sobota, 18 października 2014

Rozdział 2

Tę noc mogę zaliczyć do nie przespanych. Chyba, że snem można nazwać 3 godziny z przerwami. Pod tym względem mam coś z psychiką. Po śmierci rodziców praktycznie nie spałam. Zdarzało się, że miałam 1 godzinną drzemkę. Potem w domu dziecka lepiej nie było. Na początku spałam po 2-3 godziny, jednak z czasem potrafiłam już 5 albo nawet 8 ( ale to już było wtedy święto). Dziś nie mogłam spać przez przeprowadzkę, szkołę i Ashton'a. Serio, powinna odwiedzić psychiatrę.

Dzisiaj pierwszy raz szłam do nowej szkoły. Gdyby było rozpoczęcie roku, ale jest środek października. Chyba najgorszy czas na dołączenie do klasy. Nienawidzę być w centrum uwagi. Za co muszę tak cierpieć?

Gdy wstałam była 6 rano. Po cichu poszłam do łazienki się ogarnąć. Założyłam białą luźną bluzkę do pępka, krótkie spodenki i na to narzutkę, która trochę przypominała kimono oraz trampki. Związałam włosy w kucyk i lekko się pomalowałam. Nie lubię odważnych makijaży, w ogóle nie jestem miłośniczką makijażu. Na moje nie szczęście albo szczęście pani mama kupiła mi wszystkie potrzebne kosmetyki i ciuchy. Uwielbiam ją. Cudowna, kochana kobieta. Jednak nie musiała mi kupować tak drogich rzeczy. Naszykowana poszłam do pokoju się spakować. Usłyszałam jak ktoś chodzi na dole więc zeszłam sprawdzić. Pan tata poprawiał krawat przed lustrem na korytarzu.
-Dzień dobry Rosie. Już wstałaś?- zapytał
-Dobry. Tak jakoś nie mogłam spać - odparłam - Pójdę coś zjeść - westchnęłam słysząc burczenie mojego brzucha i ruszyłam do kuchni. Tam krzątała się już pani mama. Czyżby to znaczyło, że nie tylko ja mam coś z psychą i nie mogę spać?
-Oh, Rosie. Nie spodziewałam się ciebie tutaj tak wcześnie. Herbaty? -zaproponowała.
- Tak, poproszę - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się - Jestem zestresowana i nie mogę spać.
-Rozumiem. Nowa szkoła to trudne i ciężkie przeżycie. Tym bardziej kiedy dołączasz po rozpoczęciu nowego roku szkolnego- odparła i podała mi kubek - Ale nie martw się. Będzie dobrze.
-Też mam taką nadzieję - powiedziałam.
- Umm, dzień dobry - usłyszała zachrypnięty męski głos. Odwróciłam się i zobaczyłam pocierającego ręką kark Ashtona w samych bokserkach. Zlustrowałam go wzrokiem. Gdy chłopak spojrzał się na mnie zawstydzona szybko odwróciłam wzrok. Chłopak zaśmiał się pod nosem.
-Przepraszam. Zapomniałem, że już przyjechałaś- odparł i usiadł naprzeciwko mnie. Zapomniałeś, że jestem? Bardzo miłe... Tym bardziej, że jesteś przystojny i twoja klata wygląda jak u modela Calvin'a Klein'a. Czekaj! Co? Rosie, przez ten brak snu ci odbija. Ugh... Pani mama podała nam omlety i zaczęliśmy jeść. Przy najmniej to odwracało moją uwagę od Ash'a.

Skończyłam jeść i poszłam po plecak aby pan tata mógł mnie odwieźć do szkoły. Całą drogę się strasznie stresowałam. A co jeżeli nikt mnie nie polubi. Będę samotnie siedzieć w kącie i przeglądać twitter'a i czytać fan fiction. Dość szybko dojechaliśmy na miejsce. Pożegnałam się z panem tatą i weszłam do środka. Udałam się do sekretariatu po plan lekcji i kod do szafki. Baba była taka nie ogarnięta, że myślałam, że jej wpierdolę. Po 15 minutach wyszłam z gabinetu i udałam się na poszukiwania swojej szafki. Nie było to zbyt trudne. Zostawiłam resztę książek i po raz kolejny zaczęłam bawić się w szukaj i znajdź. Idąc popatrzyłam na plan i nagle na kogoś wpadłam.
-O matko. przepraszam - odparłam i pomogłam zbierać dziewczynie stertę kartek.
-Nic nie szkodzi - uśmiechnęła się - Jesteś nowa? Nie widziałam cię jeszcze tu.
-Taa, to mój pierwszy dzień.
-Widzę ten entuzjazm. Pomóc ci w czymś? - zapytała brunetka.
-Jakbyś mogła. Szukam sali od biologi - powiedziałam.
-Oh czyli jesteś tą całą nową uczennicą w naszej klasie. Całe szczęście, że na mnie wpadłaś, a nie na te puste idiotki - odparła i kiwnęła na 3 tapeciary niedaleko nas. Zaśmiałam się i poszłyśmy do sali. Oczywiście nie obyło się bez przedstawienia się przy całej klasie i tych innych bezsensownych rzeczy. Zajęłam miejsce w ostatnim rzędzie. Całe szczęście, że Lucy, bo tak miała na imię moja nowa koleżanka, siedziała przede mną.

W połowie lekcji do klasy wszedł wysoki blondyn. Wydawało mi się, że skądś go znam.
-Luke Hemmings. Któż by mógł się tak spóźnić - przewróciła oczami pani i zanotowała coś w dzienniku. Chłopak nic sobie z tego nie zrobił i usiadł w ławce obok mnie. Kiedy zauważył, że mu się przyglądał uśmiechnął się i puścił mi oko.
-Witaj nowa - szepnął. Przewróciłam oczami i wróciłam do słuchania pani. 

Po dzwonku poszłyśmy z Lucy pod kolejną salę.
-A więc mówisz, że państwo Irwin cię adoptowali - odparła dziewczyna.
-Tak. Wczoraj dopiero przyjechałam - odpowiedziałam i odpisałam na tweeta - Mam pytanie. Kim jest ten Luke?
-Luke? Czyli twój nowy brat nie przedstawił ci jeszcze swoich kolegów. Przyjaźni się z Ashton'em wraz jeszcze z takimi innymi dwoma, Michael'em i Calum'em. Tylko, że oni mają po 18, a Luke ma 17.
- To coś zmienia? - zapytałam.
-Tak. Z tego co wiem, nie angażują go we wszystkie ich akcje i takie tam. Wiesz, nie za bardzo interesuje mnie on ale mówię ci co wiem. - odpowiedziała.
Czyli nie zdawało mi się, że go znam. To jego i tych dwóch pozostałych wczoraj widziałam z Ashton'em. Ale o co chodziło Lucy z tymi akcjami?


____________________________________________________


Miałam dzisiaj nie dodać rozdziału bo źle się czuję, ale się zmobilizowałam xd Mam nadzieje, że się podoba. Ogólnie miał być on dłuższy ale jestem zmęczona.

Czytasz = Komentujesz



3 komentarze:

  1. Genialny. Te bokserki, hmm...

    OdpowiedzUsuń
  2. Boski
    Ash w bokserkach ^^
    Szkoda ze taki krótki ale cudny <3
    Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam na kolejny rozdział /Julia x

    OdpowiedzUsuń