poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział 9

Ashton

Otworzyłem oczy. Ujrzałem Rosie leżącą na moim torsie. Uśmiechnąłem się do siebie, gdyż to był najsłodszy widok jaki kiedykolwiek widziałem. Pogłaskałem delikatnie jej włosy i zdjąłem kilka kosmyków z jej twarzy. Przypomniałem sobie wczorajszą noc. Ten skurwysyn przeze mnie chciał jej coś zrobić. Chociaż to też trochę jej wina, bo otworzyła drzwi. Tak czy tak nadal ja jestem temu najbardziej winny. Po tym wszystkim Rosie nie mogła usnąć, bała się. Położyłem się obok niej aby czuła się bezpieczniejsza i wtedy chyba usnęliśmy. To miłe, że czuje się przy mnie bezpiecznie. Jednak gdyby znała mnie lepiej nie było by tak. Nagle moją uwagę zwrócił wibrujący telefon Ros. Wziąłem go do ręki i odblokowałem. Nie wiem czemu ta dziewczyna nie ma założonego hasła. Ale nie ważne… Dostała smsa od jakiegoś Louis’ego. Nie znam żadnego o tym imieniu, a w szkole jest tylko Lewis. Otworzyłem go.

„ Miłego dnia kochanie. Myśl tam czasem o mnie :)”

Co? Jakie kochanie? Jaki Louis? Rosie ma chłopaka?! Czemu nic mi nie powiedziała? Czemu nie powiedziała tego Luke’owi? Komukolwiek… Nie żeby coś. Wcale nie jestem w niej zakochany, czy jakoś tam, jak myśli Michael. To jest moja siostra. Cholera, nie oszukujmy się Irwin. Podoba ci się, tylko jesteś takim idiotą, że zamiast to zachować dla siebie, naskakujesz na nią i robisz jej mętlik w głowie.
- Co robisz z moim telefonem? – usłyszałem głos Rosie. Ojć, to masz problem Irwin.
- Yyy, ja tylko – zacząłem, ale ona wyrwała mi telefon i wstała.
- Czemu odczytujesz moje smsy? – zapytała zła. Czy ona musi się tak seksownie wściekać?
- Brzęczało więc chciałem zobaczyć o co chodzi. Nie chciałem odczytywać – skłamałem i również podniosłem się z łóżka.
- Z rana nie umiesz kłamać Ashton.
- A ty jesteś w tym dobra zawsze – odparłem lekko zirytowany – Nigdy nie wspominałaś o tym, że masz chłopaka.
- Bo go nie mam? – odpowiedziała serio wkurzona.
- A ten cały Louis? – zapytałem wywracając oczami.
- To mój przyjaciel, znamy się od dziecka. Przestań robić z siebie ofiarę, bo prawda jest taka, że nigdy nie spytałeś się mnie o moje życie przed trafieniem tutaj! Po za tym, ty też mi nic o sobie nie mówisz więc ogarnij się Ashton! – krzyknęła i wyszła szybkim krokiem do łazienki. Cholera, spieprzyłem to po całości. Zawiodłem jej zaufanie i do tego wszystkiego miała rację.
- Przepraszam – krzyknąłem, ale w odpowiedzi usłyszałem tylko „spadaj”. Widocznie naprawdę się wkurzyła. Zszedłem na dół do kuchni zrobić sobie śniadanie. Wyjąłem z szafki płatki i z lodówki mleko. Naszykowałem sobie jedzenie i usiadłem przy stole. Nie mogłem jeść. Byłem wkurzony. I na Rosie, i na siebie. Jestem idiotą. Pierwsza dziewczyna do której naprawdę coś czujesz, a ty to pieprzysz. Zdolna bestia z ciebie Irwin. Pomińmy to, że bujam się w swojej siostrze. Coraz bardziej mi się wydaje, że powinien mi ktoś przywalić w twarz. Nagle usłyszałem otwieranie się drzwi. Wrócili rodzice. Chwilę potem Rosie zbiegła po schodach, krótko pożegnała się z rodzicami i wyszła z domu.
- Dzień dobry Ashton. Coś się stało Rosie? – zapytała mama wchodząc do kuchni.
- Nie wiem – skłamałem i odłożyłem miskę do zmywarki. Widząc która godzina, szybko się ogarnąłem. Wychodząc z domu tata przypomniał mi o dzisiejszej kolacji. Zapowiada się naprawdę ciekawy dzień.

Rosie

- Co on sobie myśli? No cholera jasna! Najpierw ma gdzieś mnie i moje życie, a teraz nagle odczytuje moje smsy i wypytuje o wszystko. No jak? Myślał, że jak poczyta moje wiadomości to się czegoś o mnie dowie?
- Nie wiem Rosie. Może jest po prostu zazdrosny – odparła Lucy za co prawie ją zabiłam – No ale ostatnio mi powiedziałaś, że robi rzeczy, których nie powinien. Może on coś do ciebie i ten tego no…
- Brałaś coś? – zapytałam, gdyż nie wierzyłam w to co powiedziała przed chwilą. Dziewczyna spiorunowała mnie wzrokiem.
- Nie, nic nie brałam. Po prostu Ashton jest dziwny i dopóki nie wiem co się konkretnie między wami wydarzyło nie mogę postawić jednoznacznej diagnozy. Doktor Stevens nie jest przecież medium – zaśmiała się i trochę poprawił mi się humor. Nie chcę jej o tym wszystkim mówić, ale to jest jedyna osoba, z którą mogę na takie sprawy pogadać. Irwin robi mi większy bałagan w głowie niż pani od chemii.
Weszłyśmy do klasy i zajęłyśmy swoje miejsca. Kiedy wypakowywałam książki ktoś podszedł do mnie.
- Jak się czujesz Rosie? Nic ci nie jest? Słyszałem o wczorajszym wypadku – usłyszałam głos znajomego mi blondyna. Podniosłam głowę i ujrzałam zmartwioną twarz chłopaka.
- Nie, wszystko w porządku – odpowiedziałam i lekko się uśmiechnęłam aby Luke przestał się martwić. Był inny niż pozostała trójka. Miły, pogodny, uśmiechnięty, opiekuńczy. Totalne przeciwieństwo Calum’a. Chociaż dla większości był niekoniecznie przyjazny. Jego reputacja mu na to nie pozwala? Nie wiem. Cała czwórka jest dla mnie zagadką.

***

- To spotykamy się dzisiaj na tej całej kolacji, co nie? – zapytała Lucy wzdychając.
- Niestety. Nie wiem jak to przeżyję.
- Oj nie będzie może tak źle. Plus jest taki, że twoja mama świetnie gotuje oraz, że będę pierwszy raz u ciebie w domu. Pomińmy naszych rodziców i Ashton’a i będzie świetnie – odparła przyjaciółka, starając się poprawić mi humor.
- Przecież nasi rodzice znają się od dawna. Czemu nigdy u nich, nas, nie byłaś? – zapytałam zaciekawiona.
- Mama zawsze mówiła, że będzie mi się tam nudzić, a oni będą rozmawiać o sprawach dla dorosłych. A jak byłam mała i wiedziałam już, że mają syna, to mówiła, że go nie ma w domu lub jest chory. Tak jakby nie chciała abym tam przychodziła.
- Dziwne, no ale nie ważne. Ja muszę lecieć, bo pani mama pisała abym po lekcjach przyszła od razu trochę pomóc – odparłam – To do zobaczenia.
- Pa słońce – odpowiedziała Lucy przytulając mnie. Ruszyłyśmy w swoje strony. Postanowiłam zadzwonić do Lou. Nie wiem czemu jeszcze tak nie rozmawialiśmy. Wybrałam jego numer i po chwili go usłyszałam.
- Właśnie wybierałem twój numer piękna – zaśmiał się. Tak tęskniłam za tym głosem, śmiechem.
- No widzisz. Byłam pierwsza – odparłam . Oczywiście miałam banana na twarzy i każda widząca mnie osoba pewnie nawała mnie w myślach idiotką.
- Co tam u ciebie? – zapytał.
- Mamy dzisiaj kolację z rodzicami mojej koleżanki. To będzie straszne. W dodatku pokłóciłam się z moim bratem. Po prostu…
- Nie kończ – zaśmiał się – Współczuję, ale no wiesz. Gdybym ja tam był, ta kolacja byłaby jedną z najlepszych.
- Tęskniłam za tą twoją skromnością – odparłam śmiejąc się.
- Hah dzięki. A mówiłaś coś o tym bracie. Mam przyjechać i skopać mu tyłek? – zapytał znowu się śmiejąc. No tak, zapomniałam, że rozmowy z nim tak właśnie wyglądają.
- Przyjechać to byś mógł. Z bratem sobie może poradzę.
- Przyjadę, obiecuję. A gdyby brat fikał to masz mój numer – odpowiedział.
- To w takim razie nie mogę się doczekać – odparłam i zauważyłam, że jestem niedaleko domu. Serio, tak szybko doszłam? – Kończę bo jestem już na miejscu.
- Oh, to napiszę do ciebie potem – odpowiedział zawiedziony – To pa i powodzenia.
- Dzięki, pa.
Rozłączyłam się wchodząc do domu. Poczułam wspaniały zapach. Ruszyłam w stronę kuchni. Tam pani mama była w swoim żywiole. Widziałam indyka w piekarniku, jakąś zupę, a na blacie przygotowania do deseru. Gdy kobieta mnie zauważyła uśmiechnęła się i podeszła do mnie.
- Rosie! Dobrze, że jesteś. Nakryjesz stół - odparła i wskazała wyjęty obrus, serwetki i kilka innych rzeczy. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi i zabrałam do roboty. Całe szczęście moja mama zawsze mi wszystko tłumaczyła, jak, gdzie i co. Uwielbiała przygotowywać kolacje. Zazwyczaj były one z rodziną. Wyjątkiem byli rodzice Louis'ego. Bywali u nas nawet 3-5 razy w miesiącu na takich kolacjach.
Szybko uwinęłam się z tym i zaczęłam pomagać pani mamie w kuchni. Niedługo mi to zajęło, gdyż kazała mi iść się przebrać. Wyjęłam sukienkę i szpilki z szafy. Przygotowałam kosmetyki aby sie umalować. Kiedy zostało mi już tylko zrobić coś z włosami, do pokoju zapukała pani mama.
- Pięknie wyglądasz - powiedziała i podeszła do mnie.
- Dziękuję. Jeszcze muszę coś zrobić z włosami.
- Usiądź - odparła i wskazała krzesełko przed lustrem. Zrobiłam tak jak kazałam i kobieta zaczęła mnie czesać. Upięła moje włosy w lekkiego koka, zostawiając kosmyki po bokach.
- Nie zrobiłabym tego lepiej. Nie zrobiłabym nic pewnie z nimi - westchnęłam z uśmiechem - Dziękuję.
- Nie ma za co. Zejdźmy na dół - powiedziała i ruszyłyśmy w stronę drzwi. Uważałam na schodach, żeby nie zabić się przypadkiem w tych szpilkach. Na dole była już Lucy z jej rodzicami. Stali z panem tatą i Ashton'em. Kiedy usłyszeli stukanie butów spojrzeli w jednym momencie na nas. Lucy uśmiechnęła się szeroko, podeszła do mnie i przytuliła.
- Wyglądasz zajebiście - szepnęła mi do ucha, na co zaśmiałam się cicho. Zauważyłam jak Ashton lustruje mnie wzrokiem, więc wzięłam Lucy za rękę i zaczęłam ją oprowadzać. Chciałam uniknąć z nim jakiegokolwiek kontaktu dzisiaj. Moja rola przewodnika nie trwała długo gdyż pani mama zawołała nas do stołu. Zajęłyśmy miejsca obok siebie i nagle na przeciwko mnie usiadł Ashton. Świetnie. Po deserze, kiedy atmosfera rozluźniła się prawie całkowicie, siedziałyśmy z Lucy na kanapie. Gadałyśmy o pewnym typku, który do niej zarywa.
- Możemy pogadać? - usłyszałam. Odwróciłam się w stronę tej osoby.
- Nie - odpowiedziałam natychmiastowo i wróciłam do rozmowy z przyjaciółką. Stał obok mnie nadal i uparcie zapytał o to jeszcze raz. Znowu odpowiedziałam, że nie i starałam się go zignorować. Raczej nie stosuje zasady do trzech razy sztuka, gdyż wziął mnie za rękę i zaprowadził na korytarz.
- Czemu taka jesteś? Przecież przeprosiłem - odparł przybliżając się do mnie. Nasze twarze dzieliło niecałe 20 centymetrów.
- Po pierwsze, zawiodłeś moje zaufanie, więc zanim je odzyskasz to trochę czasu minie. Po drugie, dziwnie się zachowujesz w stosunku do mnie - odpowiedziała zdenerwowana.
- Co twoim zdaniem jest tym dziwnym zachowaniem? - zapytał z przebiegłym uśmiechem na twarzy. Kurwa, Irwin. Amnezje masz czy co? A co zrobiłeś przedwczoraj, kilka dni temu? Nic, to normalne zachowanie w stosunku do siostry.
- Mam pytanie. Gdybym była twoją biologiczną siostrą, też byś próbował mnie pocałować? Bo tego raczej nie robi brat siostrze.
- Nie próbowałem cię pocałować, ale jak chcesz to mogę - odparł z uśmiechem na twarzy. Momentalnie znalazłam się oparta o drzwi. Blondyn zbliżył się jeszcze bardziej do mnie, trzymając jedną rękę na mojej tali, a drugą na mojej twarzy. Patrzył mi prosto w oczy. Nie wiem czemu nic nie mogłam zrobić, byłam jak sparaliżowana. Miał piękne orzechowe oczy. Kiedy był już wystarczająco blisko, nasze usta dzieliły tylko milimetry, usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Momentalnie odsunął się ode mnie, więc korzystając z okazji szybko wróciłam do Lucy. Dziewczyna siedziała cały czas na kanapie.
- To było dziwne. Rosie, musisz mi wszystko opowiedzieć! Tak nie robi normalne rodzeństwo - odparła. Usiadłam obok niej i westchnęłam. Zaczęłam jej opowiadać wszystko. Mówiłam prawie szeptem, cały czas się rozglądając czy nikt nie słyszy. Dziewczyna siedziała z szeroko otwartymi oczami, a kiedy doszłam do momentu, który stał się przed chwilą, jej usta uformowały wielką literę O.
- Wow, to jest dziwne. To znaczy normalnie byłoby słodkie, ale to twój brat. Nie przypominasz lasek, z którymi on się umawiał, więc może on coś do ciebie serio czuję. A ty coś do niego, no ten...
- Pogięło cię?! - odpowiedziałam szybko, na co dziewczyna spojrzała się na mnie podejrzanym wzrokiem - Może coś tam, ale on jest moim bratem. Jakby to wyglądało? Po za tym on jest jedną wielką zagadką. Wiem, że ma złe strony i nie chcę ich poznawać.
- Może to być fajna przygoda - odparła z uśmiechem.
- Taak, od razu może wybiorę sobie trumnę - westchnęłam.

_______________________________________________________

Uważam, że rozdział jest średni. Mogłabym go napisać lepiej. Jednak mam promyczek nadziei, że wam się podoba ;)
Chciałabym wam polecić nowe ff o Luke'u. Dziewczyna dopiero zaczyna je pisać, ale zachęcam :)  http://www.wattpad.com/90191417-i-will-be-your-nightmare-l-h-prolog

Postanowiłam, że jeżeli chcecie to możecie pisać też swoje opinie, przemyślenia na temat tego ff na twitterze dodając hashtag #warningff

Życzę Wam, abyście miały świetnego Sylwestra (lepszego niż mój). Aby ten nowy rok był dla was o wiele lepszy, abyście spełniły chociaż jedno ze swoich marzeń. Zdrowia, szczęścia, wymarzonego chłopaka, miłości jak z ff :) 
Wasza kochana Angela <3

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rozdział 8

Ashton

Siedziałem w garażu Michael’a i słuchałem jak chłopak prawi mi kazania.
- Czyś ty oszalał? Jak mogłeś w ogóle do tego dopuścić?! Stary, po pierwsze to twoja siostra, a nie jedna z tych lasek, które spotykamy na imprezach. Po drugie, jak mamy ją utrzymać w nieświadomości jak ty jej mówisz, że nie poznała jeszcze twoich złych stron. No kurwa, zachęcaj ją jeszcze bardziej! Po trzecie, jak Calum się o tym dowie to cię zabije, a potem ją. Stary, Rosie to naprawdę fajna dziewczyna. Polubiłem ją. Jednak nie możesz się w niej zadłużyć. To twoja siostra. Może nie jest to kazirodztwo, ale zgodne z prawem też nie.
- Wiem, staram się. Chcę być dobrym bratem, ale ona mi tego nie ułatwia – odparłem.
- Bo ci się podoba? – zapytał zielonowłosy z wielkim bananem na ryju, na co przewróciłem oczami – Aww to słodkie, że w końcu się zakochałeś, ale szkoda, że w nieodpowiedniej dziewczynie.
- Nie zakochałem się! – krzyknąłem oburzony – Tylko mi się podoba.
- Od kiedy takie ci się podobają? Mam ci przypomnieć z jakimi laskami byłeś czy może coś ci świta?
- Cholera, pamiętam! Nie musisz mi o nich przypominać. Po prostu uważam, że muszę się ogarnąć. Przestać o niej myśleć. A przede wszystkim przestać zachowywać się jak niewyżyte zwierzę – powiedziałem zdenerwowany.
- Cóż, przynajmniej się przyznałeś z tym niewyżytym zwierzęciem – zaśmiał się Michael za co walnąłem go w ramie – No dobrze, nie obrażaj się. Po prostu musisz się hamować. Chociaż już pewnie tak namąciłeś Rosie w głowie, że dziewczyna spać nie może.
- Będę musiał codziennie rano walnąć coś mocniejszego na uspokojenie.
- Meliskę z dwóch torebek? – zaśmiał się przyjaciel. Przez chwilę próbowałem go zamordować wzrokiem, ale skończyło się moim wielkim, niepohamowanym wybuchem śmiechu.
- Spadaj debilu – odparłem śmiejąc się.
- Ej, mam pomysł. Namówmy Luke’a aby pogadał z Rosie. Podobno dogaduje się z nią i może coś wyciągnie.
- Uważasz, że się mu zwierzy? – zapytałem – Ona jest dosyć nieśmiała. Jedyna osoba, której najprędzej takie rzeczy by powiedziała jest Lucy. Ale jak chcesz. Możemy spróbować.
- Zobaczysz, uda mu się. Tylko trzeba dać mu szansę się wykazać.

Rosie

Siedziałam na łóżku wpatrzona w telefon. Nie mogłam uwierzyć. Znalazł mnie. W końcu mu się udało. Myślałam, że zapomniał lub poddał się, a on cały czas się starał. Ten debil o mnie jednak nie zapomniał. Kliknęłam w „odpisz” i zaczęłam pisać. 




Dopiero gdy wysłałam wiadomość zdałam sobie sprawę, że uśmiechałam się cały czas do telefonu. Pewnie wyglądałam jak idiotka. Mój najlepszy przyjaciel, nazywany przez naszych rodziców moim narzeczonym, napisał do mnie. Ostatni raz widziałam go kiedy zabierali mnie do domu dziecka. Wtedy pierwszy raz widziałam jak płacze. Pamiętam jak staliśmy przytuleni, jak na niego krzyczeli kiedy nie chciał mnie puścić. Podobno próbował się jakoś ze mną skontaktować ale nie pozwalali nam się spotykać. Wiedzieli jaki on jest. Nie jest grzecznym, ułożonym chłopcem. To raczej typ niezależnego faceta, który dla przyjaciół i rodziny jest tylko miły. Nie raz był odbierany z komisariatu, jednak nigdy nie było to nic poważnego. Ludzie zawsze dostrzegali w nim tylko złe strony, bo nigdy go nie poznali. Nikt nie zna go tak dobrze jak ja. Spotkaliśmy się pierwszy raz pewnego lata, kiedy jego ojciec został partnerem biznesowym mojego. Zaprosili nas na kolacje. Ja miałam wtedy 5 lat, a on 7. Pamiętam jak miałam problem ze zrozumieniem go. Mieszkał od urodzenia w Wielkiej Brytanii, a w Australii dopiero od tygodnia. Pamiętam jak wkurzałam się na jego akcent, jednak w końcu jakoś się dogadaliśmy. Od tamtej pory jesteśmy nierozłączni. A czemu narzeczona? Wszędzie mnie ze sobą zabierał, opiekował się mną. Często przynosił mi kwiatki, nawet takie zerwane po drodze, bo wiedział, że się uśmiechnę. Był moim aniołem, nadal nim jest. Chciałabym się z nim zobaczyć, przytulić go, usłyszeć jego śmiech, głos.

***

Obudził mnie dźwięk smsa. Kto normalny pisze o tej godzinie? Kto normalny wtedy nie śpi? Zaczęłam szukać ręką telefonu. Kiedy go znalazłam, odczytałam wiadomość od nieznanego numeru.

„Miłego dnia mała :)
                         Louis x”

Od razu na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech. Ten dzień nie mógł zacząć się lepiej. Przypomniało mi się jak zawsze budził mnie rano takimi smsami. Codziennie miał o 6 treningi piłki nożnej. Widać cały czas jest w klubie. Odpisałam mu i postanowiłam pójść się ogarnąć do łazienki. Na dole było kogoś słychać, więc nie byłam sama nieśpiąca. Wzięłam szybki prysznic, zrobiłam lekki makijaż i związałam włosy w kucyk, zostawiając trochę krótszych włosów aby zasłoniły resztki mojego siniaka. Ubrałam krótkie spodenki i jasnoróżowy sweterek. Tak jak obiecałam wczoraj pani mamie, założyłam jedne z moich nowych kolczyków. Gotowa zeszłam na dół na śniadanie. To kogo tam zobaczyłam trochę mnie zdziwiło. O blat opierał się kolega mojego brata – Calum. Co on do cholery robi tutaj i to jeszcze o tej godzinie? Nie tylko ja byłam zaskoczona ale i on zdziwił się, gdy mnie zobaczył. Po naszym ostatnim spotkaniu, nie wiedziałam czy mam się nie odzywać czy po prostu uciec. Wydukałam tylko „cześć” i skierowałam się do lodówki.
- Nie sądziłem, że cię spotkam. Ashton mówił, że wstajesz później – powiedział chłopak. Szczerze, to miałam nadzieję, że unikniemy rozmowy, ale cóż…
- Po prostu obudziłam się wcześniej – odparłam nalewając mleko do miski z płatkami – Po za tym, też nie sądziłam, że cię spotkam tutaj o tej godzinie.
- Wpadłem po Ashton’a. Mamy coś do załatwienia.
- Okey – odpowiedziałam siadając przy stole. Kiedy zaczęłam jeść, usłyszałam jak ktoś schodzi po schodach.
- Cześć stary – usłyszałam głos Ash’a – Rosie? Co ty tutaj robisz?
- Mieszkam? – odparłam unosząc wzrok na niego. Widać było, że jest zdziwiony moją obecnością, ale to chyba tak dzisiaj każdy. Wymienili z Calumem kilka zdań po cichu i ruszyli w stronę wyjścia. Może tak chociażby jakieś „pa” czy cokolwiek? Usłyszałam tylko zamykające się drzwi. Niedługo potem przyszła pani mama. Zamieniłyśmy kilka zdań i postanowiłam ruszyć do szkoły. Przed budynkiem nie czekałam długo na moją koleżankę. Przywitała mnie jak zwykle pełna pozytywnej energii. Opowiedziałam jej o zakupach z mamą i o Louis’m. Była nim zachwycona.
- Jejku zazdroszczę ci takiego przyjaciela – mówiła – Powiedz mi, gdzie można takiego znaleźć?
- Haha nie wiem. Sam cię kiedyś może taki znajdzie – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do brunetki. Odprowadziła mnie do klasy chemicznej, a sama udała się do klasy obok. Chciałabym mieć z nią wszystkie lekcje. Chociaż i tak jest dobrze, gdyż mamy 6 wspólnych zajęć. Na chemii nie znałam nikogo. Może dlatego, że trafiłam do grupy z wrednymi sukami… Żeby jeszcze mnie dobić z jedną musiałam być zawsze w grupie.

***

Siedziałyśmy z Lucy na murku jedząc pokrojoną marchewkę. Mama mojej przyjaciółki często szykowała jej ich cały pojemniczek. Jak zwykle śmiałyśmy się i obgadywałyśmy innych. To znaczy ona obgadywała, a ja słuchałam. W pewnym momencie zauważyłam Luke’a siedzącego samotnie niedaleko nas. Pewnie nie zabrali go ze sobą załatwiać tę ważną sprawę. Zrobiło mi się go szkoda i postanowiłam do niego podejść. Lucy postanowiła pooglądać nas z daleka. Raczej chyba za nim nie przepada. Kiedy byłam już blisko, chłopak zwrócił na mnie uwagę.
- Rosie! Co cię do mnie sprowadza? – zapytał z uśmiechem.
- Cóż, siedzisz tak tu sam, więc chcę dotrzymać ci przez chwilę towarzystwa.
- To miłe z twojej strony – odparł – Moi przyjaciele uważają, że o niektórych sprawach powinienem nie wiedzieć. Także, dzisiaj jest jeden z tych dni kiedy mam się nie mieszać.
- Fajni kumple – powiedziałam pod nosem, jednak Luke to usłyszał i zaśmiał się.
- A jak ci się układają relacje z Ashton’em? – zapytał blondyn. Ta, no wiesz… Wcale nie zbliża się za blisko, wcale nie przypiera mnie do auta i mówi rzeczy, których brat nie powinien mówić siostrze, wcale nie lustruje jej wzrokiem w seksownej sukience. Niee…
- No wiesz… Niby jest spoko ale.. – zaczęłam szukając odpowiednich słów jak to wszystko ująć.
- Ale?
- Po prostu Ashton jest dla mnie pewną zagadką. Jego zachowanie czasami mnie dziwi. Dobra, nie ważne. Zmieńmy temat – odparłam.
Nagle zadzwonił dzwonek. Trochę się spóźniłeś. Nie mogłeś zadzwonić minutę wcześniej? Pożegnałam się z Luke’iem i ruszyłam w stronę budynku.

***

„ Musieliśmy pilnie pojechać do Sydney. Wrócimy jutro rano. Obiad jest naszykowany.

                                                   Rodzice”

Ej, nie no świetnie! Pojechali do Sydney beze mnie. W dodatku wrócą rano. Czyli prawdopodobnie będę sama w nocy, gdyż po Ashton’ie można się wszystkiego spodziewać. Zjadłam obiad i pouczyłam się. Postanowiłam pooglądać telewizję, ale jak na złość niczego nie było. Zostawiłam na jakiejś komedii i położyłam się na kanapie. Nie zauważyłam kiedy usnęłam.

Usłyszałam walenie do drzwi, bo pukaniem tego nazwać nie można było. Spojrzałam na zegarek, było po 22. Spałam aż tyle? Lekko zdenerwowana hałasem w końcu wstałam i podeszłam do drzwi. Stał tam wysoki facet ubrany na czarno. Nie wiedziałam czy mam otwierać czy siedzieć cicho. Po chwili usłyszałam jak krzyczy „ Wiem, że ktoś tam jest! Otwierać bo wyważę te drzwi!”. Zaczęłam się bać. Zrobiłam najgłupszą rzecz, otworzyłam drzwi. Do domu wszedł szybkim krokiem ciemnoskóry mężczyzna. Odsunął mnie na bok i zaczął rozglądać się po mieszkaniu.
- Gdzie jest ten cały Ashton! – krzyczał.
- N-n-nie w-w-wiem – odpowiedziałam przestraszona. Rosie, oficjalnie jesteś największą idiotką świata. Jak mogłaś otworzyć te drzwi?
- Kurwa! Gdzie on jest?! – krzyknął i popchnął mnie na ścianę. Zbliżył się do mnie i uniósł moją głowę tak abym mogła na niego patrzeć.
- Powtórzę jeszcze raz, gdzie on jest!
- Naprawdę nie wiem – odparłam. Czułam jak łzy napływają mi do oczu. Obawiałam się najgorszego. Mężczyzna wkurzył się jeszcze bardziej i uderzył mnie dłonią w twarz. Upadłam na ziemie. Czułam się jak kilka dni temu tylko, że teraz serio może mi się coś stać.
- Gadaj w tej chwili! Wiem, że wiesz gdzie jest ten skurwysyn.
Nagle usłyszałam strzał. Facet leżał na ziemi.
- Nic ci nie jest? – usłyszałam głos Ashton’a. Spojrzałam w górę i to był naprawdę on. Głaskał moje włosy i ocierał łzy z moich policzków.
- Nie, chyba... Tak się bałam. On.. – zaczęłam, ale blondyn przysunął mnie do siebie i mocno przytulił. Próbował mnie uspokoić.
- To ja go zabiorę z tej podłogi – usłyszałam głos Caluma – A wy posprzątajcie tę krew.
- Mogliśmy to załatwić w normalny sposób, bez takiej kałuży krwi – odparł Ash.
- Zastrzelenie jest normalnym sposobem – odpowiedział chłopak zamykając za sobą drzwi. Zostałam tylko ja i Ashton.
- Dziękuję – wyszeptałam powoli odsuwając się od chłopaka.
- Nie ma za co. To stało się przeze mnie. Przepraszam cię, że znowu musiałaś przez takie coś przechodzić – odparł pomagając mi wstać. W odpowiedzi tylko lekko się uśmiechnęłam. Postanowiłam przyłożyć lód do mojego policzka. Ruszyłam do kuchni, a Ashton zajął się kałużą krwi. Usiadłam na kanapie i zaczęłam przykładać woreczek z lodem. Nie mogłam uwierzyć w to co się wydarzyło. Nic nie rozumiałam. Czemu szukał Ashton’a? Co on mu zrobił? Skąd oni mają broń? Widocznie, Ash miał rację. Jeszcze nie poznałam wszystkich jego stron i chyba boję się je poznawać.

____________________________________________________  

Moim zdaniem średni rozdział. Mam nadzieję, że chociaż trochę wam się podoba :) A i polecam wejść w zakładkę "Bohaterowie" bo tam jest tajemniczy narzeczony ;D
Jak widać, mamy nowy wygląd bloga! Strasznie mi się on podoba i bardzo chcę podziękować @cliffordeffect za wykonanie go. 
Staram się zbierać nowych czytelników jednak nie jest to łatwe, tym bardziej jak spamuję i nic. Także będę wdzięczna za każdą pomoc w promowaniu tego ff <3

Chciałabym wam życzyć wesołych, szczęśliwych świąt. Abyście spędziły ten czas z rodziną, dostały wspaniałe prezenty

Czytasz = Komentujesz

wtorek, 16 grudnia 2014

Rozdział 7

Szłam, wsłuchując się w piosenkę, w każde jej słowo, każdy dźwięk. Próbowałam się zrelaksować, oczyścić umysł z niepotrzebnych rzeczy. Chciałam chociaż na chwilę przestać myśleć o pewnych sprawach. Na próżno. Nie ważne co bym robiła i tak nie zapomnę tego co się stało, tego co usłyszałam. Ta niewiedza doprowadzała mnie do szału, jednak bałam się tej tajemnicy. To wszystko wyczerpywało mnie psychicznie.
Z zamyślenia wyrwała mnie moja koleżanka, która skoczyła na mnie od tyłu. Oczywiście, jak to ja, krzyknęłam ze strachu tak, że pewnie usłyszeli mnie w Tokio. Przydałby mi się szósty zmysł. Może wtedy nie robiłabym z siebie idiotki i gardło by mnie tak nie bolało.
- Nie bój się. To tylko ja – odparła przez śmiech Lucy. Spojrzałam na nią morderczym wzrokiem. Dziewczyna wyszczerzyła się co oczywiście poskutkowało tym, że i ja się uśmiechnęłam.
- Nie rób mi tego więcej- poprosiłam – Masz mój telefon?
- Ohh tak! Proszę- odpowiedziała podając mi moją komórkę. Wzięłam ją i odblokowałam. Sprawdziłam czy wszystko jest tak jak było. Całe szczęście nic się nie zmieniło. Może tylko liczba nieodebranych połączeń z zera dobiła do 73. Świetnie… 31 od Lucy, 16 od pani mamy, 9 od pana taty, 12 od Ashton’a i ku mojemu zdziwieniu 5 od Luke’a. Okeey, rozumiem Lucy, rodziców i Ash’a, ale Luke? Skąd on ma w ogóle mój numer?
- Ej Rosie, chodź bo się spóźnimy – powiedziała koleżanka i ruszyłyśmy do Sali. Tam było już większość klasy. Podeszłam do swojej ławki i wypakowałam książki.
- Rosie! – usłyszałam znajomy mi głos. Po chwili byłam już ściskana przez wysokiego blondyna. Byłam zdziwiona, ale odwzajemniłam uścisk.
- Hej Luke – odparłam i lekko odsunęłam się od niego, czując wzrok reszty klasy. Chłopak też to zauważył.
- Na co się do cholery gapicie?! – krzyknął i nagle wszyscy zajęli się sobą – Jak się czujesz Rosie?
- Już lepiej, dzięki – odpowiedziałam siadając w ławce. Po chwili zadzwonił dzwonek. Zaczęło się 45 minut męczarni.

***

- Podsłuchałam wczoraj mamę, jak gadała z moim tatą, że rozmawiała z twoją nową mamą, że nasze mamy chcą urządzić wspólną kolację. Nie rozumiem, po chuj im to? My we dwie się przecież znamy, ty poznałaś moją mamę, a ojca nie musisz, bo to za wiele w twoim życiu nie zmieni. Ja osobiście nienawidzę takich spotkań, bo nie potrafię usiedzieć cicho i słuchać jak nudno mija życie innym. Jak sądzę, ty też nie przepadasz za takimi wieczorami, a już na pewno nie w gronie osób które ledwo znasz. A Ashton? On pewnie też prędzej by sobie w łeb strzelił. To jest beznadziejne…
Siedziałam z Lucy na murku i nie mogłam uwierzyć, że jeszcze nie zaczęła rozmyślać nad karierą raperki i duetem z Eminemem. Na moje nieszczęście zrozumiałam co do mnie powiedziała. Nie byłam zbyt szczęśliwa pomysłem pani mamy. Cytując moją koleżankę - po chuj im to?
- I co o tym myślisz? Bo ja uważam, że powinnyśmy pożyczyć młot od Thora i przypieprzyć naszym ukochanym rodzicom w głowy – powiedziała brunetka. Miała stuprocentową racje.
- Nie wiem co mam myśleć. Jestem tu dopiero od ponad tygodnia i stres zżera mnie wszędzie. Nie pomogą mi tą głupią kolacją. Ehh… może zaczekajmy aż oni sami to potwierdzą, zamiast teraz robić niepotrzebnie burze. Co ty na to?
- Masz racje. Ale to nie znaczy, że przestanę podsłuchiwać matkę – odparła Lucy. Zaśmiałam się pod nosem i usłyszałam dźwięk smsa, dobiegający z mojej kieszeni. Wyjęłam komórkę i odczytałam wiadomość.

„Co robisz po lekcjach? Chciałabym cię zabrać na zakupy, w środę przychodzą do nas goście”

- Lucy, możemy robić burzę – westchnęłam załamana.
- Co? Jednak jest ta kolacja? – zapytała brunetka - O cholera. Kiedy?
- W środę. Mama chce mnie zabrać dziś na zakupy. Poproszę białe róże na trumnę…
- Weź nie przesadzaj, zakupy z mamą to nie jest jeszcze koniec świata! Ale czekaj… Skoro twoja mama idzie z tobą na zakupy to… Oj kochana, miło było cię poznać. Powodzenia w przymierzaniu tych wszystkich sukienek – odparła przytulając mnie. Uśmiechnęłam się lekko i usłyszałyśmy dzwonek. Ostatnia lekcja. Wstałyśmy i ruszyłyśmy w kierunku wejścia. Każdy się przepychał, wyzywał drugiego. Czemu cała szkoła musi spędzać długą przerwę na boisku? Jak zwykle zgubiłam Lucy w tłumie, więc szłam po prostu przed siebie, byleby wyjść z tego tabunu. Nagle ktoś złapał mnie za rękę i pociągnął z całej siły na bok. Nie mogąc utrzymać równowagi wpadłam na tę osobę. Poczułam czyjeś dłonie na biodrach, próbujące mnie podtrzymać. Przylegałam ciałem do czyjegoś torsu. Spojrzałam w górę i zobaczyłam uśmiechniętego Ashton’a. Szybko odsunęłam się i próbowałam przywrócić do normalnego stanu, przynajmniej na zewnątrz. Wewnątrz nie wiedziałam co się dzieje. Podobało mi się to co zrobił, ale to przecież mój brat. Tak nie powinno być. Widziałam, że śmieje się pod nosem. Wkurzyło mnie to trochę.
- Czego chcesz? – zapytałam.
- Ej, nie denerwuj się. Chciałem zapytać czy wiesz coś o jakiejś kolacji – odparł przeczesując włosy.
- Podobno ma być w środę z rodzicami Lucy – odpowiedziałam i spojrzałam na koleżankę przyglądającą się nam przy schodach – Muszę już iść.
- Okey, dzięki – westchnął blondyn – To do zobaczenia w sklepie
Ruszyłam w stronę dziewczyny, kiedy uświadomiłam sobie co Ashton powiedział.
- Co? – krzyknęłam odwracając się w jego kierunku. Idący w stronę wyjścia chłopak odwrócił się, uśmiechnął i ruszył dalej.
- Chodź już Rosie – westchnęła Lucy ciągnąc mnie w stronę Sali. 

***

Przed klasą czekał na mnie nie kto inny jak mój ukochany brat. Świetnie.
- Gotowa na kilka godzin męczarni? – zapytał z uśmiechem. Stary, my zaraz jedziemy po zgubę, a ty suszysz ząbki?
- A ty gotowy chodzić z dwoma kobietami po sklepach? – odparłam. Widziałam jak jego mina nagle zbledła, co natychmiastowo sprawiło uśmiech na mojej twarzy. Po chwili poprawił włosy i wziął mnie za rękę. Szybkim krokiem zaczął prowadzić mnie na parking. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Kiedy doszliśmy do auta, przyparł mnie do tylnych drzwi. Mój oddech momentalnie stał się szybszy. Przybliżył swoją twarz do mojego ucha.
- Jestem gotowy na to aby oglądać cię w pięknych, seksownych sukienkach przez dobre 2 godziny – wyszeptał, a przez ciało przeszły mi ciarki Nagle jak gdyby coś mu przywaliło w twarz, odsunął się szybko i otworzył drzwi pasażera. Zdezorientowana wsiadłam do środka. Po chwili i on wsiadł na swoje miejsce i odjechaliśmy z piskiem opon. Wyglądał na wkurzonego. Nie wiedziałam czy mam coś powiedzieć, czy może powinnam wysiąść i iść na piechotę. Nie wiedziałam jak mam odebrać to co stało się przed chwilą. Normalnie poczułabym się jak w jakiejś tandetnej książce dla napalonych nastolatek, ale przecież zrobił to mój brat. Czemu to musiał być on? Nie mogę myśleć o nim jako obiekcie pożądania. Cholera. Irwin czemu musisz być taki przystojny? Czemu musisz się tak seksownie uśmiechać? Czemu musisz być moim głupim bratem w świetle tego popierdolonego prawa?! Zgiń zmoro nieczysta!!

W samochodzie panowała absolutna cisza, pomijając dźwięk silnika. Był cały czas wkurzony, co skutkowało tym, że jechał jakby się ścigał. Gwałtowne zakręty, duchota, nerwy. Zaczęło kręcić mi się w głowie. Uchyliłam lekko okno. Ashton spojrzał się na mnie i jego rysy twarzy złagodniały.
- Źle się czujesz? Jesteś strasznie blada – odparł zerkając co chwilę na mnie i na drogę – Jesteśmy prawie na miejscu.
Kiedy tylko zaparkował auto, szybko wysiadłam i oparłam się o drzwi. Dzięki Bogu stanęliśmy w cieniu i było w miarę chłodno. Oddychałam głęboko, próbując sprawić aby ból głowy odszedł. Po chwili podszedł do mnie Ashton.
- Już ci lepiej? Mama czeka na nas w środku. Chodź – powiedział, po czym złapał mnie jedną ręką w talii i zaczął prowadzić w stronę wejścia. Ciarki przeszły mi po plecach. Kiedy wchodziliśmy po schodach w szklanych drzwiach odbiły się nasze sylwetki. Obydwoje patrzyliśmy się prosto w nie, jednak po chwili Ash spuścił głowę. Tak jakby nie chciał na to patrzeć, jakby to było złe. I miał racje, myślenie o nas w inny sposób niż rodzeństwo było złe. Weszliśmy do środka i skręciliśmy do jednego ze sklepów. Jak Ashton mówił, czekała na nas tam już pani mama.
- Już jesteście! – powiedziała, podchodząc do nas – Rosie, wybrałam dla ciebie kilka sukienek. Chodź zobacz.
No i zaczyna się. Spojrzałam na Ash’a. Ten tylko uśmiechał się pod nosem. Świetnie… Zero wsparcia od tego debila. Podeszłam do pani mamy i obejrzałam sukienki. Były naprawdę ładne. Gdybym mogła wzięłabym je wszystkie. Po chwili przemyśleń wskazałam czarnoróżową.
- Wiedziałam, że ci się ta spodoba! To była moja faworytka – odparła pani mama z uśmiechem – Weźmy ją i te czarne szpilki i chodźmy do przymierzalni.
Spojrzałam na buty stojące obok sukienki. Co? One mają z 15 centymetrów. Przecież ja sobie nogi w tym połamie. Wymusiłam uśmiech i ruszyłam z kobietą do oddzielnego pomieszczenia. Chcąc mieć to już za sobą szybko się przebrałam i wyszłam pokazać pani mamie.
- Rosie, słoneczko! Wyglądasz cudownie – zachwycała się kobieta – Ashton chodź zobacz!
Co? Nie!! On nie może!! Nie po tym co zrobił! Cholera! Po chwili zza ściany wyszedł blondyn. Oparł się o nią i spojrzał na mnie. Widziałam jak jego brwi uniosły się do góry i mierzył mnie wzrokiem. Spuściłam głowę na dół udając, że chcę poprawić sukienkę.
- Wyglądasz sek yy pięknie – odparł poprawiając swoje włosy – Na prawdę.
- Dzięki – odpowiedziałam cicho. Widziałam, że nie spuszczał ze mnie wzroku. Dziewczyny w sukience nie widział czy co?
- Bierzemy tę, czy chcesz przymierzyć inne? – zapytała panie mama.
- Nie, wydaje mi się, że ta jest idealna – odparłam z lekkim uśmiechem przeglądając się w lustrze naprzeciwko.
- Jesteś pewna? – zapytał Ashton.
- Tak – odpowiedziałam. Wiedziałam, że nie jest mu to na rękę. Po tym co usłyszałam na parkingu, chyba liczył na pokaz mody. Chłopak przewrócił oczami i wyszedł. Ja poszłam się przebrać. Gotowa podałam pani mamie sukienkę i buty i wyszłam ze sklepu. Przez szklane drzwi zauważyłam Ashton’a opierającego się o maskę samochodu. Rozmawiał przez telefon, a w dłoni trzymał papierosa. Nie wiedziałam, że pali. Ale czego ja mogłam się spodziewać po chłopaku, którego cała szkoła się boi. 
Wyszłam na zewnątrz. Kiedy mnie zauważył, zgasił papierosa i rozłączył się. 
- Nie musisz przede mną ukrywać, że palisz – odparłam i stanęłam niedaleko niego.
- Nie chcę abyś mnie poznawała od tych złych stron – odpowiedział przyglądając się mi.
- Widziałam gorsze strony ludzi.
- Jesteś tego pewna – powiedział i spojrzał za mnie. Odwróciłam się i zobaczyłam panią mamę wychodzącą ze sklepu.
- Rosie, pojedziesz ze mną. Chciałabym pojechać jeszcze z tobą do jubilera. Widziałam, że masz przekute uszy, a brak ci kolczyków – odparła kobieta podchodząc do mnie – To do zobaczenia w domu Ashton.
- Taa, do zobaczenia – odpowiedział i spojrzał na mnie – Pa Rosie.
- Cześć – powiedziałam cicho i poszłam z panią mamą do jej auta.

***

Opadłam zmęczona na łóżko. Nie wiedziałam, że te zakupy mogą być tak wyczerpujące. Kocham tę kobietę ale chodzenie po sklepach z nią to męczarnia. Pomimo iż wybór sukienki poszedł nam szybko, to u jubilera i w kilku innych sklepach już nie za bardzo. Zahaczyłyśmy w drodze powrotnej o top shop, tesco, h&m, inglot… Ta kobieta nie ma na co chyba kasy wydawać. 

Odblokowałam komórkę, po czym odpisałam na smsa od Lucy, weszłam na twitter’a i tumblr’a. Moja przyjaciółka miała mi przesłać notatki z lekcji kiedy jeszcze nie chodziłam do szkoły, więc zalogowałam się na maila. Zdziwiłam się kiedy zamiast email’a od niej dostałam wiadomość od kogoś innego. Weszłam w niego i trochę mnie zatkało.



Nie. To jest niemożliwe. Jak? Nie mogę uwierzyć, że w końcu się ze mną skontaktował. 


___________________________________________________

Hoł hoł... Mam nadzieje, że podoba wam się rozdział. Wiem, że są duże odstępy między nimi, ale teraz będzie dużo wolnego więc postaram się to zmienić :)

Jak już może zdążyliście się domyśleć, pojawi się nowa postać. I nie, Rosie nie jest z nikim zaręczona ;P 

Myślałam o założeniu konta o tym ff na tt, ale stwierdziłam, że dla 7 osób nie ma sensu... Więc może nie teraz :)

Czytasz = Komentujesz