Rozdział z obiecaną dedykacją dla Grażyny
Wjechaliśmy windą na 10 piętro. Skręciliśmy w prawo i Louis otworzył ciemnobrązowe duże drzwi. Moim oczom ukazał się biały przedpokój z wielkim lustrem i kilkoma wiszącymi, kryształowymi lampkami. Weszliśmy do środka. Lou odłożył moją torbę na białą półkę i poszedł do salonu.
- Tak już wróciłem – słyszałam z dużego pokoju – Mam dla was niespodziankę.
Chwilę potem wrócił do mnie, a za nim jego rodzice. Uśmiechnęłam się szeroko jak i oni.
- Mój Boże, Rosie – powiedziała kobieta przytulając mnie – Tak dawno się nie widziałyśmy. Straszne wydoroślałaś.
- To nie jest już nasza mała Rose tylko prawie dorosła kobieta – dodał tata Lou – Ale uśmiech to czysty Nathan.
Słysząc to czułam jak moje serce pęka, jednak strasznie miło było mi to słyszeć. Wujek zawsze powtarzał, że pod tym względem jesteśmy jak dwie krople wody. Może po za częstym bujaniem w obłokach. Mama Lou wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do salonu. Nic się tam nie zmieniło. Białe skórzane kanapy, wielki kryształowy żyrandol, a trochę dalej duży stół z krzesłami. Po prawo wejście do kuchni, z której czuć było zapach tostów. Usiedliśmy na sofie i zaczęliśmy długo rozmawiać, w między czasie jedząc śniadanie.
***
Szłam cichą uliczką, trzymając czerwoną różę w ręku. Wiatr rozwiewał moje włosy i przeszywał ciarkami całe moje ciało. Nie lubiłam tej okolicy, tego miejsca. Moim oczom ukazała się wielka żelazna brama. Stanęłam, wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w jej kierunku. Kiedy przeszłam przez nią, skręciłam w drugą alejkę po prawo. Szłam pomiędzy szeregami mogił i starych drzew. Minęłam kilkoro ludzi, którzy kierowali się w stronę wyjścia. Tak jakby chcieli mnie zostawić sam na sam. Po chwili znów skręciłam w lewo i byłam na miejscu. Stałam naprzeciwko pomniku. Czułam jak uginają mi się nogi. W myślach powtarzałam sobie „ tylko nie płacz”. Spojrzałam na napis : RIP Melissa i Nathan Everett. Moje oczy wypełniły łzy, a ja uklękłam z niemocy. Tyle wydarzeń, wspomnień przebijało się przez moje myśli. Postanowiłam się ogarnąć. Otarłam policzki i położyłam różę przed pomnikiem. Pomodliłam się, starając się znowu nie rozpłakać. Wyjęłam z torebki znicz. Położyłam go na ziemi i zaczęłam szukać zapalniczki. Nigdzie nie mogłam jej znaleźć.
- Cholera – przeklęłam pod nosem, próbując ją dalej znaleźć.
- Proszę – usłyszałam za sobą znajomy głos. Odwróciłam się, a obok mnie klęczał Ashton z zapalniczką w ręku. Wyszczerzyłam oczy na niego.
- Co ty tutaj robisz? – zapytałam cały czas zaskoczona jego obecnością.
- Chciałem zobaczyć czy jesteś bezpieczna – odparł i spojrzał na mnie – Po za tym mam coś do załatwienia tutaj. Masz tę zapalniczkę.
- Dzięki – odpowiedziałam, biorąc ją od niego – Ale nie musiałeś mnie sprawdzać.
- Musiałem. Nie ufam Louis’emu.
- Ale ja mu ufam i powinno ci to starczyć – powiedziałam. Zapaliłam znicz i położyłam go obok róży.
- Chciałbym, aby mi to starczało. Niestety Rosie, nie ufam i jemu i jego koledze.
- Taa, znam tę historię Ashton. Chcieliście go zabić i bla bla bla. Tylko ja niestety chyba im bardziej ufam niż tobie – odparłam, wstając z ziemi i powoli idąc w stronę wyjścia.
- Rosie – usłyszałam za sobą i nagle Ash złapał mnie za rękę i obrócił do siebie – Wiem, że straciłem twoje zaufanie. Wiem, że trudno będzie mi je odzyskać. Jednak proszę cię, nie odtrącaj mnie, bo ja chcę cię chronić.
- Ashton, proszę cię…
- Nie Rose, to ja cię proszę – odparł i przyciągnął mnie do siebie, kładąc rękę na moich plecach – Nie wiesz o nich wszystkiego. Boję się o ciebie, bo jesteś dla mnie ważna. Uważaj na siebie.
- Louis i Brian czekają na mnie pod bramą. Muszę iść – szepnęłam i odeszłam. Chciałam jak najszybciej stamtąd wyjść. Czemu Ash jest taki uparty? Chciałam odpocząć, to ten przyjeżdża za mną. Nie rozumiem facetów. Wyszłam z cmentarza i zobaczyłam samochód Lou na parkingu. Ruszyłam w jego kierunku, jednak po chwili zauważyłam, że nikogo w nim, ani wokół niego nie ma. Nagle ktoś przytulił mnie od tyłu, a ja jak zwykle krzyknęłam. Usłyszałam dobrze znany mi śmiech mojego przyjaciela.
- Nie musisz się mnie bać mała – odparł przez śmiech Louis.
- Jakbyś mnie nie straszył to by pewnie tak było – odpowiedziałam i walnęłam go łokciem w brzuch.
- Ejj, spokojnie. Rosie poznaj Brian’a – powiedział pokazując uśmiechniętego chłopaka za sobą. Miał lekko kręcone włosy w kolorze ciemnego blondu, szaroniebieskie oczy i naprawdę piękny uśmiech.
- Hej, fajnie cię w końcu poznać. Serio jesteś tak ładna jak mówił – odparł chłopak, a ja jak zwykle się zarumieniłam. Cholera.
- Hej. Dzięki, ale przesadzasz. Nie jestem ładna – odpowiedziałam z uśmiechem.
- Okey, bo czuję się odrzucony jak tak sobie flirtujecie. Jedziemy na boisko.
Zaśmialiśmy się z Brian’em i poszliśmy do auta. Całą drogę słuchaliśmy i śpiewaliśmy piosenki 30 seconds to mars. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, chłopcy poszli do szatni, a ja ruszyłam w stronę pobliskiego kiosku. Kupiłam tam cole i postanowiłam usiąść na ławce przed wejściem na boisko. Nagle usłyszałam głośny pisk.
- Rosie! – ktoś pisnął, a ja podskoczyłam. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam biegnącą w moim kierunku znajomą mi rudowłosą.
- Crystal! – krzyknęłam i również zaczęłam biec. Wtuliłyśmy się w siebie mocno, tak jakbyśmy się ze 100 lat nie widziały. Crystal była moją jedyną przyjaciółką w szkole. Znałam ją od przedszkola i od tamtej pory była dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałam. Potem dołączył Lou, o którego dziewczyna była na początku bardzo zazdrosna. Potem zaczął jej się podobać, ale stwierdziła, że jest zbyt dziecinny i nie w jej typie – powiedziała to mając 10 lat. Od tamtej pory do teraz ich relacje są na poziomie brat – siostra.
- O matko, nie wierzę. Strasznie za tobą tęskniłam – piszczała rudowłosa.
- Ja za tobą też. Opowiadaj co tam u ciebie – odparłam i usiadłyśmy na ławce. Dziewczyna kochała gadać, także opowiedziała mi wszystko szybko i z potrzebnymi szczegółami. Tyle mnie ominęło przez ten czas. Zrobiło mi się trochę smutno jednak patrząc na Crystal od razu się uśmiechałam. Serio była dla mnie jak rodzina.
Nagle ktoś objął mnie ręką od tyłu. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego Brian’a.
- No co tam dziewczyny? Wchodzicie już, czy czekacie, aż zajmą najlepsze miejsca na widowni? – zapytał chłopak.
- No dobra. Chodźmy Crystal – odparłam leniwie i zaśmialiśmy się wszyscy. Wstałyśmy z ławki i ruszyłyśmy za Brian’em. Pokazał nam najlepsze miejsca i czekałyśmy na mecz. Byłam strasznie niecierpliwa. Chciałam zobaczyć Louis’ego w akcji. Po jakimś czasie zawodnicy wybiegli na boisko. Zaczęli się rozgrzewać. Zauważyłam Lou na lewo, a po chwili i on mnie. Pomachał mi i zajął się rozgrzewką. Podbiegł bardziej w naszą stronę i zaczął się popisywać, cóż… jak zwykle. Brian widząc jego popisy, kopnął piłkę prosto w jego tyłek. Louis odwrócił się zdezorientowany w jego stronę i z miną na twarzy w stylu „ co do cholery?” Ten tylko starając się nie wybuchnąć śmiechem pomachał mu. Lou wkurzony kopnął w niego piłką tak, że o mało Brian nie dostał w twarz. Wraz z Crystal leżałyśmy prawie ze śmiechu.
***
Skończyła się pierwsza połowa meczu. Zawodnicy udali się do szatni.
- Rose, głodna jestem – narzekała Crystal.
- Zaraz pójdziemy coś kupić, tylko chcę pójść do Lou – odparłam zirytowana. Ruszyłyśmy w stronę szatni.
- Rosie, ale ja zaraz umrę z głosu!
- Okey!! Już idziemy coś kupić – powiedziałam prawie krzycząc i poszłyśmy stanąć w kolejce po żarcie. Zaczęłam rozglądać się po holu. Nagle zauważyłam dwóch zakapturzonych chłopaków. Obu wystawały blond włosy. Znałam skądś tę kurtkę. Nie… Nie może być. Cholera!
- Hej, Rose. Na co się tak patrzysz? – zapytała przyjaciółka.
- Eee, na nic – odparłam szybko. Spojrzała na mnie przenikliwym wzrokiem i podeszła do okienka. Spojrzałam ostatni raz w tamtą stronę, ale nikogo już nie było. Po chwili dziewczyna wróciła z dużą zapiekanką. Wyszłyśmy na zewnątrz, bo trener nie wpuszcza nikogo z takim jedzeniem. Usiadłyśmy na ławce. Nie rozmawiałyśmy bo rudowłosa była zajęta pochłanianiem jedzenia. Nagle usłyszałyśmy dźwięk wystrzałów dochodzący z boiska. Wszyscy zaczęli krzyczeć i wybiegać ze środka. Przerażone zaczęłyśmy biec. Nie zauważyłam, kiedy zgubiłam Crystal w tłumie. Pobiegłam na parking i schowałam się za autem Lou. Byłam przerażona, mój oddech był szybki. Bałam się. Nagle obok mnie zjawił się Ashton.
- Musimy uciekać – powiedział i załapał mnie za rękę – Ufasz mi?
- Nie wiem – odparłam, a ten spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem – Tak, ufam.
Wychylił się lekko zza auta i po chwili biegliśmy między autami i ludźmi. Wybiegliśmy z parkingu na tyły boiska. Był tam Michael i Luke. Blondyn przytulił mnie i zaczął prowadzić do auta.
- Crystal! – krzyknęłam i odwróciłam się do Ashton’a – Ona tam została!
- Cholera, nikt z nas jej nie znajdzie pośród tych wszystkich ludzi! – krzyknął Ash. Spojrzałam na niego i wyszeptałam „ proszę”. Chłopak przewrócił oczami i wybrał numer na telefonie.
- Calum, zostań tam i szukaj tej rudej co z Rosie stała – zaczął blondyn – Nie obchodzi mnie, że masz to gdzieś! Masz ją znaleźć do cholery i przywieźć całą!
- Tak to już jest, jak ma się dwóch samców alfa w paczce – odparł Michael, na co się zaśmiałam. Nagle ktoś strzelił w szybę auta. Wystraszona pisnęłam. Ashton szybko złapał mnie za rękę i pobiegliśmy na pobliskie garaże. Szybko schowaliśmy się za jeden z nich. Ash stanął naprzeciw mnie tak blisko, jakby chciał mnie ochronić przed właśnie lecącą kulą. Uniosłam lekko głowę i spojrzałam na niego. Oddychaliśmy szybko, patrzył się na mnie z troską i niepokojem. Po chwili odgarnął palcami opadający mi na twarz kosmyk włosów. Spojrzał mi prosto w oczy. Nasze twarze dzieliły centymetry. Przyglądałam się jego orzechowym oczom. Nagle zaczął zbliżać swoją twarz coraz bardziej do mojej. Z jednej strony chciałam się odsunąć, ale z drugiej… W jednej chwili jego usta dotknęły moich i złożył na nich lekki pocałunek. Zamknęłam oczy i nie wiem czemu, sama musnęłam jego usta. Nagle chłopak wplątał swoją dłoń w moje włosy i zaczął składać pocałunki na moich ustach.
____________________________________________________________
Przepraszam, za tak rzadkie rozdziały. Przez to straciłam wielu czytelników i jest mi smutno. Postaram się to naprawić. Ten nie jest najlepszy ale podoba mi się koniec, za który ktoś może mnie zabić :D
Czytasz = Komentujesz
Zabije cie! Zabije cie! Zabije cie! Umrzesz! A tak serio rozdział cudowny jak zwykle i czekam na następny z utęsknieniem 😭
OdpowiedzUsuńJaka słodka końcówka aww... Bardzo fajny rozdział :* Ciekawe co się tam stało... Do następnego xx
OdpowiedzUsuńTAK SIOSTRO MIAŁAŚ RACJE! ZGINIESZ! Dlaczego ty kończysz w takich momentach?! Mam nadzieje, że szybko dodasz nowy rozdział bo pamiętaj, wiem gdzie mieszkasz! Super rozdział. Sama wiesz :*
OdpowiedzUsuń/Zuza