- Ashton – odparłam w końcu, a chłopak spojrzał na mnie z nadzieją w oczach.
- Muszę?
- Chcę to wiedzieć – odpowiedziałam.
- Ehh… Kiedyś, jakieś 3-4 lata temu, też byłem taki jak ty. To znaczy, też pytałem o podobne rzeczy pewną osobę. Nie chciała mi tego powiedzieć, dla mojego dobra. Jednak te wszystkie rzeczy, które wydarzyły się wtedy, to, że otarłem się kilka razy o śmierć przez moją niewiedzę, co do tej osoby, sprawiły, że musiałem w końcu wiedzieć bo się o siebie bałem. Tak samo jak ja teraz, ta osoba nie chciała mi tego powiedzieć, bo bała się, że nasze bardzo dobre relacje się popsują. W końcu, powiedział mi o wszystkim. O tym, że zabija, o tym, że oni chcą zabić jego, o tym, że on i jego kumpel, brat Caluma, siedzą w tym od kilku lat, o tym, że mają bossa, który nim steruje, mówi im kiedy, kogo i gdzie. Przeraziłem się, bałem się go przez ponad miesiąc. Potem przez Caluma sam w to wszedłem. Wiesz, dlaczego Cal jest taki zimny, niemiły? Jego brat został brutalnie zabity, a on chce zemsty. Jednak boss jemu tego zabrania. Przyjaciel jego brata, czyli ten który mi to powiedział, przejął „opiekę” nad nami, jednak on sam zginął 2 lata temu. Teraz my przejęliśmy wszystko po nich. Dołączyli potem do nas Luke i Michael, dlatego oni są najmniej oschli, niemili. Dzisiaj, ktoś się na mnie zaczaił i oberwałem. Ty teraz też możesz oberwać, bo wiesz.
Stałam jak sparaliżowana, słuchając tego co mówi. Nie mogłam po prostu uwierzyć. Wyobrażałam sobie różne rzeczy, ale takim czymś nie. Nie wiem czemu łzy zaczęły mi spływać po policzkach.
- I zapewne to nie jest wszystko na ten temat? – zapytałam i spojrzałam na niego swoimi szklanymi oczami. Widząc moją twarz, posmutniał. Podszedł do mnie i kiedy chciał otrzeć łzy z mojego policzka, odsunęłam się. Spuścił głowę i westchnął.
- Wiedziałem – szepnął – Wiedziałem, że tak będzie.
- Ashton, ja… – zaczęłam i jeszcze więcej łez zaczęło napływać mi do oczu – Ja muszę to przemyśleć. Ja… Ja przepraszam – odparłam i pobiegłam na górę. Skierowałam się do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi na zamek i opierając się o nie, zjechałam w dół. Zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Ta cała sytuacja mnie przytłoczyła, a to może nie jest nawet połowa prawdy. Otarłam dłońmi policzki i postanowiłam wziąć prysznic. Zdjęłam ubrania i weszłam do kabiny. Odkręciłam letnią wodę. Czułam się lepiej, tak jakby z każdą kroplą spływającą po mnie, spływała jakaś malutka część moich problemów, myśli. Nie wiem ile czasu spędziłam pod prysznicem, straciłam poczucie czasu. Wyszłam z kabiny i otuliłam się ręcznikiem. Wytarłam ciało i ubrałam piżamę. Rozczesałam moje mokre włosy i spojrzałam w lustro. Zobaczyłam ostatnie, malutkie plamki po siniaku. Uśmiechnęłam się, gdyż nie musiałam go już więcej ukrywać. Wzięłam rzeczy i wróciłam do pokoju. Położyłam się pod kołdrą i starając się nie myśleć o dzisiejszej rozmowie, usnęłam.
***
Obudził mnie, jak zwykle, mój niezawodny budzik. Rozejrzałam się po pokoju. Słońce oświetlało nawet najmniejszy kąt w pokoju. Pierwszy raz od dawna chciało mi się wstać. Potem przypomniałam sobie o wczorajszym dniu. Sorry słońce, ale przegrałeś. Zanurzyłam twarz w poduszce i jęknęłam. Niestety musiałam wstać. Wyglądało to mniej więcej tak, że spadłam otulona kołdrą na podłogę. Kiedy się pozbierałam, wzięłam ciuchy i poszłam do łazienki. Szybko się naszykowałam i zeszłam na dół. Rozejrzałam się czy nie ma Ashtona i weszłam do kuchni. Zrobiłam sobie na szybko kanapkę i wyszłam z domu. Miałam jeszcze sporo czasu, ale nie chciałam spotkać się z Ash’em. Cały czas nie wiem co o tym myśleć. Jednak sama się o to prosiłam. Doszłam do szkoły i usiadłam na murku, czekając na Lucy. Dziewczyna przyszła po 10 minutach i jak zawsze przywitała mnie z uśmiechem. Ja wymusiłam lekki w odpowiedzi.
- Rosie, co jest? – zapytała, wszystko widząca przyjaciółka.
- Nic, ja po prostu…
- Ashton?
- Tak – odpowiedziałam.
- Co się stało? Zrobił ci coś?
- Nie, po prostu powiedział mi prawdę – odparłam i przeczesałam dłonią włosy.
- Aż tak źle?
- Nie teraz Lucy, proszę – powiedziałam, a przyjaciółka mnie przytuliła. Ruszyłyśmy razem do klasy.
***
Usiadłam sama na murku. Lucy poszła kłócić się z nauczycielem od fizyki o ocenę. Wyjęłam telefon i zaczęłam przeglądać facebooka. Louis dodał zdjęcia z treningu. Wyglądał naprawdę świetnie. Kochałam oglądać jak gra. Pamiętam, jak każdego pierwszego gola, którego strzelił w meczu dedykował mi. To było naprawdę słodkie. Uśmiechnęłam się na myśl o tym i skomentowałam, że nie mogę doczekać się kiedy znowu zobaczę go w akcji. Nagle ktoś zasłonił mi słońce. Podniosłam głowę i ujrzałam Luke’a.
- Hej Rosie, mogę się przysiąść? – zapytał blondyn.
- Tak – odparłam cicho. Tak naprawdę nie chciałam tego, nie chciałam z żadnym z nich o tym gadać.
- Może przejdę do rzeczy… – zaczął.
- Luke, nie chcę o tym gadać.
- Rozumiem, że ta prawda boli. My ci nic nie zrobimy, on nic ci nie zrobi – powiedział blondyn i dłonią gładził moje ramię.
- Jednak ktoś inny może mi przez to coś zrobić – odparłam i spojrzałam na chłopaka.
- Nie dopuszczę do tego! Ashton również. Zrobimy wszystko, żebyś była bezpieczna. Bynajmniej ja i Ash, gdyż nie wiem, jak z pozostałymi idiotami.
- Luke, ja muszę to przemyśleć, to nie jest łatwe. Po za tym, nie tylko ja mogę oberwać, ale i moi przyjaciele – westchnęłam.
- Posłuchaj, nie wiedzieliśmy, że ten cały Louis jest twoim kumplem wtedy. Sam się pchał, aby bronić tego całego idiotę, Briana – mówił Luke. Otworzyłam szerzej oczy, a moje usta uformowały literkę o. To o nich mówił wtedy Louis. To oni… Ale Louis ich nie rozpoznał. O co tu do cholery chodzi?! Łzy zaczęły mi napływać do oczu. Oni mogli mu coś zrobić. Jedynej osobie, która przypomina mi dom. Jedynej osobie, która jest mi tak bliska.
- Rosie? Co jest? – zapytał Luke – O cholera. Ashton ci o tym nie wspominał. Rosie, ja naprawdę nie… - zaczął, ale nie usłyszałam więcej, gdyż wstałam i wybiegłam z terenu szkoły. Biegłam przed siebie, nie patrzyłam nawet na ludzi czy ich potrąciłam. Chciałam być jak najdalej od nich, od tego miejsca. Wbiegłam do lasu. Nagle zaczepiłam torebką o gałąź. Nic nie widziałam przez łzy, więc po prostu szarpałam do póki nie odczepiłam jej. Biegłam dalej. W końcu zmęczona oparłam się o drzewo i zapłakana zjechałam na dół. Ta prawda, to wszystko było dla mnie zbyt ciężkie. Ostatni raz tak się zachowywałam kiedy moi rodzice umarli. Potem miałam problemy, byłam pod stałą opieką psychologa, psychiatry. Przez długi czas brałam tabletki uspokajające. Potem wszystko było okey. Czy teraz znowu to wraca? Nie miałam już siły. Położyłam się na ziemi i nie pamiętam kiedy zamknęłam oczy.
________________________________________________________
Bardzo przepraszam, że tyle rozdziału nie dodawałam. Brak weny i motywacji. Mam nadzieję, że ktokolwiek jeszcze będzie chciał to czytać.
Czytasz = Komentujesz
Jak zwykle wspanialy. Wybaczam ci, ze nie dodawałas :P Cudowne jest to jak Rose się o wszystkim dowiaduje... jak zwykle przez przypadek ktoś powie za dużo, bo jest pewien ze ktoś inny juz o tym wspominał. Cóż. Czekam na następny i dziękuję za ta przewspaniała niespodziankę, za to ze się nauczyłam. ♡♡♡♡ xx
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńNo przecież sama chciała się tego dowiedzieć. Nigdy nie zrozumiem tych dziewczyn. Jak chcą wiedzieć, to wszystko co usłyszą powinny przyjąć z zimną krwią, a one się rozklejąją i uciekają.
OdpowiedzUsuń'Sorry słońce, ale przegrałeś' mój ulubiony cytat :)
Przepraszam, że nie dodawałam komentarza.
Mam nadzieję, że wena znowu w tobie zagości (ale pięknie to napisałam).
Kocham cię x
Paulinka
Dobra siostro znasz moje zdanie. Zalecam więcej Lucy i niech ona sobie kogoś znajdzie (np: Luke'a *.*). WIĘCEJ ASHA I ROSIE! Pooooostaraj się :)
OdpowiedzUsuń/Zuza