Tę noc mogę zaliczyć do nie przespanych. Chyba, że snem można nazwać 3 godziny z przerwami. Pod tym względem mam coś z psychiką. Po śmierci rodziców praktycznie nie spałam. Zdarzało się, że miałam 1 godzinną drzemkę. Potem w domu dziecka lepiej nie było. Na początku spałam po 2-3 godziny, jednak z czasem potrafiłam już 5 albo nawet 8 ( ale to już było wtedy święto). Dziś nie mogłam spać przez przeprowadzkę, szkołę i Ashton'a. Serio, powinna odwiedzić psychiatrę.

Dzisiaj pierwszy raz szłam do nowej szkoły. Gdyby było rozpoczęcie roku, ale jest środek października. Chyba najgorszy czas na dołączenie do klasy. Nienawidzę być w centrum uwagi. Za co muszę tak cierpieć?

Gdy wstałam była 6 rano. Po cichu poszłam do łazienki się ogarnąć. Założyłam białą luźną bluzkę do pępka, krótkie spodenki i na to narzutkę, która trochę przypominała kimono oraz trampki. Związałam włosy w kucyk i lekko się pomalowałam. Nie lubię odważnych makijaży, w ogóle nie jestem miłośniczką makijażu. Na moje nie szczęście albo szczęście pani mama kupiła mi wszystkie potrzebne kosmetyki i ciuchy. Uwielbiam ją. Cudowna, kochana kobieta. Jednak nie musiała mi kupować tak drogich rzeczy. Naszykowana poszłam do pokoju się spakować. Usłyszałam jak ktoś chodzi na dole więc zeszłam sprawdzić. Pan tata poprawiał krawat przed lustrem na korytarzu.
-Dzień dobry Rosie. Już wstałaś?- zapytał
-Dobry. Tak jakoś nie mogłam spać - odparłam - Pójdę coś zjeść - westchnęłam słysząc burczenie mojego brzucha i ruszyłam do kuchni. Tam krzątała się już pani mama. Czyżby to znaczyło, że nie tylko ja mam coś z psychą i nie mogę spać?
-Oh, Rosie. Nie spodziewałam się ciebie tutaj tak wcześnie. Herbaty? -zaproponowała.
- Tak, poproszę - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się - Jestem zestresowana i nie mogę spać.
-Rozumiem. Nowa szkoła to trudne i ciężkie przeżycie. Tym bardziej kiedy dołączasz po rozpoczęciu nowego roku szkolnego- odparła i podała mi kubek - Ale nie martw się. Będzie dobrze.
-Też mam taką nadzieję - powiedziałam.
- Umm, dzień dobry - usłyszała zachrypnięty męski głos. Odwróciłam się i zobaczyłam pocierającego ręką kark Ashtona w samych bokserkach. Zlustrowałam go wzrokiem. Gdy chłopak spojrzał się na mnie zawstydzona szybko odwróciłam wzrok. Chłopak zaśmiał się pod nosem.
-Przepraszam. Zapomniałem, że już przyjechałaś- odparł i usiadł naprzeciwko mnie. Zapomniałeś, że jestem? Bardzo miłe... Tym bardziej, że jesteś przystojny i twoja klata wygląda jak u modela Calvin'a Klein'a. Czekaj! Co? Rosie, przez ten brak snu ci odbija. Ugh... Pani mama podała nam omlety i zaczęliśmy jeść. Przy najmniej to odwracało moją uwagę od Ash'a.

Skończyłam jeść i poszłam po plecak aby pan tata mógł mnie odwieźć do szkoły. Całą drogę się strasznie stresowałam. A co jeżeli nikt mnie nie polubi. Będę samotnie siedzieć w kącie i przeglądać twitter'a i czytać fan fiction. Dość szybko dojechaliśmy na miejsce. Pożegnałam się z panem tatą i weszłam do środka. Udałam się do sekretariatu po plan lekcji i kod do szafki. Baba była taka nie ogarnięta, że myślałam, że jej wpierdolę. Po 15 minutach wyszłam z gabinetu i udałam się na poszukiwania swojej szafki. Nie było to zbyt trudne. Zostawiłam resztę książek i po raz kolejny zaczęłam bawić się w szukaj i znajdź. Idąc popatrzyłam na plan i nagle na kogoś wpadłam.
-O matko. przepraszam - odparłam i pomogłam zbierać dziewczynie stertę kartek.
-Nic nie szkodzi - uśmiechnęła się - Jesteś nowa? Nie widziałam cię jeszcze tu.
-Taa, to mój pierwszy dzień.
-Widzę ten entuzjazm. Pomóc ci w czymś? - zapytała brunetka.
-Jakbyś mogła. Szukam sali od biologi - powiedziałam.
-Oh czyli jesteś tą całą nową uczennicą w naszej klasie. Całe szczęście, że na mnie wpadłaś, a nie na te puste idiotki - odparła i kiwnęła na 3 tapeciary niedaleko nas. Zaśmiałam się i poszłyśmy do sali. Oczywiście nie obyło się bez przedstawienia się przy całej klasie i tych innych bezsensownych rzeczy. Zajęłam miejsce w ostatnim rzędzie. Całe szczęście, że Lucy, bo tak miała na imię moja nowa koleżanka, siedziała przede mną.

W połowie lekcji do klasy wszedł wysoki blondyn. Wydawało mi się, że skądś go znam.
-Luke Hemmings. Któż by mógł się tak spóźnić - przewróciła oczami pani i zanotowała coś w dzienniku. Chłopak nic sobie z tego nie zrobił i usiadł w ławce obok mnie. Kiedy zauważył, że mu się przyglądał uśmiechnął się i puścił mi oko.
-Witaj nowa - szepnął. Przewróciłam oczami i wróciłam do słuchania pani. 

Po dzwonku poszłyśmy z Lucy pod kolejną salę.
-A więc mówisz, że państwo Irwin cię adoptowali - odparła dziewczyna.
-Tak. Wczoraj dopiero przyjechałam - odpowiedziałam i odpisałam na tweeta - Mam pytanie. Kim jest ten Luke?
-Luke? Czyli twój nowy brat nie przedstawił ci jeszcze swoich kolegów. Przyjaźni się z Ashton'em wraz jeszcze z takimi innymi dwoma, Michael'em i Calum'em. Tylko, że oni mają po 18, a Luke ma 17.
- To coś zmienia? - zapytałam.
-Tak. Z tego co wiem, nie angażują go we wszystkie ich akcje i takie tam. Wiesz, nie za bardzo interesuje mnie on ale mówię ci co wiem. - odpowiedziała.
Czyli nie zdawało mi się, że go znam. To jego i tych dwóch pozostałych wczoraj widziałam z Ashton'em. Ale o co chodziło Lucy z tymi akcjami?


____________________________________________________


Miałam dzisiaj nie dodać rozdziału bo źle się czuję, ale się zmobilizowałam xd Mam nadzieje, że się podoba. Ogólnie miał być on dłuższy ale jestem zmęczona.

Czytasz = Komentujesz



wtorek, 14 października 2014

Rozdział 1

Rozdział dedykuje mojej ukochanej @belieber_o_o  <3
__________________________________________________



Przyglądałam się ostatni raz krajobrazowi Sydney. Te wszystkie miejsca, ci wszyscy ludzie, te wspomnienia. Nie chciałam opuszczać tego miasta. Jednak w Thornton mogę zacząć wszystko od nowa, bez żadnej większej etykietki. Rozpocząć nowy rozdział.
W aucie rozbrzmiewała muzyka Elvisa Presley'a. Nikt się nie odzywał. Było strasznie niezręcznie. Nie dziwię się. Też bym nie potrafiła za bardzo zacząć rozmowy z dopiero co adoptowaną córką. Państwo Irwin byli bardzo spokojnymi i inteligentnymi ludźmi. Pan tata Lewis był inżynierem, a pani mama Cheryl była menadżerem najlepszej restauracji w mieście. Przypominali trochę moich rodziców i może dlatego tak szybko ich polubiłam na naszych spotkaniach. Tak po za tym nie miałam w ogóle pojęcia jak się do nich wszystkich zwracać. Niby teraz są moimi rodzicami ale dużo czasu minie za nim zacznę mówić do nich po prostu "mamo" i "tato".  Ciszę przerwał pan tata.
-Jak dojedziemy na miejsce, z Ashton'em zaniesiecie twoje rzeczy. My musimy jeszcze odebrać kilka drobiazgów do twojego pokoju.
Właśnie, był jeszcze Ashton. Syn państwa Irwin'ów, od dzisiaj mój nowy starszy brat. Nie byłam jakoś zachwycona. Był jedynakiem tak jak ja, a doskonale wiem jak trudno od tak nauczyć się nagle dzielić z kimś to co miałeś przedtem tylko dla siebie. Nowi rodzice zapewniali mnie, że on akceptuje to i nie będzie mu to sprawiać większych problemów. Jeśli to jest prawda to może nie będzie tak źle.
-Oczywiście on jest po to aby ci pomóc więc nie musisz się krępować go o nią prosić - uśmiechnęła się do mnie pani mama, a ja odwzajemniłam go i pokiwałam głową. Trochę się stresowałam ale kto by nie?

Godzinę potem zatrzymaliśmy się przed jednorodzinnym dwupiętrowym domkiem. Wysiadłam wraz z panem tatą i otworzyliśmy bagażnik aby zacząć wyjmować moje rzeczy. Złapałam moją wielką, ciężką walizkę i z trudem podnosiłam. Nagle ktoś złapał ją za drugi uchwyt i położył na ziemi.
-Pozwól, że ja się tym zajmę - usłyszałam męski głos. Podniosłam głowę i zobaczyłam wysokiego chłopaka, z lekko kręconymi niedługimi włosami. Spoglądał na mnie swoimi orzechowymi oczami.
-Jestem Ashton, ale to już pewnie wiesz - odparł i lekko się zaśmiał.
-Rosie, ale pewnie już wiesz - uśmiechnęłam się na co chłopak jeszcze bardziej się zaśmiał.
-No to skoro pierwsze mosty spalone, zanieście te rzeczy do pokoju Rosie - powiedział pan tata. Przytaknęłam i wzięłam jedną z lżejszych torb. Ashton wziął moją walizkę i poszliśmy w kierunku drzwi. Weszliśmy po schodach i zatrzymaliśmy się przed drugimi drzwiami po prawo. Chłopak otworzył je i zobaczyłam swój nowy pokój. Miał błękitne ściany, po prawo było białe łóżko i niewielka komoda, a po lewo biurko i szafa. Na środku znajdowały się dwa okna z białymi zasłonami.
-Oto on. Podoba ci się? - zapytał Ash.
-Jasne, jest piękny - odpowiedziałam z uśmiechem na ustach. Odłożyłam torbę i zaczęłam się rozglądać.
-To dobrze bo ścian drugi raz nie będę malował - odparł i również położył walizkę - a teraz chodź po resztę rzeczy bo jeszcze je ktoś z chodnika zwinie.
Po wniesieniu wszystkiego na górę, zmęczona opadłam na łóżko. Nie wierzyłam, że już tu jestem, że to się dzieje. Bardzo mi się tu podobało. Nie tylko mój pokój ale i reszta. Z okna miałam widok na las i nasz ogródek. Pani Irwin chyba jest wielką miłośniczką kwiatów gdyż jest ich tam mnóstwo. Mój nowy brat też nie wydawał się zły. Miał poczucie humoru, najbardziej zaraźliwy śmiech jaki słyszałam, no i był przystojny. Stop... To jest mój brat. Nie mogę tak myśleć. Ogarnij się Rosie. Nagle usłyszałam pukanie. Drzwi lekko się uchyliły i ujrzałam głowę Ashtona.
-Hej. Rodzice kazali nam zjeść obiad więc zapraszam na dół - uśmiechnął się i poszedł. Jako iż jestem leniwa, z wielkim trudem wstałam i zeszłam na dół. Weszłam do kuchni i wzięłam naszykowany dla mnie talerz z obiadem. Usiadłam przy stole na przeciwko Ashtona. Całe szczęście, że była włączona muzyka bo gdyby nie to, ta cisza między nami by nas zabiła. Nagle Ash zaczął podśpiewywać pod nosem 21 Guns. Zaczęłam mu sie przyglądać, a chłopak tak zatracony w śpiewaniu i jedzeniu zorientował się dopiero pod koniec piosenki.  Lekko spoważniał, a ja zaczęłam się śmiać.
-Aż tak źle było? - zapytał starając się zachować powagę.
-Nie, było nieźle. Tylko śmieszy mnie twoja reakcja - odparłam. Nie wytrzymał długo i wybuchł śmiechem przepraszając za ewentualne uszkodzenie słuchu. Po chwili do domu weszli rodzice i słysząc nasze śmiechy zajrzeli lekko zdziwieni do kuchni. Uśmiechnęli się do siebie. Pogonili nas abyśmy zabrali rzeczy z bagażnika znowu do mojego pokoju. Zrobiliśmy to co kazali i każde rozeszło się do swojej sypialni.

W nocy nie mogłam spać. Za dużo myśli było w mojej głowie. Postanowiłam pójść się napić. W domu dziecka zawsze to pomagało. Zeszłam na dół i skierowałam się do kuchni. Wyjęłam z lodówki mleko i wlałam do szklanki. Miałam wracać do pokoju kiedy zauważyłam świecące się światło przed drzwiami. Podeszłam po cichu do okna i odsłoniłam lekko zasłonkę. Stał tam Ashton z trzema innymi chłopakami. Szczerze, nie wyglądali milusio. Jeden opierał się o motor, dwoje pozostałych o czarne auto. Po tym dniu nie powiedziałabym, że Ash się z nimi zadaje, a jednak. Nic już nie rozumiałam. Wróciłam do pokoju i położyłam się.
Czyli Ashton może być inny niż mi się zdaje?
Czyli kolejna sprawa przez którą dzisiaj nie usnę.

_______________________________________________________

Mamy pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że wam się podoba. Jeszcze raz zachęcam do komentowania, gdyż jest to motywujące x 

Następny rozdział postaram się dodać w weekend :) 

niedziela, 5 października 2014

Prolog

5 sierpnia 2013 roku moi rodzice mieli wyjechać na weekend z okazji 20 rocznicy ich ślubu. Do wynajętego, 50 km za Sydney, domku musieli przejechać przez rzekę. Przez stary most, zwanym przez niektórych "niebezpiecznym" lub "śmierci". Gdybym wiedziała co się stanie, nie pozwoliłabym im jechać. Udałabym chorobę, uciekłabym z domu aby mnie szukali, zrobiłabym wszystko. Jednak nie wiedziałam. Cieszyłam się, że rodzice mi ufają i mogę mieć dom dla siebie. Wyjechali w piątek po 17. O godzinie 18:20 dostałam telefon. Rodzice mieli śmiertelny wypadek. Samochód zderzył się z rozpędzonym motorem. To był najgorszy dzień mojego życia. Jako iż miałam wtedy 16 lat nie mogłam jeszcze mieszkać sama więc zaczęli szukać kogoś z rodziny lub znajomych aby się mną zajeli. Niestety, z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu, a znajomi nie chcieli się w to mieszać. Tak więc pod koniec wakacji trafiłam do najgorszego domu dziecka w Sydney. Mieszkanie tam było prawdziwą szkołą życia. Każdy mógł liczyć tylko na siebie. Nikt praktycznie się tobą nie przejmował. Ciągle były bójki i kłótnie. Co najmniej raz w miesiącu jedna osoba kończyła w poprawczaku. Starałam się trzymać z boku, nie mieszać się. Takich osób właśnie było niewiele, to im zawsze znajdowano rodziny zastępcze. W końcu zostałam tylko ja. Po roku męczarni w tym wariatkowie znaleźli mi dom. Mieszkali w Thornton. Nie podobało mi się to gdyż było to ponad 150 km od Sydney i znajdowało się to około 30 km najbliższej plaży. Moi nowi rodzice mieli o rok starszego syna ode mnie. Byli jedynymi którzy mnie chcieli. Nie protestowałam. Marzyłam aby się stamtąd wyrwać.
Nie wiedziałam, że gdy się przeprowadzę czeka mnie kolejny ważny i bardzo trudny egzamin. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że miłość to tak silne uczucie, że będę przez to cierpieć
Ale... przecież sama jestem sobie winna.
Przecież... on mnie ostrzegał.

______________________________________________________

Mam nadzieję, że zachęcił on was do czytania dalej. Polecam zajrzeć w zakładkę "bohaterowie" i "zwiastun" :) Oczywiście zachęcam do komentowania gdyż to na pewno motywuje do dalszego pisania x

*Opowiadanie nie jest tłumaczeniem, jest mojego autorstwa.