Z zamyślenia wyrwała mnie moja koleżanka, która skoczyła na mnie od tyłu. Oczywiście, jak to ja, krzyknęłam ze strachu tak, że pewnie usłyszeli mnie w Tokio. Przydałby mi się szósty zmysł. Może wtedy nie robiłabym z siebie idiotki i gardło by mnie tak nie bolało.
- Nie bój się. To tylko ja – odparła przez śmiech Lucy. Spojrzałam na nią morderczym wzrokiem. Dziewczyna wyszczerzyła się co oczywiście poskutkowało tym, że i ja się uśmiechnęłam.
- Nie rób mi tego więcej- poprosiłam – Masz mój telefon?
- Ohh tak! Proszę- odpowiedziała podając mi moją komórkę. Wzięłam ją i odblokowałam. Sprawdziłam czy wszystko jest tak jak było. Całe szczęście nic się nie zmieniło. Może tylko liczba nieodebranych połączeń z zera dobiła do 73. Świetnie… 31 od Lucy, 16 od pani mamy, 9 od pana taty, 12 od Ashton’a i ku mojemu zdziwieniu 5 od Luke’a. Okeey, rozumiem Lucy, rodziców i Ash’a, ale Luke? Skąd on ma w ogóle mój numer?
- Ej Rosie, chodź bo się spóźnimy – powiedziała koleżanka i ruszyłyśmy do Sali. Tam było już większość klasy. Podeszłam do swojej ławki i wypakowałam książki.
- Rosie! – usłyszałam znajomy mi głos. Po chwili byłam już ściskana przez wysokiego blondyna. Byłam zdziwiona, ale odwzajemniłam uścisk.
- Hej Luke – odparłam i lekko odsunęłam się od niego, czując wzrok reszty klasy. Chłopak też to zauważył.
- Na co się do cholery gapicie?! – krzyknął i nagle wszyscy zajęli się sobą – Jak się czujesz Rosie?
- Już lepiej, dzięki – odpowiedziałam siadając w ławce. Po chwili zadzwonił dzwonek. Zaczęło się 45 minut męczarni.
***
- Podsłuchałam wczoraj mamę, jak gadała z moim tatą, że rozmawiała z twoją nową mamą, że nasze mamy chcą urządzić wspólną kolację. Nie rozumiem, po chuj im to? My we dwie się przecież znamy, ty poznałaś moją mamę, a ojca nie musisz, bo to za wiele w twoim życiu nie zmieni. Ja osobiście nienawidzę takich spotkań, bo nie potrafię usiedzieć cicho i słuchać jak nudno mija życie innym. Jak sądzę, ty też nie przepadasz za takimi wieczorami, a już na pewno nie w gronie osób które ledwo znasz. A Ashton? On pewnie też prędzej by sobie w łeb strzelił. To jest beznadziejne…
Siedziałam z Lucy na murku i nie mogłam uwierzyć, że jeszcze nie zaczęła rozmyślać nad karierą raperki i duetem z Eminemem. Na moje nieszczęście zrozumiałam co do mnie powiedziała. Nie byłam zbyt szczęśliwa pomysłem pani mamy. Cytując moją koleżankę - po chuj im to?
- I co o tym myślisz? Bo ja uważam, że powinnyśmy pożyczyć młot od Thora i przypieprzyć naszym ukochanym rodzicom w głowy – powiedziała brunetka. Miała stuprocentową racje.
- Nie wiem co mam myśleć. Jestem tu dopiero od ponad tygodnia i stres zżera mnie wszędzie. Nie pomogą mi tą głupią kolacją. Ehh… może zaczekajmy aż oni sami to potwierdzą, zamiast teraz robić niepotrzebnie burze. Co ty na to?
- Masz racje. Ale to nie znaczy, że przestanę podsłuchiwać matkę – odparła Lucy. Zaśmiałam się pod nosem i usłyszałam dźwięk smsa, dobiegający z mojej kieszeni. Wyjęłam komórkę i odczytałam wiadomość.
„Co robisz po lekcjach? Chciałabym cię zabrać na zakupy, w środę przychodzą do nas goście”
- Lucy, możemy robić burzę – westchnęłam załamana.
- Co? Jednak jest ta kolacja? – zapytała brunetka - O cholera. Kiedy?
- W środę. Mama chce mnie zabrać dziś na zakupy. Poproszę białe róże na trumnę…
- Weź nie przesadzaj, zakupy z mamą to nie jest jeszcze koniec świata! Ale czekaj… Skoro twoja mama idzie z tobą na zakupy to… Oj kochana, miło było cię poznać. Powodzenia w przymierzaniu tych wszystkich sukienek – odparła przytulając mnie. Uśmiechnęłam się lekko i usłyszałyśmy dzwonek. Ostatnia lekcja. Wstałyśmy i ruszyłyśmy w kierunku wejścia. Każdy się przepychał, wyzywał drugiego. Czemu cała szkoła musi spędzać długą przerwę na boisku? Jak zwykle zgubiłam Lucy w tłumie, więc szłam po prostu przed siebie, byleby wyjść z tego tabunu. Nagle ktoś złapał mnie za rękę i pociągnął z całej siły na bok. Nie mogąc utrzymać równowagi wpadłam na tę osobę. Poczułam czyjeś dłonie na biodrach, próbujące mnie podtrzymać. Przylegałam ciałem do czyjegoś torsu. Spojrzałam w górę i zobaczyłam uśmiechniętego Ashton’a. Szybko odsunęłam się i próbowałam przywrócić do normalnego stanu, przynajmniej na zewnątrz. Wewnątrz nie wiedziałam co się dzieje. Podobało mi się to co zrobił, ale to przecież mój brat. Tak nie powinno być. Widziałam, że śmieje się pod nosem. Wkurzyło mnie to trochę.
- Czego chcesz? – zapytałam.
- Ej, nie denerwuj się. Chciałem zapytać czy wiesz coś o jakiejś kolacji – odparł przeczesując włosy.
- Podobno ma być w środę z rodzicami Lucy – odpowiedziałam i spojrzałam na koleżankę przyglądającą się nam przy schodach – Muszę już iść.
- Okey, dzięki – westchnął blondyn – To do zobaczenia w sklepie
Ruszyłam w stronę dziewczyny, kiedy uświadomiłam sobie co Ashton powiedział.
- Co? – krzyknęłam odwracając się w jego kierunku. Idący w stronę wyjścia chłopak odwrócił się, uśmiechnął i ruszył dalej.
- Chodź już Rosie – westchnęła Lucy ciągnąc mnie w stronę Sali.
***
Przed klasą czekał na mnie nie kto inny jak mój ukochany brat. Świetnie.
- Gotowa na kilka godzin męczarni? – zapytał z uśmiechem. Stary, my zaraz jedziemy po zgubę, a ty suszysz ząbki?
- A ty gotowy chodzić z dwoma kobietami po sklepach? – odparłam. Widziałam jak jego mina nagle zbledła, co natychmiastowo sprawiło uśmiech na mojej twarzy. Po chwili poprawił włosy i wziął mnie za rękę. Szybkim krokiem zaczął prowadzić mnie na parking. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Kiedy doszliśmy do auta, przyparł mnie do tylnych drzwi. Mój oddech momentalnie stał się szybszy. Przybliżył swoją twarz do mojego ucha.
- Jestem gotowy na to aby oglądać cię w pięknych, seksownych sukienkach przez dobre 2 godziny – wyszeptał, a przez ciało przeszły mi ciarki Nagle jak gdyby coś mu przywaliło w twarz, odsunął się szybko i otworzył drzwi pasażera. Zdezorientowana wsiadłam do środka. Po chwili i on wsiadł na swoje miejsce i odjechaliśmy z piskiem opon. Wyglądał na wkurzonego. Nie wiedziałam czy mam coś powiedzieć, czy może powinnam wysiąść i iść na piechotę. Nie wiedziałam jak mam odebrać to co stało się przed chwilą. Normalnie poczułabym się jak w jakiejś tandetnej książce dla napalonych nastolatek, ale przecież zrobił to mój brat. Czemu to musiał być on? Nie mogę myśleć o nim jako obiekcie pożądania. Cholera. Irwin czemu musisz być taki przystojny? Czemu musisz się tak seksownie uśmiechać? Czemu musisz być moim głupim bratem w świetle tego popierdolonego prawa?! Zgiń zmoro nieczysta!!
W samochodzie panowała absolutna cisza, pomijając dźwięk silnika. Był cały czas wkurzony, co skutkowało tym, że jechał jakby się ścigał. Gwałtowne zakręty, duchota, nerwy. Zaczęło kręcić mi się w głowie. Uchyliłam lekko okno. Ashton spojrzał się na mnie i jego rysy twarzy złagodniały.
- Źle się czujesz? Jesteś strasznie blada – odparł zerkając co chwilę na mnie i na drogę – Jesteśmy prawie na miejscu.
Kiedy tylko zaparkował auto, szybko wysiadłam i oparłam się o drzwi. Dzięki Bogu stanęliśmy w cieniu i było w miarę chłodno. Oddychałam głęboko, próbując sprawić aby ból głowy odszedł. Po chwili podszedł do mnie Ashton.
- Już ci lepiej? Mama czeka na nas w środku. Chodź – powiedział, po czym złapał mnie jedną ręką w talii i zaczął prowadzić w stronę wejścia. Ciarki przeszły mi po plecach. Kiedy wchodziliśmy po schodach w szklanych drzwiach odbiły się nasze sylwetki. Obydwoje patrzyliśmy się prosto w nie, jednak po chwili Ash spuścił głowę. Tak jakby nie chciał na to patrzeć, jakby to było złe. I miał racje, myślenie o nas w inny sposób niż rodzeństwo było złe. Weszliśmy do środka i skręciliśmy do jednego ze sklepów. Jak Ashton mówił, czekała na nas tam już pani mama.
- Już jesteście! – powiedziała, podchodząc do nas – Rosie, wybrałam dla ciebie kilka sukienek. Chodź zobacz.
No i zaczyna się. Spojrzałam na Ash’a. Ten tylko uśmiechał się pod nosem. Świetnie… Zero wsparcia od tego debila. Podeszłam do pani mamy i obejrzałam sukienki. Były naprawdę ładne. Gdybym mogła wzięłabym je wszystkie. Po chwili przemyśleń wskazałam czarnoróżową.
- Wiedziałam, że ci się ta spodoba! To była moja faworytka – odparła pani mama z uśmiechem – Weźmy ją i te czarne szpilki i chodźmy do przymierzalni.
Spojrzałam na buty stojące obok sukienki. Co? One mają z 15 centymetrów. Przecież ja sobie nogi w tym połamie. Wymusiłam uśmiech i ruszyłam z kobietą do oddzielnego pomieszczenia. Chcąc mieć to już za sobą szybko się przebrałam i wyszłam pokazać pani mamie.
- Rosie, słoneczko! Wyglądasz cudownie – zachwycała się kobieta – Ashton chodź zobacz!
Co? Nie!! On nie może!! Nie po tym co zrobił! Cholera! Po chwili zza ściany wyszedł blondyn. Oparł się o nią i spojrzał na mnie. Widziałam jak jego brwi uniosły się do góry i mierzył mnie wzrokiem. Spuściłam głowę na dół udając, że chcę poprawić sukienkę.
- Wyglądasz sek yy pięknie – odparł poprawiając swoje włosy – Na prawdę.
- Dzięki – odpowiedziałam cicho. Widziałam, że nie spuszczał ze mnie wzroku. Dziewczyny w sukience nie widział czy co?
- Bierzemy tę, czy chcesz przymierzyć inne? – zapytała panie mama.
- Nie, wydaje mi się, że ta jest idealna – odparłam z lekkim uśmiechem przeglądając się w lustrze naprzeciwko.
- Jesteś pewna? – zapytał Ashton.
- Tak – odpowiedziałam. Wiedziałam, że nie jest mu to na rękę. Po tym co usłyszałam na parkingu, chyba liczył na pokaz mody. Chłopak przewrócił oczami i wyszedł. Ja poszłam się przebrać. Gotowa podałam pani mamie sukienkę i buty i wyszłam ze sklepu. Przez szklane drzwi zauważyłam Ashton’a opierającego się o maskę samochodu. Rozmawiał przez telefon, a w dłoni trzymał papierosa. Nie wiedziałam, że pali. Ale czego ja mogłam się spodziewać po chłopaku, którego cała szkoła się boi.
Wyszłam na zewnątrz. Kiedy mnie zauważył, zgasił papierosa i rozłączył się.
- Nie musisz przede mną ukrywać, że palisz – odparłam i stanęłam niedaleko niego.
- Nie chcę abyś mnie poznawała od tych złych stron – odpowiedział przyglądając się mi.
- Widziałam gorsze strony ludzi.
- Jesteś tego pewna – powiedział i spojrzał za mnie. Odwróciłam się i zobaczyłam panią mamę wychodzącą ze sklepu.
- Rosie, pojedziesz ze mną. Chciałabym pojechać jeszcze z tobą do jubilera. Widziałam, że masz przekute uszy, a brak ci kolczyków – odparła kobieta podchodząc do mnie – To do zobaczenia w domu Ashton.
- Taa, do zobaczenia – odpowiedział i spojrzał na mnie – Pa Rosie.
- Cześć – powiedziałam cicho i poszłam z panią mamą do jej auta.
Opadłam zmęczona na łóżko. Nie wiedziałam, że te zakupy mogą być tak wyczerpujące. Kocham tę kobietę ale chodzenie po sklepach z nią to męczarnia. Pomimo iż wybór sukienki poszedł nam szybko, to u jubilera i w kilku innych sklepach już nie za bardzo. Zahaczyłyśmy w drodze powrotnej o top shop, tesco, h&m, inglot… Ta kobieta nie ma na co chyba kasy wydawać.
- Nie chcę abyś mnie poznawała od tych złych stron – odpowiedział przyglądając się mi.
- Widziałam gorsze strony ludzi.
- Jesteś tego pewna – powiedział i spojrzał za mnie. Odwróciłam się i zobaczyłam panią mamę wychodzącą ze sklepu.
- Rosie, pojedziesz ze mną. Chciałabym pojechać jeszcze z tobą do jubilera. Widziałam, że masz przekute uszy, a brak ci kolczyków – odparła kobieta podchodząc do mnie – To do zobaczenia w domu Ashton.
- Taa, do zobaczenia – odpowiedział i spojrzał na mnie – Pa Rosie.
- Cześć – powiedziałam cicho i poszłam z panią mamą do jej auta.
***
Opadłam zmęczona na łóżko. Nie wiedziałam, że te zakupy mogą być tak wyczerpujące. Kocham tę kobietę ale chodzenie po sklepach z nią to męczarnia. Pomimo iż wybór sukienki poszedł nam szybko, to u jubilera i w kilku innych sklepach już nie za bardzo. Zahaczyłyśmy w drodze powrotnej o top shop, tesco, h&m, inglot… Ta kobieta nie ma na co chyba kasy wydawać.
Odblokowałam komórkę, po czym odpisałam na smsa od Lucy, weszłam na twitter’a i tumblr’a. Moja przyjaciółka miała mi przesłać notatki z lekcji kiedy jeszcze nie chodziłam do szkoły, więc zalogowałam się na maila. Zdziwiłam się kiedy zamiast email’a od niej dostałam wiadomość od kogoś innego. Weszłam w niego i trochę mnie zatkało.
Nie. To jest niemożliwe. Jak? Nie mogę uwierzyć, że w końcu się ze mną skontaktował.
___________________________________________________
Hoł hoł... Mam nadzieje, że podoba wam się rozdział. Wiem, że są duże odstępy między nimi, ale teraz będzie dużo wolnego więc postaram się to zmienić :)
Jak już może zdążyliście się domyśleć, pojawi się nowa postać. I nie, Rosie nie jest z nikim zaręczona ;P
Myślałam o założeniu konta o tym ff na tt, ale stwierdziłam, że dla 7 osób nie ma sensu... Więc może nie teraz :)
Czytasz = Komentujesz

Jeju boskie ♥♥♥
OdpowiedzUsuńCo to za chłopak?! Kto to do niej napisał? ;o
Jaka szkoda ze oni są rodzeństwem ;((( ale muszą być razem! W końcu spokrewnieni nie są ;p
Czekam na następny mam nadzieje ze szybko będzie ♥
Rozdział super. Czekam na następny <3
OdpowiedzUsuńNie wierzę, że nie jestem pierwsza!! Zawsze byłam! ale bywa. rozdział genialny i to jak przyparł ją do samochodu... masz brać więcej gripeksów podczas pisania rozdziałów. I masz rację, jak przestaniesz to pisać to cię zabiję :* weny shawty
OdpowiedzUsuńTo ff jest super. Mam nadzieje że nie przestaniesz pisać :)
OdpowiedzUsuńWeny dobry Boże ;)
OMG! Jestem zakochana w tym fanfiction! Jestem ciekawa kto napisał do Rosie.
OdpowiedzUsuńNo nic, czekam na następny mam nadzieje że będzie w miare szybko