piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 5

Lekko otworzyłam oczy. Poczułam pulsowanie głowy. Nie wiedziałam gdzie jestem ani co się stało. Próbowałam coś sobie przypomnieć. Nagle ból głowy zaczął narastać. Przyłożyłam jedną rękę do czoła i zamknęłam oczy. W jednej chwili wszystko mi się przypomniało. Impreza, Lucy, nieznajomy... Poczułam jak ktoś łapie moją ręke i głaszcze po czole. Jakby próbował mnie uspokoić. To było silniejsze. Znów poczułam ten strach, ten dotyk, oddech, spojrzenie. Nagle krzyknęłam i otwarłam oczy.
- Ciii Rosie, spokojnie. Jestem tutaj - usłyszałam znajomy mi głos i spojrzałam na ciemną postać nade mną - Nic ci nie jest. To tylko ja.
- Ashton? - zapytałam niepewnie.
- Przynajmniej nie masz amnezji - zaśmiał się cicho. Poczułam wielką ulgę i zaczęłam uspokajać swój oddech.
- Co się stało? Gdzie jestem?
- Jesteśmy u Caluma w domu. A co się stało? Nie pamiętasz? - odparł zapalając lampkę niedaleko łóżka na którym leżałam.
- Ostatnie co pamiętam to to, że ten psychol walnął mną o samochód - powiedziałam i zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Byliśmy zapewne w pokoju Caluma. Tak zgaduję, bo wątpię aby ktoś inny miał plakaty ACDC i Green Day'a w pokoju w tym domu.
- Och, powiedzmy, że gdyby nie Michael to byś pewnie skończyła inaczej.
- A tak dokładniej? - zapytałam. Miałam nadzieję, że rozwinie się jakoś bardziej, bo jak na razie opis wydarzeń idzie mu wprost zajebiście.
- Ehh, no dobrze...

*** kilka godzin wcześniej***

Ashton

- Nie wierzę, że dałem wam sie namówić na tę imprezę - odburknął Calum. Był wściekły. Chyba jak zawsze ostatnio. Serio może mu ten okres się spóźnia?
- Bez przesady stary. Większość tu wygląda jak idioci więc czworo w tę czy w tę nie robi różnicy – odpowiedział Luke poprawiając swoją maskę żółwia ninja. Nie wierzę, że znam tego kolesia…
- Popatrz na to z innej strony Batmanie – zaczął Michael patrząc na Calum’a – Może uda ci się przelecieć jakąś seksowną kobietę kot.
- Spierdalaj Clifford – prychnął kumpel i wszedł do środka. Chyba jednak przemyśli jego propozycje.
Zostałem z pozostałymi dwoma na dworze. Nie miałem za bardzo ochoty na imprezę. Tym bardziej, że Rosie tam jest, a nie chcę aby poznała mnie od tej strony. Mam do niej jakąś dziwną słabość, której nie potrafię wytłumaczyć. Jest piękna, nieśmiała, niewinna. Takich dziewczyn brakuje na świecie. Może dla tego są takie niezwykłe…
- Popatrzcie na tamtą dwójkę – powiedział Michael wskazując jakąś parę przy samochodzie – On ją chce zgwałcić.
- Stary, jesteś przewrażliwiony trochę – odparłem.
- Właśnie, może – zaczął Luke gdy usłyszeliśmy krzyk tej dziewczyny – Mo-mo-może masz racje
Dziewczyna szarpała się i krzyczała. Nagle dostała w twarz od chłopaka. Mój przyjaciel zerwał się z miejsca. Blondynka oddała mu cios w twarz. Niestety chyba pogorszyła sprawę. Chłopak walnął jej głowę o auto. Michael podbiegł do nich i walnął brunetowi w twarz. Facet leżał na ziemi. Kumpel ukucnął przy dziewczynie.
- Ashton!- krzyknął do mnie – To Rosie!
Zamurowało mnie. Jak to? Patrzyłem się jak jakiś debil chciał ją zgwałcić i nic z tym nie zrobiłem? Następnym razem posłucham Michael’a. Podbiegłem do nich i klękłem obok Rosie.
- Luke biegnij poszukać Calum’a – krzyknąłem do blondyna – Trzeba ją zabrać do szpitala.
- Taa stary, jeszcze pomyślą, że my jej to zrobiliśmy. Nie pamiętasz jak było ze mną i tą rudą? Mamy etykietkę tutaj i nie ważne czy będziemy pomagać staruszkom przechodzić przez ulicę czy opiekować się pieskami ze schroniska i tak go nie zmienią.
- Zabierzmy ją do Calum’a. Jak zaniosę ją do nas do domu to rodzice zawału dostaną – odparłem – Mam tylko nadzieją, że nic jej poważnego nie jest.
Po chwili przybiegli Batman i Żółw Ninja i pojechaliśmy do Calum’a. Ułożyłem Rosie na jego łóżku i przyłożyłem lód do tyłu jej głowy. Usiadłem przy niej i napisałem rodzicom, że jest ona ze mną i mają się nie martwić. Błagam , niech się obudzi…

* * *

Rosie



Ashton pomógł mi zejść na dół. Tam byli pozostali. Calum siedział na krześle i grał na komórce, Luke leżał na kanapie, a Michael jadł. Jest 4 nad ranem a oni nie śpią? Oni są wampirami czy co?
- Rosie!! - krzyknął Luke podchodząc do nas - W końcu się obudziłaś - dodał i mnie przytulił. Odwzajemniłam uścisk i uśmiechnęłam się lekko. Wczoraj miałam go dosyć, a dziś go przytulam. Jestem dziwna... 
- Mi ciebie też miło widzieć - odpowiedziałam i lekko odsunęłam się od chłopaka. Blondyn uśmiechnął się i przeczesał dłonią włosy. 
- Chcesz coś zjeść? - zapytał Ashton. 
- Chętnie - odparłam i poszliśmy do kuchni. Ash wyjął chleb, masło i jakąś szynkę, a potem wstawił wodę. Zaczęłam robić kanapkę kiedy do pomieszczenia wszedł Michael. Uśmiechnął się lekko do mnie, a ja jak głupia skupiłam się na jego zajebiście zielonych włosach. Jestem idiotką...
- Wzrok sobie popsujesz cały czas patrząc na takie jaskrawe kolory - powiedział chłopak, na co Ashton się zaśmiał, a ja oblałam rumieńcem. 
- Rosie, to jest Michael. To on uratował cie przed tym idiotą - odparł Ash. Mike podszedł do mnie i podał mi rękę. 
- Miło cię w końcu poznać. Słyszałem dużo o tobie od Luke'a i Ashton'a. Żałuję, że poznajemy się w takich okolicznościach - powiedział chłopak, a Ash zaczął się śmiać. Czy on się zawsze śmieje z tego co Mike powie? 
- Dzięki, za uratowanie mnie - uśmiechnęłam się lekko. 
- Nie ma sprawy. 
Odszedł i zaczęłam dalej przygotowywać kanapki. Oczywiście ubyło mi połowę dzięki magicznemu stworkowi Ashton'owi. Zjadłam swoją część i wróciliśmy do salonu. Był tam tylko Calum i śpiący Luke.
- Już jej lepiej? - zapytał brunet mojego brata. Halo? Ja tu jestem!
- Tak, zaraz wracamy do domu - odpowiedział Ashton zakładając kurtkę.
- To dobrze. Mam tylko nadzieję, że nie będziemy mieli przez nią kłopotów.
- Zamknij się stary. Ona tu jest. Po za tym nie będziemy mieli - odparł lekko zdenerwowany Ash. Nie wiem co jest Calum'owi ale powinien zjeść snickers'a. Chciałam coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili się powstrzymałam. W domu było strasznie duszno. Czułam jak kręci mi się w głowie. Złapałam się oparcia kanapy i zamknęłam oczy. 
- Ros, nic ci nie jest? - zapytał Ashton zbliżając się do mnie. 
- Nie, tylko jest tu duszno.
- Chodź, wyjdziemy na zewnątrz - odparł i lekko mnie podtrzymując ruszyliśmy w stronę drzwi - Nara Calum.
Na dworze było miło zimno. Oparłam się o samochód i zamknęłam oczy. Wsłuchałam się w ciszę.
- Na pewno już wszystko okey? - zapytał znowu blondyn stając na przeciwko mnie.
- Już teraz tak - odparłam. Stał bardzo blisko mnie. Za blisko... Popatrzył mi się w oczy i nagle jakby się ocknął. Odsunął się i otworzył drzwi pasażera. Lekko zbita z tropu wsiadłam. Po chwili to samo zrobił Ashton i ruszyliśmy do domu.



________________________________________________________

Rozdział miał pojawić sie wczoraj, ale nie byłam w stanie go dodać. Przepraszam :)

Mam nadzieję, że wam się podoba. Wiedzcie, że się starałam, bo trudno jest pisać kiedy źle się czujesz. 
Cały czas szukam osoby która zrobiłaby mi szablon na tego bloga. Będę bardzo wdzięczna za pomoc.

Jeżeli macie jakieś uwagi, pomysły to piszcie  :)
Jeżeli ktoś chce być informowanym o nowych rozdziałach, zapraszam do zakładki "Informowani"
Następny rozdział - 16.11

Czytasz = Komentujesz

2 komentarze:

  1. hej, hej. Rozdział świetny jak zawsze :) Szkoda, że kolejny rozdział tak późno, no ale bywa ;* Weny skarbie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział ;3
    Szkoda ze taki krótki ale za to treściwy <3
    Weny życzę i czekam na następny ♥

    OdpowiedzUsuń